Nareszcie o jakiś komentarz do bieżących wydarzeń pokusił się A. Michnik, bo już byliśmy zdezorientowani. Wczoraj zresztą wydarzenie goniło wydarzenie, breaking news breaking newsa, komentarz komentarz, więc można było dostać Owsiakowej kręcioły (darowałem sobie więc oglądanie legendarnego T. Lisa, jego gości i niezawodnej publiczności trzymanej na krótkiej smyczce). Nie wiem, jak z wioseczką biało-czerwoną - trzeba by podjechać i sprawdzić, ilu prawdziwych Polaków dołączyło do Duce, bo z tego, co wczoraj widziałem, to dość skromnie protest wyglądał. Wszystko jeszcze przed nami.
Dlatego z tym większym entuzjazmem wczytałem się w przesłanie Adama, które okraszone jest zdaniem, jakie po wielokroć słyszeliśmy:
"Po dwóch latach rządów braci Kaczyńskich Polska jest krajem doszczętnie ośmieszonym przez rządzącą ekipę".
Niby nic nowego, lecz jak powie to Adam, to zawsze jakoś mądrzej brzmi i człowiek się wgryza w te sensy ponownie i wydobywa coś głębszego ("świat się śmieje"). Dalej już jednak jest oryginalnie:
"Od wczoraj, od uwięzienia Janusza Kaczmarka, Konrada Kornatowskiego i Jaromira Netzla - nikt w Polsce nie powinien czuć się bezpieczny. Ja też nie czuję się bezpieczny - nie wiem, tak jak nikt nie wie, czy w chorej wyobraźni rządzących nie zostanie zaliczony w skład jakiegoś "układu" spiskowo-przestępczego."
Cholera, więc czy ja się mogę czuć bezpiecznie, skoro Adam się nie czuje? Nie powinienem: bo nikt nie powinien. Sytuacja, zdaniem Adama, jest niezwykle skomplikowana, bo nie do końca wiadomo, kto tym totalitarnym systemem kręci:
"Trudno orzec, czy to szef rządu nakazuje służbom specjalnym organizowanie prowokacji, montowanie podsłuchów i więzienie osób niewygodnych, czy też to same służby, na czele z ministrem sprawiedliwości, o tym decydują, a premier jest tylko ofiarą ich raportów i donosów."
Za rządów komunistów z SLD takich zagrożeń najwyraźniej nie było, jeśliby bowiem były, to Adam na pewno dałby nam znać, a nie dawał. Co więcej, honorował nawet ludzi bezpieki sprzed 1989 r. Tym razem jednak Adam nie ma wątpliwości:
"Tak czy owak - Polska Jarosława Kaczyńskiego jest rządzona przez aparat, którego Polacy powinni się obawiać."
Jeszcze parę takich powtórzeń i dobrze się nauczymy tego "elementarza III RP". Wczoraj Duce mówił z naciskiem, że ludziom trzeba POWTARZAĆ, żeby do nich dotarło przesłanie o zagrożeniu, kryzysie, katastrofie itd. Duce to Duce, ale Adam to Adam:
"Powiedzieć wypada dziś jedno - ale za to dobitnie. Rubikon został przekroczony; Rubikon, który oddziela demokratyczne państwo prawa od państwa pełzającego zamachu stanu. Nie można już mieć wątpliwości - środowisko braci Kaczyńskich użyje wszystkich chwytów i sposobów, by ukryć prawdę o swych ponurych sekretach i ocalić władzę do nowych wyborów."
Ja też nie mam już wątpliwości, że Adam nie ma wątpliwości i że jego wybór związany z ludźmi honoru nie był przypadkowym powiedzonkiem, lapsusem językowym czy niezbyt smacznym żartem. Adam więc przestrzega:
"Cały ten brudny świat podsłuchów i aresztowań, intryg i prowokacji, musi zostać obnażony. Ucieczka przed prawdą sprzyja partii braci Kaczyńskich, ale szkodzi Polsce. A poza tym Jarosław Kaczyński dobrze zna powiedzenie, że mniej ważne jest, kto i jak głosuje, ważniejsze - kto i jak głosy liczy."
Nieprzypadkowo przywołałem Duce, bo i on twierdził niedawno za K., że służby specjalne moga wpływać na wynik wyborów. Ta jednomyślność nie jest incydentalna, sądzę. Czemu więc Adam nie zwróci się do ONZ, by przysłała obserwatorów do tych wyborów?
"Warunkiem przyzwoitej kampanii i uczciwych wyborów jest natychmiastowe usunięcie Jarosława Kaczyńskiego z funkcji szefa rządu i Zbigniewa Ziobry z funkcji ministra sprawiedliwości. Wydarzenia dnia wczorajszego udowodniły, że są zdolni do wszystkiego."
Z tą "zdolnością do wszystkiego", to jakaś taka Kononowiczowska fraza, która co rusz powraca w ustach wielu polityków (do których i Adama należy przecież zaliczyć). Adam przestrzega z jeszcze większą mocą:
"Tak więc bywało już paskudnie. Ale aresztowanie politycznych rywali przed wyborami to nowa jakość. Przypomina przełom lat 1946-47, gdy komuniści unieważniali listy wyborcze, więzili kandydatów z list PSL, a w konkluzji sfałszowali wybory. Później, do 1989 r., wyborów już nie było."
(http://www.gazetawyborcza.pl/1,75968,4447686.html)
Czekają więc nas... ostatnie wybory? Chyba tak, jak w r. 1947. Jedni więc nas straszyli rokiem 1992 (Wałęsa), inni 1980 (Tusk), inni znowu Gomułką (Duce), jeszcze inni okresem późnostalinowskim, jeden Adam jasno uchwycił sens naszych współczesnych dziejów: machina czasu cofa nas do r. 1947.
Właściwie nie miałbym nic przeciwko takiej alternatywnej historii i takiemu alternatywnemu początkowi. Pod warunkiem, że wybory wygrywają ludzie jak najdalsi od komunizmu, a komuniści trafiają albo do więzień, albo do lasu. To byłby naprawdę nowy początek, jakiego próżno nam szukać po 1989 r.


Komentarze
Pokaż komentarze (164)