Chyba ciężko byłoby dziś policzyć zastępy mędrców, którzy tłumnie ruszyli do obrony K., gdy tylko znalazł się "w kręgu podejrzeń". Od "skromnych" dziennikarzy, poprzez nieco mniej skromnych polityków, aż po profesorów najrozmaitszych nauk. Zjawisko to było niezwykle fascynujące, ponieważ mieliśmy do czynienia nie tylko z klasycznym już klangorem politycznie posłusznych i związanych z "układem" mediów, które zrobiły wszystko, by wielotygodniową sprawę K. uczynić orężem walki z rządem i partią rządzącą, ale z tumultem i rykiem wzburzonego stada, które nas przekonywało, że żadnego "układu" nie było, nie ma, nie będzie - a jedyny "układ" to niedający się "odciągnąć ciągnikiem od władzy", jak to stwierdził Wałęsa, kaczyści.
Gdyby ktoś miał chwilę czasu, to by się mógł nawet pokusić, o co barwniejsze cytaty z tekstów salonowych "stróżów prawa i porządku", np. z wykładów chociażby prof. Sadurskiego, który ukuł nawet specjalny skrót FOZZ (co miało znaczyć Front Obrony Zbigniewa Ziobry) na ludzi ośmielających się stawać po stronie ministra sprawiedliwości i walki z korupcją, a nie po stronie K. Jakżeż to Sadurski się dziwował pokpiwaniem z "premiera Kononowicza" czy wynoszeniem na ołtarze "Zorra" i nie mógł po prostu wyjść ze zdumienia, że istnieją jeszcze na świecie ludzie, którzy są w stanie nie wierzyć z uporem w to, co w co wierzą mędrcy świata (http://wojciechsadurski.salon24.pl/28974,index.html).
A do wierzenia przekaz podawały media i "monarchowie", tacy jak Kalisz, Szmajdziński, Komorowski, Graś, Olejniczak i wielu wielu innych. Jak poważnie nakazywał traktować "zeznania" K. J.M. Nowakowski (http://nowakowski.salon24.pl/index.html), także niezwykle obiektywny obserwator sceny politycznej. A co pisał syntetyczny E. Skalski? Między innymi to, że w salonie24 są ludzie, "którzy wiekami zapełniali place, gdzie się odbywały masowe egzekucje" (http://obserwator.salon24.pl/index.html). To a propos, oczywiście, "egzekucji", jaka odbyła się na zatrzymanych K., Kornatowskim i Netzlu. Dowodził nam, że mamy do czynienia z publiczną dintojrą i bezkarnością władzy. Jakżeby inaczej?
To tylko garść wspomnień. Niezauważone jednakowoż przeszły takie wspaniałe teksty, jak ten T. Wołka czy wywiad z prof. Osiatyńskim. I nie mogę sobie odmówić zacytowania przynajmniej co smakowitszych fragmentów. Teksty te ukazały się w przedzień wczorajszej konferencji prasowej prokuratorów warszawskich.
Wołek napisał bowiem: "Ktoś stwierdził, że obecni rządzący są gorsi niż komuniści. Metody zwalczania opozycji niepokojąco zbliżyły się do peerelowskich. Jednakże komuniści byli niczym zesłany zły los, niczym nieubłagane prawa natury, jak gradobicie czy szarańcza; nadto rządzili w imieniu Moskwy, było to coś w rodzaju alibi.
Ten rząd takiego alibi nie ma. Ni na jotę nie wpływa nań ani Moskwa, ani Watykan, ani CIA, ani okropni imperialiści bądź inni bolszewicy. To, co czyni, robi tylko we własnym imieniu. I na swoje wyłącznie konto."
A nieco wcześniej: "Kaczmarek dobrze wiedział, co mówi, kiedy po powrocie do kraju publicznie zapewniał, iż "nie będzie drugą Barbarą Blidą". Nie miał złudzeń, z kim ma do czynienia, bo przecież jeszcze do niedawna był członkiem ścisłego kierownictwa grupy trzymającej władzę (tym razem bez cudzysłowu) i doskonale znał jej mentalność, jej bezwzględność i metody. Te straszne słowa byłego szefa MSWiA stanowiły rodzaj polisy ubezpieczeniowej. Kaczmarek najwidoczniej miał podstawy, by obawiać się najgorszego.
Teraz próbuje mu się zaklajstrować usta. Usiłuje się także nie dopuścić do tego, by poprzedni komendant główny policji w ogóle je otworzył. Prawdopodobnie służby przeczesują kraj, żeby płachtę milczenia zarzucić na głowę byłego szefa CBŚ. Być może polują na inne ofiary.
Poranne zatrzymania miały jeszcze jeden cel. Zastraszyć tych, którzy mogliby zdemaskować praktyki tej władzy, wszystkich - rzeczywistych i potencjalnych - oponentów. Posiać w społeczeństwie niepokój. Wzniecić lęk w środowisku niezależnych dziennikarzy. Tak by nikt nie mógł spać spokojnie; by nikt nie był pewien dnia ani godziny. Teraz przychodzi kolej na wielkich przedsiębiorców. Ryszard Krauze polskim Chodorkowskim? Kto następny?"
