Wygrana PiS-u, zdaniem W. Frasyniuka, oznacza "strajki, demonstracje, emigrację. Kolejne zmarnowane pokolenie."
Co więc w takiej sytuacji zrobić? Coś by się przydało zrobić, ale nie wiadomo, co. Sam Frasyniuk, o ile wiem, nie kandyduje z ramienia LiD-u, ale przynajmniej nie ma złudzeń, co do tego, jaka nas czeka przyszłość i swoimi diagnozami dzieli się z czytelnikami "GW":
"A może lepiej być opozycjonistą? Na tle rządzącej hołoty, niekompetentnych narodowo-socjalistycznych fundamentalistów dużo łatwiej zostać Lechem Wałęsą II. Przeciwstawić się władzy i stać się współczesnym bohaterem, a za chwilę legendą opozycji... Cholera, ale dlaczego nie tworzą się kolejki chętnych? Co się dzieje z tymi, którzy tak barwnie opowiadają o rodzinnych tradycjach walki o niepodległość i demokrację? Gdzie te AK-owskie korzenie i wspomnienia z podziemnej "Solidarności"? To jednak nie przypadek, że był tylko jeden Wałęsa i nie stała w czasie próby kolejka przywódców. Strach to uczucie, które zawsze nam towarzyszy, ale tylko nieliczni ten strach przełamują."
(http://www.gazetawyborcza.pl/1,75515,4473424.html)
Spokojnie, drodzy Państwo, to tylko ironia. Na serio bowiem Frasyniuk dodaje:
"Nie żyjemy w totalitarnym państwie. Mimo szaleństw władzy można liczyć na niezawisłe sądy, uczciwych prokuratorów, odważnych adwokatów. Są organizacje pozarządowe, niezależne media i opinia publiczna. Jesteśmy w końcu w Unii Europejskiej, a opozycja nie ukrywa się, nie siedzi w aresztach, przebywa w polskim parlamencie, pobierając przyzwoite wynagrodzenie."
O co więc chodzi? O inżynierię dusz (o której niedawno wspominał słynny konstruktor naszej rzeczywistości społeczno-politycznej prof. J. Reykowski - przy czym, jak pamiętamy, on powątpiewał w to, czy PiS ma "rząd dusz"):
"Jarosław Kaczyński przeorał świadomość Polaków tak skutecznie, że skutki tych zmian będziemy dostrzegać jeszcze długo po zakończeniu rządów PiS-u. Socjologowie, którzy trafnie rysowali podziały w polskim społeczeństwie, niejako wbrew sobie stali się skutecznym narzędziem marketingowym w rękach PiS-owskich strategów. Jarosław Kaczyński słuchał uważnie analiz o społecznym pęknięciu, a potem konsekwentnie je pogłębiał. Wygląda więc na to, że ani samych rządów Jarosława Kaczyńskiego, ani też ich negatywnych skutków społecznych nie będzie się tak łatwo pozbyć.
Elektorat PiS-u to wyborcy zdyscyplinowani i głusi na wszelkie argumenty."
Głusi na argumenty, pewnie. Ale czy na argumenty jakiekolwiek są otwarci ludzie z PO czy LiD-u? To chyba taki sam żart, jak to, co suponuje Frasyniuk. Ale to nie koniec:
"Nie wiem, skąd się bierze naiwna wiara opozycji - w szczególności zaś Platformy Obywatelskiej, która tak mocno parła do przedterminowych wyborów - w sukces wyborczy. Zdecydowanie bardziej realna jest pewność Jarosława Kaczyńskiego, wyartykułowana tydzień temu w wywiadzie z Bogdanem Rymanowskim ("Kawa na lawę", TVN), że to on wybory wygra."
Na czym więc problerm polega?
"Dramatycznym błędem PO było to, że nie doprowadziła do konstruktywnego wotum nieufności i powołania tzw. rządu technicznego.
Platforma, zaślepiona sondażami, zdecydowała się na teoretyczne skrócenie sobie drogi do władzy. Jestem jednak niemal pewny, że poprzez zgodę na jesienne wybory wydłużyła ją sobie na kolejne kilka lat."
Co więc powinna była - against all odds - zrobić PO?
"Trzeba się było porozumieć z SLD. Wikłać się w pozyskanie Samoobrony i LPR."
Zdaniem Frasyniuka tak właśnie postąpiłby J. Kaczyński na miejscu Tuska. Sytuacja jest o tyle beznadziejna, że nie ma kandydata, który by mógł się przeciwstawić Kaczyńskiemu:
"Politycy opozycji stali się komentatorami obecnej sytuacji i przed mikrofonami wraz z zawodowymi dziennikarzami opisują rzeczywistość. Nie tego oczekują obywatele od polityków. Od profesjonalnych polityków oczekujemy sprawnego rządzenia państwem. Szybkiej reakcji na rzeczywistość. Szukania rozwiązań, które zapewniają spokój i stabilność, bo to daje szansę na bezpieczną przyszłość. Profesjonalni komentatorzy mają nam ułatwić zrozumienie słów wypowiedzianych przez polityków i ocenę ich wiarygodności. Niestety, dominuje mentalność PRL-owska, a nią zawsze rządził strach. Jeśli liderzy opozycji się boją, co ma powiedzieć zwykły obywatel? Czekać na Lecha Wałęsę II."
Przecież w szeregach PO jest Jarosław Wałęsa, to o co właściwie Frasyniukowi chodzi? Nie może on wystąpić jako nowy lider, czy co? Frasyniuk ma na myśli jednak innych kandydatów na drugiego Wałęsę:
"Dzisiaj odpowiedzialność za destrukcję i głębokie podziały na lata spada paradoksalnie na liderów opozycji. Mamy prawo żądać od Donalda Tuska i Aleksandra Kwaśniewskiego, polityków z dużym doświadczeniem politycznym, pozytywnego scenariusza wyjścia z sytuacji. To oni mogą przywrócić nadzieję w demokrację, racjonalność i przewidywalność polityków.
I w tym jest największy problem. Od ostatnich wyborów parlamentarnych oczy Tuska mówią to samo co oczy Jarosława Kaczyńskiego. Widać w nich niechęć i agresję. Aleksander Kwaśniewski to człowiek spełniony w życiu publicznym i trudno znaleźć mu motywację, by wrócić do czynnej polityki. Z punktu widzenia obywatela - niech rzucą kostką, ale jeden musi stać się prawdziwym przywódcą. Jeśli to nie nastąpi, wygrana PiS może być niebezpiecznym sygnałem, że polskie sprawy z parlamentu trafią na ulice."
Gdyby nie mogli się zdecydować, to zawsze mogą pójść pod rękę, żeby było raźniej. Pytanie tylko, czy chłopaki zdążą stanąć na czele protestu społecznego, nim zostanie wprowadzony drugi grudzień 1981?


Komentarze
Pokaż komentarze (44)