Free Your Mind Free Your Mind
119
BLOG

Ludzie listy piszą

Free Your Mind Free Your Mind Polityka Obserwuj notkę 64

Michalkiewicz mawia, że nie ma przypadków, są tylko znaki. W Polsce - jestem pewien - zwł. jeśli mowa o rzeczywistości społeczno-politycznej, mamy do czynienia wyłącznie ze "znakami". A już szczególnie, gdy wchodzi w grę szeroko rozumiane pole działań agentur.

Jeden z blogerów (Białostocki) napisał w komentarzu do mojego wczorajszego posta: "Po zastanowieniu doszedłem do tego, że FYM może być nawiązaniem do kartezjańskiej metody dochodzenia do prawdy: pozbyć się całej dotychczasowej wiedzy, żeby dojść do wiedzy pewnej." Święte słowa. W odpowiedzi jednak należałoby rzec, że w naszym doświadczeniu z polityką (a już na pewno w obszarze działań agentur) nie mamy szans na dotarcie do żadnych faktów, wobec tego zbudowanie wiedzy niepodważalnej, opartej właśnie na jakichś twardych faktach, graniczy z niemożliwością i możliwa jest jedynie postawa  metodycznego wątpienia aniżeli konstruowania jakiejś spójnej teorii polskiej rzeczywistości.

Może to być powód do swego rodzaju zaniepokojenia (człowiek źle się czuje w ciągłym poczuciu niepewności), z drugiej jednak strony, może to dawać, przypominające stany mistyczne, poczucie bycia w oddaleniu od chaosu, który chce nas wciągnąć i zmłócić w wirze przedziwnych zdarzeń. Porównałbym to też nawet do słynnego Gombrowiczowskiego postulatu spacerowania po sadzie i zrywania tylko tych śliwek, które kaprys nam podpowiada.  

Wspomniałem w tytule bowiem o listach tworzonych przez różnych ludzi. Była lista Milczanowskiego (http://www.aferyprawa.com/lista_milczanowskiego.html), lista Macierewicza (http://www.glos.com.pl/ListaM/ListaM.html), lista Nizieńskiego (http://www.ojczyzna.pl/ARTYKULY/Lista_Nizienskiego_tyg-GLOS.htm), lista Wildsteina (http://lista.gpv.pl/), domniemana lista Kurtyki, można by też mówić o liście ks. Isakowicza-Zaleskiego, jeślibyśmy wzięli pod uwagę jego słynną książkę - wiele list było i jakże różnorodne na nie reakcje. Iluż to znawców nas przekonywało, że za żadne skarby nie można wierzyć dokumentom sporządzanym przez SB.

Była sprawa Maleszki, którego stosunek do lustracji i dekomunizacji znakomicie udokumentował P. Gontarczyk (http://www.polskiejutro.com/art.php?p=2903), była wreszcie przedziwna, coraz bardziej mroczna sprawa abp Wielgusa (http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=my&dat=20070910&id=my11.txt)... Można by pisać i pisać i zbierać do kupy rozmaite znaki, ale warto jeszcze napomknąć o jednym: przez ostatnie tygodnie (a nawet miesiące), ale tygodnie wystarczą, tygodnik "Wprost" uchodził za "gazetkę propagandową PiS-U", czyt. absolutnie niewiarygodne medium. Wielu blogerów czy kometatorów na samą wieść, że jakiś news pochodzi z "Wprost" dostawało drgawek lub czkawki i dziwowało się, że ktokolwiek na takie medium w Polsce XXI w. może się powoływać. O legendarnej, "antykomunistycznej inaczej", "GP" nie wspomnę, bo od niej wielu trzymało się jak najdalej. A tu nagle bęc i "Wprost" jest cytowane na klęczkach, a ci sami, którzy jeszcze chwilę temu suponowali, że redakcja związana z kaczystami, agentami, że publikująca fałszywki (tak, fałszywki - ile osób się procesowało z "Wprost", ponoć nawet S. Latkowski), uważają teraz, że nie tylko publikowana jest prawda, ale cała prawda i tylko prawda. Jak na sądzie ostatecznym.