(http://www.gazetawyborcza.pl/1,75515,4447274.html)
"Kto następny?", pytał z trwogą Wołek i może obawiał się o własne życie, tak jak K., a wcześniej Unabomber-Lepper?
A Osiatyński: "Podobnie jak większość ekspertów konstytucjonalistów czy obrońców praw człowieka nie widzę żadnego związku między aresztowaniem a groźbą utrudniania śledztwa czy mataczenia przez pana Kaczmarka. Złożył on już swoje wyjaśnienia przed sejmową komisją ds. służb specjalnych. Są one znane dużej grupie osób, prawie wszystkim posłom. Nic mi nie wiadomo, by Kaczmarek chciał zmieniać, modyfikować, odwoływać zeznania czy w jakikolwiek inny sposób wpływać na sytuację. Opinia publiczna nie poznała żadnych faktów wskazujących na to, że w ciągu kilku ostatnich dni zaistniały uzasadnione powody, by go aresztować.
Aresztowanie jest przejawem użycia przemocy. Państwo ma do tego prawo, ale tylko w określonych sytuacjach i na określonych zasadach. Mam wrażenie, że aresztowanie Kaczmarka miało przede wszystkim zamknąć mu usta i sparaliżować dalsze prace Sejmu, szczególnie komisji ds. służb specjalnych, która miała przesłuchać w piątek kolejnych świadków.
Nadużycie przemocy przez państwo jest bardzo poważną sprawą, która powinna zostać wyjaśniona. A jeśli do niej doszło, to sprawcy powinni zostać ukarani. Również wówczas, gdy mieliśmy do czynienia z próbą paraliżu prac Sejmu, konstytucyjnego organu władzy."
(http://www.gazetawyborcza.pl/1,75515,4447289.html)
Czy jest jakaś różnica między zatrzymaniem a aresztowaniem? Dla znawcy prawa, Osiatyńskiego? Pewnie że nie, bo mówimy przecież o systemie totalitarnym, gorszym niż na Białorusi, w Iraku za S. Husseina czy w stalinowskiej Rosji sowieckiej, jak to ujął agent Lepper. Czy ktoś pamięta relacje wczorajsze, gdy trzymającego się za głowę Neztla odwoziła karetka? Aż się prosiło, by dopowiedzieć: co mu na przesłuchaniu zrobili, kaczystowscy bandyci? Może dziennikarze, robiąc swoje stand-ups przed budynkiem prokuratury lub szpitalem nie chcieli wywoływać brunatnego wilka z lasu?
Pełne teksty są pod w/w linkami, ale pod spodem w komentarzu doklejam całość Wołka, bo jest to artykuł po prostu przewybitny i powinien być analizowany na zajęciach ze stylistyki dezinformatora, ewentualnie kabotyna.
Chciałoby się powiedzieć tym wszystkim, co diagnozowali stany chorobowe u premiera (http://wojciechsadurski.salon24.pl/30134,index.html m.in.) czy ministra sprawiedliwości - "lekarzu, ulecz się sam", ale to mija się z celem, już bowiem nocą, po konferencji, gdy cała Polska ujrzała, kto to jest K. i jego najwierniejsi ludzie, jakim posługują się językiem i o co im, tak naprawdę chodzi, P. Stasiński napisał w "GW":
"To, co zobaczyliśmy, żadną miarą nie unieważnia tego, o co Janusz Kaczmarek oskarża ministra Ziobrę - podporządkowaną mu prokuraturę i służby specjalne."
(http://www.gazetawyborcza.pl/1,75968,4451265.html)
Księga Mądrości mówi o takim Stasińskim tak:
"Nauczać głupiego - to jakby nauczać drzemiącego, który jeszcze w końcu zapyta: "A o co chodzi?" (Syr, 22,10). Ja nie mam żadnych komentarzy :)
Tym niemniej powinniśmy się cieszyć i się naprawdę cieszymy. Medialna paranoja, jakiej byliśmy świadkami odniesie bez wątpienia wmierny skutek wyborczy, a ludzie walczący z korupcją w sposób bezkompromisowy, ludzie obnażający działania mafii również na szczytach władzy, ludzie pokazujący, jacy mogą być tak naprawdę ministrowie spraw wewnętrznych, szefowie policji czy inni "prezesi", mogą liczyć na jeszcze większe poparcie społeczne niż jeszcze parę dni temu wróżyły im sondażownie. I jestem niezwykle ciekaw, jak duży będzie sukces PiS w najbliższych wyborach. Natomiast min tych, którzy stanęli w obronie "układu", wskazując na "metody stalinowskie" w działaniach obecnej władzy, nie chcę widzieć.


Komentarze
Pokaż komentarze (148)