Nic tak człowieka nie podnosi na duchu, jak spotkanie ludzi z zasadami. Jak już wiemy z wielu wystąpień, zasad nie znają ludzie z PiS-u, natomiast pełną odpowiedzialnością wykazują się ludzie z zasadami z PO. Naturalne wydaje się więc, że człowiek wsłuchuje się w wystąpienia przedstawicieli tej elity politycznej, wczytuje w ich teksty programowe czy wywiady, by z tymi zasadami się zaznajomić.
Wprawdzie na ostatnim spotkaniu tzw. Rady Programowej (cokolwiek by to miało znaczyć, brzmi serioznie) D. Tusk niewiele mówił nt. pryncypiów, choć wyraził się jasno, co do głównego celu PO związanego z wyborami: wyeliminować PiS. Dobre i to. Zawsze to jakiś punkt odniesienia. Z. Chlebowski z kolei w TOK FM powtarzał wczoraj nieustannie, że PO obniży podatki, o czym już rano wspominałem. I to dobre, przecież. Głos więc zabrał też J. Gowin, człowiek ideowy i bezkompromisowy, co widać choćby po jego pryncypialnym podejściu do wielu spraw Kościoła, ale i polityki.
Pisze on bowiem wprost, że należy się liczyć z możliwością zawarcia koalicji z LiD. No, trochę czasu upłynęło, nim ludzie z zasadami dojrzeli intelektualnie i politycznie, i nareszcie rozpoznają ducha dziejów. I po co były te wszystkie intelektualne i publicystyczne wygibasy przez ostatnie dwa lata, to nie wiem. Ale, nie uprzedzając wypadków (jak to mawiał J. Kobuszewski w "Bajce dla dorosłych"), zacytuję parę kwiecistych fragmentów z tego programowego, przełomowego (jak swego czasu manifest Cimowszewicza i Michnika) tekstu:
"Może się też okazać, że konieczne będzie zawarcie koalicji i że jej niezbędnym uczestnikiem stanie się LiD. Nie ukrywam, że dla ludzi takich jak ja będzie to ostateczność, którą można zaakceptować tylko w kategoriach "zła koniecznego". Ale warunkiem jakichkolwiek rozmów z lewicą, tak samo zresztą jak z każdym innym potencjalnym partnerem, jest uznanie przez nią nienaruszalności pryncypiów Platformy: rozszerzenia wolnego rynku, naprawy finansów, radykalnego ograniczenia nadmiaru przepisów, kontroli czy koncesji, reformy administracji tak, by służyła obywatelom, odpolitycznienia i usprawnienia wymiaru sprawiedliwości, realistycznej polityki europejskiej, unowocześnienia edukacji, kontynuacji polityki prorodzinnej, zarzucenia eksperymentów światopoglądowych, a wreszcie podniesienia standardów życia politycznego."
(http://www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=14&ShowArticleId=58147)
Mamy tu doniesienia z pierwszej ręki, więc możemy się pozbyć wątpliwości, co do tego, o jakich pryncypiach jest tu mowa. Nie będę może ich w punktach powtarzał, bo chyba każdy może ten fragment przeczytać sobie parę razy, chcę jedynie zwrócić uwagę, że nie ma wśród tych pryncypiów ani lustracji, ani dekomunizacji, ani walki z korupcją, ani sojuszu z USA, ani umocnienia roli Polski na arenie międzynarodowej. Ja wiem, że są to pryncypia, którymi "karmi nas PiS", ale wydawało mi się, że te pryncypia są jakoś "uniwersalne" dla obozu post-solidarnościowegho. Okazuje się jednak, że wcale nie. I dobrze to wiedzieć.
Takie sformułowanie pryncypiów PO świadczy bowiem, że członkowie tej elity intelektualno-politycznej (najlepsi z najlepszych, limitowana edycja) nie uważają postkomunistycznego kartelu oligarchów w wielu gałęziach gospodarki za hamulec rozwoju naszego kraju. Nie uważają też za konieczne uniemożliwienia dalszej emancypacji politycznej rozmaitym przepoczwarzającym się co parę lat, ugrupowaniom komunistycznym. Przeciwnie - uważają, że z tymi oligarchami i z tymi komunistami da się w Polsce prowadzić dalsze "reformy wszystkiego". Jeśli może być jakiś większy przykład głupoty politycznej, to naprawdę ciężko byłoby mi go znaleźć. Przypadek Giertycha bowiem, to nie tyle głupota, co świadoma, dyktowana jakimiś niespełnionymi ambicjami (i zakosztowaniem politycznego high life-u, który nigdy nie wróci) i zawiścią, działaność destrukcyjna - chłop łapie się wszystkiego, bo już nic mu nie pozostało, można powiedzieć. PO jednak nie jest w sytuacji Giertycha, lecz może chce być?
Głos K. Marcinkiewicza, który nagle - z wiadomych względów - stał się newswem dnia, jest jakimś ponurym dodatkiem do tego "zestawu" pryncypiów "by Gowin", ale szczególnie niepokojąco zabrzmiał głos R. Sikowrskiego, który naraz zaczął odradzać finalizację sojuszu militarnego z USA w postaci zgody na tarczę antyrakietową. To dopiero! To już nawet podstawowych celów polskiej polityki zagranicznej rząd Kaczynskiego nie powinien realizować? To może jeszcze jakieś dyplomatyczne przeprosiny wobec Rosji wystosować, że w ogóle ośmieliliśmy się z Amerykanami paktować? Może to by uspokoiło sytuację?
Gowin pisze jeszcze:
"Jeśli te warunki zostaną zaakceptowane, jest mi wszystko jedno, kto będzie koalicjantem Platformy: może być LiD, może być LPR. Ale tak jak zdrowy rozsądek nakazuje wątpić, by partnerem w dziele odpowiedzialnego rządzenia Polską mógł być Roman Giertych, tak samo trudno upatrywać go w Aleksandrze Kwaśniewskim."
Nie ma więc wątpliwości, że dla PO do przyjęcia już są wszyscy poza PiS-em (SO i tak się nieliczy, bo walec wyborczy ją rozjedzie). Wszystko to podlane sosem intelektualnych wątpliwości, a jakże, ale przecież nie takie dylematy pokonywali polscy klerkowie, gdy przychodził wicher dziejów i mądrość etapu nakazywała realizację "nowych zadań", nawet, jeśli zadaniowanie ustalali oficerowie prowadzący. Czy zatem PO życzy sobie oficerów prowadzących z SLD? Może tak? Może bez jakiegoś "silnego partnera" nie jest w stanie samodzielenie działać na scenie politycznej. Niech tylko nie afiszuje się tutaj, że chodzi o jakąś Polskę i Polaków. SLD, ustami J. Oleksego wyraziło się jasno, gdzie ma i Polskę, i Polaków, więc bratając się z komunistami PO powinna mieć świadomość, że ta dość czytelna i zasadnicza postawa również jej może się szybko udzielić. Chyba, że już się udzieliła?


Komentarze
Pokaż komentarze (47)