...tak powinien zacząć swój komentarz co drugi obserwator sceny politycznej, dla którego PiS stanowi zagrożenie demokracji. W związku z wczorajszą, niezwykle cenną sugestią V. Havla, że podczas wyborów w Polsce powinni być międzynarodowi obserwatorzy, to takie ostrzeżenie należy powtarzać dzień w dzień, póki jeszcze katastrofa jest do powstrzymania.
30% poparcia dla PiS w sytuacji, gdy "cały świat się z nas śmieje", a Polska przypomina Białoruś, Irak Husseina czy Rosję Stalina? Teraz wydaje się oczywiste, skąd się wzięly te kasandryczne komentarze tylu publicystów, polityków i znawców, wedle których PiS zbudował już system totalitarny, a jego ponowne rządy (nawet w koalicji z PO) są po prostu nie do pomyślenia. One być może nie tyle miały za zadanie opisywanie rzeczywistości, co wyrażały nieskrywaną obawę, że sondaże prezentują niedoszacowanie poparcia dla PiS-u.
Już Tusk z Rokitą zaczęli się ścigać w wizjach samodzielnego rządzenia Polską przez PO, a "Wprost" opublikowało "badający nastroje", prowizoryczny skład nowego gabinetu, kreatorzy sceny politycznej dwoili się i troili, by "pomóc" pewnym zjawiskom, biorąc to za narzędzie Leppera z jego bombowymi rewelacjami, to znowu K. na "świadka koronnego IV RP" (choć wnet i z korony kandydowania na premiera niewlele zostało), to w końcu - w skrajnej desperacji, dodajmy - Giertycha z jego mocami ciemności i zdolnością do improwizowania w chaosie rzucono na rozżarzone węgle, ale taniec Duce trwał krótko i wcale nie porwał publiczności. Czyżby więc te cholerne "animacje" warszawskich prokurartorów odniosły taki nieodwracalny, katastrofalny skutek i po dwóch latach wracamy do króla Ćwieczka? Już i takie głosy się odezwały, jakby zwycięstwa wyborczego PiS-u nie prognozowały dużo wcześniej przed piątkową konferencją prasową prokuratury - J. Staniszkis czy B. Fedyszak-Radziejowska. Tamte prognozy jednak media kwitowały wzruszeniem ramion, bo trwała walka z polską STASI, zaś politycy słysząc takie ostrzeżenia pukali się wymownie w czoło. Wprawdzie niektórzy tam przebąkiwali, że scena polityczna może się jakoś radykalnie nie zmienić, nie brano jednak na serio możliwości zwycięstwa partii kaczystów, pokładając nadzieje w akcjach destrukcyjnych i nieustannej dezinformacji medialnej.
Komorowski już pyta, czy PiS potraktuje ten sondaż jako sfałszowany. Podejrzewam, że gdyby go opublikował "Nasz Dziennik", to na pewno sam Komorowski by go tak potraktował. "GW" natomiast o jakąkolwiek, choćby śladową, sympatię dla PiS-u podejrzewać nie sposób, wobec tego na parę dni przed dezcyzją o samorozwiązaniu sejmu publikowanie takiego sondażu można odczytywać jedynie jako zew do "boju ostatniego". Niech ktoś coś z tym PiS-em zrobi, do cholery! Sami widzicie, co się dzieje!
Można się pocieszać, że wielu respondentów nie wyraziło wciąż zdania, na kogo zagłosuje, ale czy można podejrzewać, że na PO (czy niechby LiD, który jak wejdzie w ogóle do sejmu, to będzie się miał z czego cieszyć)? A jeśli jest gorzej niż w 2005 r., czyli szykuje się wyższe poparcie dla kaczystów? Ale jakże to tak? I wszystko przez "cholerną animację"?
Ponieważ należałem do tych blogerów, którzy także prognozowali zwycięstwo PiS-u jeszcze przed konferencją prokuratorów w sprawie K., to wiem, że tego typu przewidywań nie budowałem na żadnych sondażach, ale na dość banalnej konstatacji, że przeciętni Polacy nie czują się mieszkańcami Białorusi, Iraku czy Rosji, a walkę z korupcją na szczytach władzy traktują jako novum w historii Polski po 1989 r. bardziej przełomowe niż rozwiązanie WSI. Politolodzy zresztą też zwracali na ten fakt uwagę (choćby Migalski), jednakże dla większości komentatorów, publicystów czy dziennikarzy to było zupełnie nie do przyjęcia. Niewykluczone, że dostrzegali jedynie świat kreowany przez TVN24 czy TOK FM, a nie to, co jest za oknami, zaś doświadczenia wyborcze z 2005 r. nie stanowiły dla nich żadnej nauki.
Dziś więc, gdy bije już dwunasta, powtarzam: antypisowscy komentatorzy, znawcy, publicyści i dziennikarze powinni przestrzec nas przed rządami monopartii. Co więc innego pozostaje? Najwyżej prośba o pokojową interwencję międzynarodową w obronie śmiertelnie zagrożonej demokracji.


Komentarze
Pokaż komentarze (184)