To, że o prawdziwości publikacji przekonany jest T. Sakiewicz, którego tygodnik koordynuje swoje działania z działaniami "Wprost" już od dłuższego czasu, to mnie nie dziwi - może też nie dziwi mnie już postawa dr. P. Milcarka (http://pawelmilcarek.salon24.pl/32280,index.html), który z jednej strony nawiązuje do tego "Wprost" przypominając historię TW "Rycerza", z drugiej włącza się w dyskusję z jakąś nieco zawoalowaną sugestią, że dobrze byłoby jakby jednak PiS jakoś się rozszedł z RM - skoro sam Milcarek do końca sekunduje M. Jurkowi, którego drogi z Kaczyńskimi się coraz bardziej rozchodzą (co widać choćby po powstawaniu kolejnej egzotycznej koalicji, czyli UPR-LPR-PRP). Wprawdzie Jurek przez długie doprawdy lata był jednym z głosów i jedną z twarzy środowiska zw. z RM, ale przecież czasy się zmieniają, o czym musi wiedzieć Milcarek, w końcu filozof.

Nie wypada się więc z owych wyżej przeze mnie wspomnianych konwersji nagłych  (tak wielu dziennnikarzy, blogerów, publicystów, komentatorów) nie cieszyć, bo zawsze zwrot ku prawdzie to jakiś właściwy impuls intelektualny, rokujący nadzieje na dalszy rozwój danego poszukiwacza. Byłbym też wyjątkowo wredny, gdybym doszukiwał się jakichś pradawnych tekstów nt. innych osób, którym inkryminowano współpracę z SB. Co dotyczy także "GP", która niedawno broniła na swoich łamach jedną osobę, którą - pech chce, że ludzie z kręgu RM - posądzili o współpracę z SB. Wszystko bowiem zależy od tego, KTO posądza i KOGO. Jeśli Michalkiewicz posądził Kłoczowskiego o bycie TW, to się niebiosa zatrzęsły, jednakże, gdy Sakiewicz posądził Wielgusa, to niemalże naczelnego "GP" wyniesiono na ołtarze, co zresztą wypomniał publicysta "NCz!" (i swego czasu także "GP") Sakiewiczowi w jednym ze swoich tegorocznych felietonów (http://www.michalkiewicz.pl/ndz_2007-01-13.php).

Nie o sprawie Wielgusa pragnę pisać jednak (bo wiem o niej coraz mniej, prześledziwszy publikacje S. Karczewskiego, który zebrał najrozmaitsze sprzeczności i luki w esbeckich dokumentach na Wielgusa), lecz o pewnej publikacji w "GW', która umknęła uwadze wielu dzisiejszych dziarskich inkwizytorów. Otóż równo rok temu, "GW" pisała o sprawie o. W. Wołoszyna (http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,62266,3645770.html). Powołując się na oświadczenie jednego z IPN-owskich prokuratorów, twierdziła, że teczka o. Wołoszyna została sfabrykowana przez SB, zaś IPN zamierza ścigać esbeka (ppor. M. Kuczkowskiego), który się takiego czynu dopuścił. Ponieważ Kuczkowski to "ciekawa" postać, to pozwolę sobie zacytować szerszy fragment na jego temat z owego artykułu:

"W latach 1982-84 r. kilkakrotnie wzywał o. Wołoszyna na przesłuchania. Na ich podstawie założył mu teczkę tajnego współpracownika o pseudonimie "Myśliciel".

Kuczkowski - z wykształcenia polonista po UMK - wchodził w skład grupy funkcjonariuszy SB, która podając się za Organizację Anty-Solidarność (OAS), w 1984 r. porwała z ulicy czworo toruńskich działaczy opozycji, w tym obecnego posła PiS Antoniego Mężydłę i jego żonę. Ofiary były dwa dni przetrzymywane w opuszczonym ośrodku wypoczynkowym pod Toruniem. Porywacze głodzili opozycjonistów, odmawiali im picia i toalety, bili, pozorowali egzekucje, aby wydusić informacje o podziemnej drukarni.

