Pisałem dzisiaj, że skoro sprawa wypowiedzi eks-premiera K. Marcinkiewicza nt. "orwellowskiego świata" została przez media całkowicie zdeformowana i skonstruowana wedle najlepszych wzorców "podpuszczania dezy", to należy się spodziewać jakiegoś oficjalnego oświadczenia samego zainteresowanego, które by ucięło dalsze spekulacje.
Oświadczenie jest, ale to wcale nie ucina spekulacji, tylko rozkręcona machina dezinformacji działa w najlepsze dalej. Faktycznie, żyjemy w świecie totalniackich mediów, po prostu. Słowo "totalitaryzm" czy "dyktatura" należy odnieść do tego, co w poczuciu całkowitej bezkarności wyrabiają niektóre media, robiąc młóckę ze spreparowanych zupełnie informacji.
Marcinkiewicz twierdzi: "Nigdy nie powiedziałem, że byłem podsłuchiwany czy inwigilowany. Nic na ten temat nie wiem", ale dla "śledczych" to jedynie potwiedzenie, że były premier jest zastraszony, że "przeczy sam sobie", że wreszcie wycofuje się z tego, co mówił wcześniej. Tak działają mistrzowie dezinformacji. Najpierw sieją kłamstwo, a następnie wyłapują niekonsekwencje wśród tych, co usiłują kłamstwu przeciwdziałać. Długo już takiej akcji nie widziałem, przeprowadzonej tak błyskawicznie i na taką skalę. W ciągu zaledwie jednej doby takie nagromadzenie dezinformacji, że aż cały świat polityczny po raz kolejny się ZATRZĄSŁ (choć w przypadku rozdygotanych liderów opozycji, to niewiele im już trzeba), bo przecież natychmiast zaczęto żądać doprowadzenia Marcinkiewicza przed komisję śledczą (nie ma Marca, to może Marcinkiewicz się przyda). Skaczący po sejmie, jak konik polny po rozgrzanej łące, Giertych, zdążył konferencję prasową na ten temat zrobić, pohukując już na takich wysokich rejestrach ("kryzys państwa!"), że musiałem wykasować fonię, żeby na mnie ta epilepsja polityczna się nie rzuciła. Nie wiem, czy nie zażądał pokojowej interwencji sił rosyjskich i niemieckich naraz, by uspokoić sytuację w Polsce, bo chyba mógłby (a i wielu patriotów popierających takie rozwiązanie natychmiast by się znalazło).
Skąd się ci wszyscy ludzie wzięli? Ci piewcy dezinformacji i kłamstwa? Ci rozdygotani faceci z wytrzeszczonymi oczami, którzy utopiliby w łyżce wody obecny rząd, a środki ku temu dla nich nie mają najmniejszego znaczenia? I co jeszcze chcą zdziałać w ten sposób? Teraz wylewają krokodyle łzy za Marcinkiewiczem, który po jednym zdaniu oburzenia J. Kaczyńskiego, natychmiast "chowa się przed mediami". Wobec tego, należy się domyślać, że ktoś eks-premiera złamał albo może zaszantażował? Święci pańscy, kto powstrzyma ten system represji? (Czy Giertych nosi kamizelkę kuloodproną?)
Wynika z tej dzisiejszej akcji jedno: gdyby Marcinkiewicz brnął w orwellowską opowieść o podsłuchach, byłoby znakomicie, nawet, gdyby to nie była prawda. Tak bowiem działa "układ". Liczy się SIŁA. Liczy się PRZEMOC.


Komentarze
Pokaż komentarze (64)