Iluż to specjalistów, jak za panią matką powtarza nam teraz, że K. nie tylko nie stoi za przeciekiem, ale i nie sposób znaleźć żadnego motywu, który mógłby powodować ewentualnym działaniem K. w tej kwestii. Doprawdy?
To, że K. twierdził od samego początku i powtarza do dziś, że nie jest źródłem przecieku ma taką samą wartość, jak zdanie Grasia o polskiej STASI. Pamiętamy, że różne osoby natychmiast "stawały się" źródłem przecieku: a to Gosiewski (na sto procent!, twierdził Lepper, a za nim media), a to Ziobro, a to premier, a to wreszcie prezydent, a to (patent zombie-Giertycha)... samo CBA. Wszyscy, tylko nie K., zauważmy. Wczoraj na konferencji K. przedstawił "koronny dowód" - skoro bowiem Ziobro, premier i prezydent twierdzą zgodnie, że tak tajna i tak poważna akcja nie powinna była być przeprowadzana bez wiedzy ministra SWiA jako zwierzchnika BOR-u, to - pytał K. - dlaczego nie ma żadnej notatki służbowej dla BOR-owców? Dlaczego nie ma śladu po wydaniu przez K. polecenia wstrzymania się z "bronieniem" Leppera, gdyby wkroczyli ludzie z CBA?
Dlaczego? Dziennikarze, jak na tureckim kazaniu, nic z tego nie wiedzieli i nawet nie drążyli wątku. A przecież to sam Lepper przekazał informację o akcji swoim BOR-owcom, ci zaś zawiadomili z miejsca ABW, o czym otwarcie informowała rzeczniczka ABW http://www.abw.gov.pl/Komunikaty/2007_07_12.htm). Nie K. wstrzymał więc BOR-owców, lecz Lepper postawił BOR na nogi i wszczął chryję z szykowanym na niego "zamachem". Historia z zamachem była tak prawdopodobna, jak wprowadzenie stanu wojennego przez kaczystów, ale przecież natychmiast w mediach zrobił się wielki szum. Pamiętamy, że premier jedynie zdymisjonował Leppera, zaś zatrzymani zostali tylko dwaj podejrzani związani z aferą w MR. Nie ma więc ogniwa K. - BOR, za to wiemy, że K. znał dane o operacji CBA i wiemy, że do Leppera te dane dotarły. Jeśli wykluczyliśmy inne źródła przecieku, to pozostaje tylko i wyłącznie K., więc ślepy by dostrzegł, że to on za tym wszystkim stoi. Pewne jest, że nie zawiadomił Leppera wprost, tylko za pomocą rozmaitych życzliwych, których część poznaliśmy w trakcie słynnej konferencji prokuratorów.
Inni specjaliści powtarzają znowu, jak za panią matką, już nie tyle o "nieznanych motywach" K., co o "zupełnie niewyobrażalnych motywach" Krauzego, by brać udział w całej akcji. Co on może mieć wspólnego z Lepperem? itd. Prof. Zybertowicz także pytany dziś w radiowej Jedynce o te wszystkie motywy (których "nie sposób znaleźć", oczywiście), rzekł jedną istotną i - wydawałoby się - oczywistą rzecz. Krauze mógł po prostu "okazać swoją moc sprawczą" i "wsadzając kij w szprychy akcji CBA" pokazać, jak łatwo można by sparaliżować działania nowej służby specjalnej, całkowicie pozbawionej ludzi z komunistycznych służb (ustawowy zapis związany z rekrutacją).
CBA jako służba "trudno penetrowalna dla środowisk postkomunistycznych", jak to określił Zybertowicz, nadawała się idealnie jako cel do kontr-akcji zmierzającej do całkowitej kompromitacji min. Kamińskiego i jego ludzi. Ja dodałbym jeszcze jedno: doskonały odwet za likwidację WSI - czemu nie? Zniszczyliście nasze służby, my rozwalimy od razu, na starcie - wasze.
Słaba motywacja? Moim zdaniem wystarczająco mocna, zresztą - zauważmy - media od początku zaczęły tłuc nam do głowy o KOMPROMITACJI CBA, o PROWOKACJI CBA, o NIEUDOLNOŚCI CBA, o braku społecznej kontroli nad CBA etc. (a kto o tym głównie nam mówił? sprawdźcie Państwo, poszukajcie).
Wydaje się więc, że trzeba naprawdę mieć jakieś spowolnione procesy myślenia, by tych wszystkich wątków nie umieć połączyć w jedną spójną całość i nie dziwię się, że prezydent w niedawnym wywiadzie u Olejnik mówił, że on, gdyby był sędzią, nie miałby problemów z wydaniem wyroku, dysponując tymi wszystkimi dowodami w sprawie przecieku. Chyba, że ktoś celowo nie chce tych wszystkich faktów połączyć i wbija nam do głowy, że dalej nic nie wiemy.


Komentarze
Pokaż komentarze (96)