Za te przestępstwa Marek Kuczkowski został skazany w 1991 r. na 2,5 roku więzienia. W czasie procesu próbował przekonać sąd, że uprowadzenia były mistyfikacją mającą na celu uwiarygodnienie agentów SB. Na rozprawie pokazał dokumenty świadczące o współpracy jednego z porwanych - Piotra Hryniewicza. Kwity te wyniósł sobie wcześniej z SB. Historyk z UMK, prof. Wojciech Polak twierdzi, że Hryniewicz mógł być zarejestrowany przez Kuczkowskiego jako agent bez własnej wiedzy. Sprawa do dziś nie jest wyjaśniona,

54-letni dziś Kuczkowski jest właścicielem Akademii Psychologii Biznesu, która szkoli przedsiębiorców i świadczy usługi doradztwa personalnego. Część szkoleń jest finansowana z unijnego Europejskiego Funduszu Społecznego."
 

Oto więc IPN przyznał, że musiały istnieć przypadki fałszowania teczek - co wcześniej niemalże całkowicie wykluczano, co zresztą wykluczają - przynajmniej w tych przypadkach, które je interesują - redakcje "GP czy "Wprost".

Nie o Wielgusie jednak chiałem pisać, powtarzam, lecz o kimś innym. Dowiadujemy się bowiem, że "czołowy ideolog RM", jak przedstawia się prof. J. R. Nowaka był... i tu w zależności od inwencji autora publikacji - "agentem", "TW" czy "KO" (różnic oczywiście, między tymi funkcjami, nie ma :). To, że teczka na Nowaka znalazła się w przededniu wyborów, to oczywiście przypadek, nikt z nas w to nie wątpi. Nikt też nie dziwi się, że zamknięte dla dziennikarzy z mocy wyroku TK archiwa IPN-u, jednak się co rusz otwierają. A może już są otwarte, tylko ja coś przeoczyłem?

Znaki, znaki, same znaki. Odpowiadając Białostockiemu, stwierdziłem, że mamy do dyspozycji jedynie fakty medialne, nic więcej. Nie zawężając więc pola widzenia w kolejnej "sprawie RM", należałoby przypomnieć nie tylko legendarne "taśmy Rydzyka", które "Wprost" z "GP" (i wieloma innymi mediami) nagłaśniało, nie tylko "list Sakiewicza do papieża", nie tylko wyrok prokuratury toruńskiej, po którym zupełnie przypadkowo przecież opublikowano "bez wiedzy i zgody autora" list abp Dziwisza, nie tylko wrzawę jaką wokół tego listu urządzono (T. Terlikowski, rzecznik Episkopatu in spe, stwierdził wtedy w TVP3 m.in.: "o. Rydzyk ma problem"), nie tylko wywiad z abp Michalikiem, który uznał, że żadnej interwencji Episkopatu w takiej sytuacji nie będzie, ale i to, że RM stanowi istotny czynnik medialny, który w kampanii wyborczej odegrał już w 2005 r. decydującą rolę. Pomijam taki drobiazg, jak plany uruchomienia "kanałów religijnych" przez niektóre stacje.

Nietórzy już są pewni wielu rzeczy, ja zaś wątpię, byśmy się w którejkolwiek kwestii przybliżyli do prawdy, a osobiście przekonujący wydaje mi się - nie tylko w "sprawie RM" - abp Michalik, a nie abp Dziwisz czy Terlikowski z Sakiewiczem naraz wzięci. Powiem jednak tak - abstrahując od stwierdzonej przez IPN kwestii możliwości fałszowania teczek, która wg mnie, całkowicie zmienia postać rzeczy w wielu sprawach (a zatem nakazuje "wstrzymanie się od sądu", czyli daleko idącą powściągliwość) - nawet, jeśli okazałoby się (po jakimś długim i wnikliwym badaniu specjalistów od badań archiwalnych - bo dziennikarze nimi na pewno nie są), że Nowak faktycznie współpracował z SB, to nie sądzę, by w czymkolwiek to zaszkodziło RM. Nowak najwyżej zniknie z anteny, ot co. Nie znikną na pewno słuchacze ani samo medium. A chyba o to chodzi wszystkim zbulwersowanym przeszłością "ideologa RM".

