"Gadał dziad do obrazu", tak można skomentować relacje panujące między Z. Ziobrą a niektórymi dziennikarzami. Jego wczorajsza wypowiedź o tym, że kolejne dowody w sprawie K. i jego współpracowników będą zarazem dowodami niewiarygodności polityków opozycji, którzy z K. uczynili dysydenta i bojownika o wolność i demokrację - zrobiła furorę w mediach. Potraktowano ją bowiem w taki sposób, jak sugerował kiedyś Duce, tj. że prokuratura "zbiera haki" na liderów partii antypisowskich, z PO na czele. Innymi słowy, że toczą się śledztwa w sprawie Tuska, Olejniczaka, Giertycha (no i, co chyba oczywiste, Leppera).
Oświadczenie Ziobry, że nie to miał na myśli, przeszło zupełnie bez echa i na dzisiejszym briefingu sprawa wróciła ponownie, jakby zatrzymał się czas, albo jakby ta kołomyja w mediach miała trwać wiecznie. Ziobro wytłumaczył raz: chodzi o to, że wielu polityków uczyniło z "wyznań" K. oręż walki politycznej z rządem, organami ścigania itd. Wobec tego niezbite dowody niewiarygodności K., a nawet popełniania przestępstw (przez kogoś, kto stał na straży praworządności, było nie było) świadczą także o niewiarygodności polityków stojących za tymi akcjami polityczno-medialnymi. Po czym jakiś dziennikarz znowu pyta o to, czy przedstawi wnet dowody niewiarygodności polityków opozycyjnych i co to będą za dowody. No to Ziobro ponownie tłumaczy, że chodzi o pewną SPRAWĘ KRYMINALNĄ, w której byłemu ministrowi SWiA postawiono bardzo poważne zazruty, a przecież wielu komentatorów i polityków uczyniło z tego, co mówił K. argumenty do walki z rządem, z ministrem sprawiedliwości, że nazywano CBA polską STASI, mówiono o "stalinowskich metodach", słowem poważnie obrażono ludzi pracujących w tych instytucjach. To świadczy o braku wiarygodności polityków, którzy takimi argumentami się posługiwali. "Powinni zapaść się pod ziemię lub powiedzieć "przepraszam i zamilknąć." Czego, naturalnie, Ziobro się nie spodziewa. Po czymznowu dziennikarzyna jakiś pyta: co z tymi dowodami dot. polityków opozycji. No i Ziobro tłumaczy jeszcze raz wszystko od początku, zdziwiony, że jego dotychczasowe wypowiedzi nie zostały zrozumiane. No i mówi o orężu z kłamstw K., o amunicji, którą w sporze z rządem było to, co powiedział K., o wykorzystaniu słów K. przez Tuska, Komorowskiego, Napieralskiego itd., o domaganiu sie dymisji... No to pytają go o to, czy prokuratura nie ma nagranej rozmowy K. z R. Krauze. (Podobne pytanie zadała Olejnik prezydentowi w długim wywiadzie). Ziobro więc tłumaczy, ze wtedy prokuratura nie prowadziła jeszcze postępowania przecież.
No to w koncu dopytują go o to, dlaczego szef MSWiA dowiedział się o akcji CBA. To znowu - co już wiele razy minister sprawiedliwości mówił - powtarza, że BOR i CBA dysponują bronią ostrą, że ani prokurator generalny, ani szef CBA nie mają uprawnień do odwołania ochrony WICEPREMIERA (ani też koordynator służb specjalnych), że skoro akcja mogła się skończyć zatrzymaniem Leppera na gorącym uczynku, to należało odwołac funkcjonariuszy BOR-u, by nie doszło do sytuacji, w której oni (co byłoby zgodne z ich obowiązkami) podejmują się obrony wicepremiera TAKŻE przed innymi organami państwa.
Słuchając tego wszystkiego zrozumiałem o co chodzi, z tym zadawaniem w kółko tych samych pytań, niemalże jak na przesłuchaniu przez SB. Im nie chodzi ani o odpowiedzi, ani o prawdę. I chodzi wyłacznie o to, by widzom czy słuchaczom ZAPADŁY W PAMIĘĆ właśnie te do upadłego powtarzane w pytaniach wątpliwości i dezinformacje. Tylko to jest celem tego typu działań medialnych.


Komentarze
Pokaż komentarze (116)