Niespodziewane przejęcie inicjatywy przez L. Dorna wprawiło sporą część nie tylko wrzeszczących na sali "posłów", ale i komentatorów w osłupienie. Już się wydawało, że tumultem i kryzysem zarządzał będzie Zombie-Giertych, a tu nagle szast-prast i z wielkiej chmury mały deszcz. Nie wiem, jakie jeszcze obstrukcyjne działania planował Zombie i nawet nie chcę wiedzieć, dość że po decyzji Dorna o odczytaniu przez niego stenogramów z przesłuchań na komisji ds. specsłużb, cała para z niego uszła i jakiś rozluźniony, jak facet po terapii behawioralnej, opowiadał, jak to wieczorem przysłuchiwał się będzie tymże spisanym zeznaniom K.
Jeśli Dorn, który jeszcze przed przerwą mówił o "ubeckich zagraniach" i "przykładzie patologii służb specjalnych" w osobie W. Brochwicza, dokonał nagle zwrotu o 180 stopni, to musi za jego decyzją stać, jak sądzę, premier. Proszę zresztą zwrócić uwagę, jak komentowano zachowania Dorna do czasu tej decyzji, a jak natychmiast ktoś wajchę przestawił, gdy marszałek ogłosił, że przeczyta stenogram. Nagle skończyła się "obstrukcja" stosowana przez niego od paru dni. Wprawdzie już jeden z posłów PO zdążył stwierdzić, że zawsze Dorn może wrócić do działań obstrukcyjnych, ale najwyraźniej "parlamentarna większość" nie spodziewała się takiego obrotu rzeczy. Może jeszcze były plany odwołania marszałka lub jakieś inne pomysły, teraz jednak wszystkie się zdezaktualizowały.
"Zeznania" K. ("jeszcze prokuratora", jak określił Dorn, co wypomniał mu poseł z mównicy sejmowej Iwiński) będą, podejrzewam, takim trzęsieniem ziemi, jak konferencja K. po powrocie z Włoch. P. Semka przypomniał dziś w mediach parokrotnie, że zeznania K. nie zostały złożone pod rygorem odpowiedzialności karnej, a z takich rewelacji nie tylko można wysnuć wszystko, ale i się zawsze wycofać, w czym K. jest specjalistą. Najwyraźniej premier nie obawia się tej konfrontacji, czyli zapewne ma asa w rękawie w postaci, być może, dowodów z prokuratury prowadzącej śledztwo dot. K.
Można się spodziewać, że obrady sejmu zostaną przedłużone na następne dni (mimo planowanej, tygodniowej przerwy), a nawet że powróci pomysł powołania komisji śledczej. Skoro premier mówi dziś o procedurze trzech kroków, tzn. liczy się z tym, że prace sejmu jeszcze chwilę potrwają. Co więcej, zgłaszanie projektu ustawy związanej z budownictwem dodatkowo potwierdza to przypuszczenie. K. Leski pytał dziś o to ze zdziwieniem, zwracając uwagę, że lada dzień sejm ma być rozwiązany. Jeśli nie nastąpi nic nadzwyczajnego, to dojdzie do konfrontacji z "układem", w której najpierw "układ" wyłoży swoje karty, a potem walczący z nim PiS - swoje. Nie wiem jednak, czy Zombie-Giertych będzie miał taką samą zadowoloną wtedy minę, jak dziś, nie obchodzi mnie to jednak wcale. Przegranych polityków nie należy żałować, zwłaszcza gdy mieli swoje pięć minut.
Czeka nas zatem gorący weekend. Ale my to lubimy.


Komentarze
Pokaż komentarze (130)