Nowak jako pars pro toto całego RM i milionów słuchaczy? Można by, tylko niech w takim razie Maleszka stanowi pars pro toto Agory, Passent - "Polityki", E. Mikołajczyk - TVN, ks. Czajkowski - katolewicy itd. (wymieniać można by długo) Może bowiem wszyscy jesteśmy agentami po prostu?   

https://yurigagarinblog.wordpress.com/2014/02/03/komplet/ (pod tym adresem dostępne są moje przeróżne opracowania z "Czerwoną stroną Księżyca" i aneksami do niej włącznie); polecam jeszcze tę moją analizę z 2024 r. zamieszczoną gościnnie u prof. M. Dakowskiego: https://dakowski.pl/wokol-hipotezy-dwoch-miejsc-free-your-mind/ ) legendarne dialogi piwniczne ludzi zapiwniczonych w Irlandii 2 (before you read me you gotta learn how to see me) free your mind and the rest will follow, be colorblind, don't be so shallow "bot, który się postom nie kłania" [Docent Stopczyk] "FYM, to wesoły emeryt, który już nic, ale to absolutnie nic nie musi już robić" [partyzant] "Bot FYM, tak jak kilka innych botów namierza posty i wpisy "z układu" i daje im odpór" [falstafik] "Czy robi to w nocy? W takim razie – kiedy śpi? Bo jeśli FYM od rana do późnej nocy non-stop tkwi przy komputerze, a w godzinach ciszy nocnej zapewne przygotowuje sobie kolejne wpisy, to kiedy na przykład spożywa strawę?" [Sadurski] "Ale teraz zadam Sadurskiemu pytanie: Załóżmy, że "wyśledzi" pan w przyszłości jeszcze kilku FYM-ów, a któryś odpowie prostolinijnie, że jest inwalidą i jedyną jego radością (z przyczyn wiadomych) jest pisanie w S24, to czy pan będzie domagał się dowodów,czy uwierzy na słowo?" [osa 1230] "Zagrożenia dla pluralizmu w ramach Salonu widzę w tym, że niektórzy blogerzy - w tym właśnie FYM - wypraszają ludzi, z którymi się nie zgadzają. A zatem dojdzie do "bałkanizacji" Salonu: każdy będzie otoczony swoją grupką zwolennikow, ale nie będzie realnej dyskusji w ramach poszczególnych blogów. Myślę, że nie daję przykładu takiego wykluczania." [Sadurski] "Już nawet nie warto tego bełkotu czytać, spod jednego buta i z jednego biura. Na fanatyków i pałkarzy lekarstwa nie ma."[Igła] "FYM już kupił S24 swoim pisaniem, jest teraz jego twarzą. Po okresie Galby i katatyny nastąpił czas dziennikarzy "Gazety Polskiej". Ten przechył i stalinopodobne teorie spiskowe, jakie się wylewają z jego bloga oraz innych mu podpbnych - przyciągają do Salonu nastepnych i następnych. Tu już od dawna nie zależy nikomu na rzetelności i klasie pisania - lecz na tym, aby było klikanie, aby było głośno i kontrowejsyjnie. Promowanie takich ludzi jak FYM i Paliwoda - jest całkowicie jednoznaczne."[Azrael] "Ale jaki jest problem?"[Kwaśniewski] kwestia archiwów IPN-u Janke: "Nigdy nie mówiliście o pełnym otwarciu?" Komorowski: Co to znaczy otwarcie?" "Trudno zrozumieć, jak można ogłupić społeczeństwo. Dlaczego tylu ludzi ośmiela się nazywać zdrajcą Wojciecha Jaruzelskiego. (Edmund Twardowski, Warszawa) " [tzw. listy czytelników do "Trybuny"] "Z przykrością stwierdzam, że prezydent nie przedstawił żadnych propozycji ws. służby zdrowia" [Tusk] "Niewidzialna ręka rynku, jak sama nazwa wskazuje, jest ślepa." [ekspert w radiowej audycji prowadzonej przez R. Bugaja] "Mamy otwarte granice, miejmy też otwarte umysły. Jasna Góra horyzontów rządowi i parlamentarzystom nie rozszerzy. (S. Barbarska, woj. wielkopolskie) " [tzw. czytelniczka "Trybuny"]

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (64)

Inne tematy w dziale Polityka