M. Olejnik, rozmawiając dziś z L. Kaczyńskim miała cały zestaw pytań, które chyba nie do końca były przez nią (tudzież jej doradców) przemyślane. Część informacji, jakimi dysponowała, nie było sprawdzonych (np. ta dotycząca rzekomych podsłuchów u Leppera od stycznia), część kwestii stawiała wprost zaskakująco. Zaciekawiła ją np. scena rozmowy K. na korytarzu Marriotta i dziwiła się, że prokuratura nie podała przebiegu tej rozmowy (tak jak relacjonowała "mniej istotne rozmowy"), podczas gdy ta rozmowa mogłaby być kluczowa dla sprawy. Już o tych kluczowych kwestiach dla sprawy, to słyszeliśmy po wiekokroć, bo przecież i Tusk, i Pitera, i tylu innych Kaliszy - twierdziło z pełnym przekonaniem, że spotkanie Kaczyński - K. w Pałacu Prezydenckim to najważniejsza rzecz do wyjaśnienia. Kiedy jednak okazało się, że było to spotkanie w towarzystwie Z. Wassermanna i M. Bochenek zupełnie nie związane z akcją CBA, powróciła kwestia "przecieku", jakiemu miał być "winien" Ziobro. K. zresztą zaraz po wyjściu "na wolność" rozwiązały się usta i zaczął dosypywać rewelacji i media odetchnęły z ulgą, że mogą mielić dezinformacją od nowa. Prezydent zaś przyznał wprost w rozmowie z Olejnik, że K. kłamał w wielu kwestiach także z nim związanych, więc nie będę w tym miejscu do nich wracał. Powiedział jednak jedną rzecz, po której Olejnik zrozumiała bezzasadność swojego pytania dot. "korytarzowej" rozmowy telefonicznej K. - przecież K. nie był wtedy podsłuchiwany. W wielu komentarzach pojawiała się kwestia rozmowy K. z R. Krauze i prezydent znowu dorzucił: przecież apartament Krauze nie był na podsłuchu.
Olejnik utrzymywała, że to szef operacji CBA powinien był powiadomić oficera BOR-u. Prezydent stwierdził zaś "jest pani niezwykle biegła w tych sprawach, ja tak biegły nie jestem", przyznał jednak, że nie zaszedł żaden błąd, skoro powiadomienie o akcji zostało przekazane na poziomie ministerialnym. Wyraził zarazem oburzenie z podwodu tego, że K., co do którego - jego zdaniem - nie ma wątpliwości, że stoi za przeciekiem, stał się niejako medialną ikoną wielkiego frontu ochrony przywilejów władzy. W mediach przedstawiano konflikt między K. a Ziobrą jak spór "dwóch równych partnerów", choć tak nigdy nie było, podkreślał Kaczyński, skoro K.złożył fałszywe zeznania, utrudniał śledztwo i jest podejrzany o przeciek (w przeciwieństwie do Ziobry, który też przecież został już przesłuchany, a takich zarzutów prokuratura mu nie postawiła). Dziennikarka dziwiła się, jaki można by zarzut postawić Krauzemu, nawet jeśliby zdradził tajemnicę państwową, skoro nie jest urzędnikiem państwowym, tymczasem prezydent przypomniał jej, że tajemnica państwowa obowiązuje KAŻDEGO, kto wszedł w jej posiadanie. Historię Woszczerowicza, który plecie o jakiejś rozmowie z Krauzem o "córkach Leppera", uznał za kompletnie niewiarygodną.
Prezydent mówił o słynnej rozmowie premiera z K., kiedy ten ostatni twierdził, że własciwie to nie zna Krauzego, a ostatni raz się z nim widział na jakimś przyjęciu, a nie - rzecz jasna - w Marriocie. Za to został zdymisjonowany, właśnie.
Prezydent powiedział, podsumowując sprawę K., tak, że gdyby był sędzią, to wyrok na pewno by już zapadł. K. bowiem byłby w odmiennej zupełnie sytuacji, gdyby nie udowodniono mu składania fałszywych zeznań, gdyby nie było tego ciągu zdarzeń pokazanego przez warszawskich prokuratorów na słynnej piątkowej konferencji i gdyby nie było ewidentnego dowodu nakłaniania (przez K. i nie tylko) do składania fałszywych zeznań.
Jedną z kwestii, co do której rozmówcy się zgodzili, był związek miedzy Krauzem a Lepperem. Sądzę jednak, że ta kwestia wnet się wyjaśni, a po drodze ukażą nam się dodatkowe ogniwa.


Komentarze
Pokaż komentarze (70)