Zafundowałem sobie nieme kino, pracując i spoglądając co jakiś czas na wymachujących rękami, zapracowanych po łokcie posłów i posłanki. Poseł PO interpeluje w jakiejś sprawie z ławy, a tuż przed nim inny poseł rozmawia przez telefon, a obok zaraz jeszcze inna posłanka też zajęta przy komórce. Włączam co jakiś czas fonię, ktoś odczytuje jakieś sprawozdanie o kolejnej ustawie, a na sali gwar, jakby ludzie w poczekalni kinowej stali. W serwisach od wczoraj już się trąbi o tym, że parlamentarzyści strzelają sobie pożegnalne zdjęcia i odkręcają tabliczki ze swoimi nazwiskami.
Frekwencja, jak nigdy. A wydajność? Ustawa za ustawą, jakby Pana Boga za nogi złapali. Reformowanie wszystkiego, jak za Kononowicza. Gdy w ciągu roku tego czy poprzedniego człowiek oglądał jakieś relacje z obrad, to z reguły panowała martwa cisza (nie licząc monotonnego głosu osoby przy mównicy), bo w ławach siedziało lub spało zwykle z dziesięć osób. A dzisiaj? Jak na zjeździe zjednoczeniowym PZPR, ludzi multum, dziennikarzy multum, kamer i aparatów multum, wrzawa, piski, kwiki, ryki, huki, stuki, szmery, szelesty, wszystko to w atmosferze wiejskiego pikniku i przygotowań do zielonej nocy, w trakcie której koloniści okładają się ręcznikami zwiniętymi w marchewki, smarują klamki pastą do zębów, przyszywają piżamy do prześcieradeł śpiącym niedorajdom albo chowają czyjeś rzeczy. Dziwi mnie, że posłowie do suwenirów z sejmu nie chcą dołączyć swoich foteli. Ich wykręcenie może nie zajęłoby tak dużo czasu, a przecież w domu taki mebel można by postawić na honorowym miejscu przed telewizorem, zwłaszcza gdyby ponury los sprawił, że się już na Wiejską nie powróci. Może przynajmniej poseł Mężydło by o tym pomyślał, bo startując z Torunia ponownie, ale tym razem z listy PO, może się już tych kilkunastu tysięcy głosów nie doliczyć, szczególnie, że mu tak RM za skórę zalazło.
No więc jestem za tym, by posłowie zabrali sobie jak najwięcej gadżetów, bo to w końcu był ich drugi dom, a zawsze jakaś ładna pamiątka cieszy oko. Być może już pożegnalne opijanie zaczęło się od rana (czy dziennikarze sejmowi jeszcze się trzymają na nogach, jeszcze na trzeźwo relacjonują, czy też już w bachanalia poszli?), to by tłumaczyło to zabawowe zachowanie na sali plenarnej. Wykręciliby sobie te fotele, zamknęłoby się potem cały budynek i ustaliło, że do sejmu może kandydować 120 osób maksymalnie. Nie wiem nawet, czy mniej by nie wystarczyło. W ten sposób rozmaici ludzie oderwani od pługa, przy swoich pługach by pozostali, a ludzie o edukacji niepełnej średniej czy średniej, kontynuowaliby jąw szkołach zawodowych czy innych, a nie trafialiby na listy wyborcze. Zmniejszenie ilości posłów miałoby też charakter ekologiczny: stada baranów pozostałyby na łąkach, a nie trzymane byłyby w warunkach nieprzyjaznych baranom. A właściwie, to po co ten cały sejm?
To wszystko jednak marzenia, a nawet nieroztropne postulaty. Wszyscy posłowie są bowiem potrzebni, co widać po ustawodawczej stachanowszczyźnie, jakiej dzisiaj jesteśmy świadkami. A ileż pytań, ileż interpelacji, dyskusja za dyskusją, riposty ścigają riposty, rejtanowskie gesty co drugi parlamentarzysta wykonuje, brakuje tylko, by ktoś na mównicę wskoczył w trosce o Polskę - sejm buzuje, jak ul w środku lata - chciałoby się rzec: po cholerę to wszystko przerywać, jak tacy są parlamentarzyści i pracowici, i zapracowani? Czyż dla obywateli i podatników nie ma piękniejszego widoku, jak zaharowani posłowie? Szkoda, że więcej ustaw nie zgłoszono (zamiast kilkudziesięciu to kilkaset), może by jakieś światowe (a przynajmniej europejskie) rekordy w tempie legislacyjnych prac pobito? Z takich rekordów to już nawet Niemcy by się nie śmiali (ani tym bardziej mieszkańcy Jamajki), wszak ich respekt do państwa prawa znany jest nam od wieków.
Dlatego tak sobie myślę: może by ktoś zadzwonił do sejmu i powiedział: "a obradujcie se, wiara, dalej". Jaka jednak gwarancja, że ktokolwiek odbierze telefon, skoro trwa piknik i przygotowania do zielonej nocy? Ba, czy są tam jeszcze jakieś telefony, czy posłowie już je wykręcili na pamiątkę?
Patrząc na to wszystko można nabrać prawdziwego szacunku dla demokracji, której reguły takie właśnie igrzyska nam zapewniają. Utrzymanie tej artystycznej cyganerii parlamentarzystów może nas nieco kosztuje, ale co tam, znamy staropolską zasadę: zastaw się, a postaw się.
Przyjrzyjmy się jednak im wszystkim dokładnie, bo możemy sprawić, że część tego rozbawionego i objuczonego gadżetami stada nie trafi do tej sali już nigdy. Musimy być tylko cierpliwi i wyrozumiali, bo zielona noc z reguły trwa aż po blady świt.


Komentarze
Pokaż komentarze (103)