Komuniści otwarcie zapowiadają jutro blokowanie mównicy sejmowej, jeśli nie zostanie poddany pod głosowanie wniosek o odwołanie Z. Ziobry. Pomysł mi się niezwykle spodobał, zastanawia mnie tylko, jaką drużynę blokersów do tych zawodów komuniści wytypują - czy to będą lokomotywy SLD, czy raczej młodzież. Pojawiają się bowiem dylematy: lokomotywy, takie jak R. Kalisz (chłop-dąb), nie dadzą się łatwo odciągnąć od mównicy, natomiast młodzież, jak np. W. Olejniczak (sportsmen-wyczynowiec), zawsze jest w stanie dłużej wytrzymać, gdyby np. konieczność dziejowa wymagała nocowania w garniturze i protestacyjnej głodówki.
Ważne są też względy techniczne: czy np. zostaną użyte łańcuchy do przykuwania się do mównicy, czy tylko pierścień splecionych rąk bojowników o wolność i demokrację? Łańcuchy można by pożyczyć od ekologów jeszcze dziś - dodałoby to przecież widowiskowości takiemu protestowi. Niestety, szczegółów komuniści nam nie podają żadnych poza oświadczeniem:
"- Będziemy naciskać i nawet blokować mównicę aż marszałek wprowadzi te punkty pod obrady - oświadczył Napieralski."(http://www.tvn24.pl/-1,1519342,wiadomosc.html)Pozostaje snucie domysłów. Czy jednak blokersi liczą się z konsekwencjami? W państwie totalitarnym ludzi zamyka się za głupi antyrządowy dowcip opowiedziany po pijanemu w doborowym towarzystwie, za napis na klatce schodowej, a co dopiero za... blokowanie mównicy sejmowej. Czy liczą się z akcją ZOMO? Czy mają świadomość, czym jest pałowanie? Nie no, z jednej strony mają - sami kiedyś wysyłali na ulice zbrojne ramię PZPR, to wiedzą, o co chodzi. Z drugiej jednak, nigdy nie dochodziło do sytuacji, by komuniści pałowali samych siebie. Więc wiedzą o co chodzi z pałowaniem, ale niekoniecznie z byciem pałowanym. Co to jednak, do cholery, za opozycja, co pałą po nerkach nie dostała? Nic dziwnego więc, że się śmiałkowie pchają do takiej konfrontacji. Może z pewną taką nieśmiałością, jak testerzy szamponów przeciwłupieżowych, ale dobre intencje trzeba docenić.Nikt bowiem nie chce czynem się kaczyzmowi przeciwstawić. Wokoło tylko słyszymy rozmaitych komentatorów, publicystów, analityków i syntetyków, nie ma jednak ani jednego sprawiedliwego, który by stanął twarzą w twarz z krwawą dyktaturą. No bo chyba nie powiecie Państwo, że można by za takich opozycjonistów uznać uczestników ostatniej parady miłości, z których sporo z Niemiec podobno przyjeżdża.Patrząc jednak z innej jeszcze strony, to ten blokerski zapęd jakoś skromny się wydaje. Nie lepiej odbić cały sejm tak nocą za jednym zamachem? Ma się w końcu tę większość parlamentarną, więc czy nie lepiej byłoby przejąć cały budynek, a nie tylko mównicę? Nie wpuścić posłów PiS-u do parlamentu i ogłosić nowy skład rządu. Prostsze, przecież. Ja, w każdym razie, gdybym był tak przekonany do swoich racji, jak komuniści i ich sojusznicy, tak bym zrobił. Ba, można by to motywować także ekonomicznie: "dość darmozjadów w sejmie, czas na redukcję ilości posłów". Albo: "Zaczęliśmy od redukcji ilości posłów dyktatorskiej partii kaczystowskiej, żeby odciążyć polskiego podatnika". A nawet europejskiego, bo przecież dotacje z Unii dostajemy.W końcu skład rządu wczoraj podano. Marny, bo marny, ale lepszy rydz niż nic. Było wprawdzie dementi, ale kto z nas wierzy w informacje niezdementowane? Skład podano, fachowcy mają pomysły w szufladach (po wielokroć mówił o tym choćby J. Rokita), więc co stoi na przeszkodzie? Nawet wyborów nie trzeba byłoby urządzać (nowe, prawdziwe "tanie państwo"). Skoro zatem takie rozwiązanie byłoby bardziej racjonalne, to zamiast blokować mównicę, komuniści powinni wysłać delegację do sił zbrojnych, by jak w grudniu 1981 r. wsparły naród i powstrzymały widmo wojny domowej. Nawet nie trzeba byłoby tym razem prosić o interwencję Rosji. Czy jednak wojsko stanęłoby na wysokości zadania, skoro tylu generałów i pułkowników poszło już na emeryturę? No, zawsze można ich przywrócić do służby - gdy ojczyzna w potrzebie. No, to za telefony, towarzysze z SLD i zapytać: "Pomożecie?"


Komentarze
Pokaż komentarze (116)