Niedawno szef SO twierdził, że jego partia to partriotyczna lewica - odcinał się w ten sposób zgrabnie nie tylko od ugrupowania Giertycha, które połknęło UPR i PRP, ale i od SLD, które - nie dość, że sfraternizowało się z "demokratami", to nie chciało zatrzymać machiny, która zburzyła sejm ostatniej kadencji. Oczywiście taki sprytny ruch Leppera świadczy o tym, że think tank z WSI ma się znakomicie i w sytuacji kryzysowej potrafi "rzutem na taśmę" konstruować brawurowe kontrposunięcia. SO w jednej chwili przestała być jedną z części idiotycznego LiS-a, przestała być kojarzona ze znienawidzoną prawicą i co więcej, stała się jedyną prawdziwą, patriotyczną, nieliberalną itd. lewicą.
Ale to nie koniec. Ptaki ćwierkają, że do SO ma dołączyć teraz L. Miller brontozaurus komunizmu, czołg SLD-owskiej lewicy wysiudany z SLD przez dwie familie: Kwaśniewskiego-Olejniczaka oraz Onyszkiewicza-Borowskiego. Leżącego skopał też Oleksy swoimi słynnymi opowieściami u Gudzowatego, do których nawet dziś w porannym wywiadzie w RMF-ie Miller, zgrzytając zębami, wracał. Co by nie powiedzieć o Millerze - beton go kocha. Tak samo jak Jaruzelskiego, Rakowskiego czy Urbana. Ludzie z betonu kochają tylko i wyłącznie ludzi z betonu, a nie półprodukty z gumofilcu, jak Olejniczak czy jemu podobni. Nawet Szmajdziński w ostatniej chwili dołączył do "sekty", choć jeszcze nie tak dawno, bo parę miesięcy temu, występował u boku pohukującego Millera na słynnej konferencji prasowej, w której ten ostatni wyzywał Ziobrę na pojedynek.
Sytuacja robi się o tyle ciekawa, że - o ile do tego dojdzie, a jest to bardzo prawdopodobne, bo Miller jest zdeterminowany i mówiąc po męsku wk...ny - po wstąpieniu eks-premiera do SO, partia ta może przebić w sondażach LiD. W parlamencie po październikowych wyborach znalazłyby się wtedy trzy główne siły: PiS, PO i (nowa) SO. Lepper zapraszając Millera do współpracy sądzi, że wzmocni swoje ugrupowanie i jest to prawda w tym sensie, że to mu "dali do wierzenia" eks-oficerowie WSI współpracujący politologicznie z SO. Ta partia zostanie wzmocniona, lecz sam Lepper - błyskawicznie zmarginalizowany (o ile wcześniej nie trafi do więzienia ścigany za przeróżne afery) - Miller to nie jest polityk drugoplanowy i w SO stanie się niekwestionowanym liderem. Członkowie SO to ludzie, którzy do polityki się pchają gnani pędem do robienia lewych interesów, więc im może być obojętne, kto jest wodzem - ba, im silniejszy, tym lepszy. Miller w ten sposób (mając zaplecze politologiczne Urbana itp., a więc też porządnych służb) może jednocześnie odkuć się i na "sekcie Olejniczaka", i zaszkodzić poważnie prawicy. Ludzie z betonu głosujący na czerwonych nogami, nie będą się oglądać na niuanse osobowościowo-wizjonerskie w LiD-zie tylko poprą nagą, prymitywną siłę, którą symbolizuje wściekły Miller. I nie ma się czemu dziwić. Kwaśniewski ze swoimi podrygami, to w Polsce, to za granicą, zdaje się zlewać totalnie swoje ewentualne zaangażowanie w kampanię wyborczą na zasadzie: jak LiD osiągnie dobry wynik, to do LiD-u dołączy, a jak przegra, to Kwaśniewski powie, że pomysł nie wypalił i zabrakło "osobowości", po czym się zgrabnie wycofa na z góry upatrzone pozycje. Betonowy elektorat zaś ceni sobie od lat jasne stawianie sprawy i wyraziste deklaracje. Poza tym beton pamięta Unię Demokratyczną i "partię mądrych ludzi", i "nie wie", że wyroki jej przedstawicieli należy przyjmować w pozycji klęczącej lub kucącej, wobec tego - całkowicie wbrew sondażom, które, nie wiedzieć czemu, prognozują stosunkowo wysokie (jak na tak egzotyczną koalicję) wyniki powyborcze LiD-owi - może poprzeć czerwoną do szpiku kości SO, jako jedyną partię prawdziwie komunistyczną.
Kiedy doszło do strategicznego rozpadu partii komunistycznej SLD i powstania jakiejś przedziwnej mutacji pn. SdPl, w mediach twierdzono (powtarzając, jak Pan Bóg przykazał za jej światłymi reprezentantami), że to "odnowiona", "nowa" lewica, nieobciążona jakimiś korupcyjnymi zarzutami. Kiedy jednak zaczął się formować nowy PZPR, czyli LiD, owej "odnowionej" lewicy wszystkie deklaracje błyskawicznie umknęly z pamięci i - konsekwentnie - w mediach nikt nie wypominał jakichś starych grzechów SLD. Kwaśniewski nawet pokusił się o tezę, że afery związane z SLD to pikuś wobec afer na szczytach władzy związanej z PiS-em. Wszystko to było oczywiście fajne i budujące dla ludzi o sercach po lewej stronie, ale dla betonowego elektoratu musiało znaczyć jedno: nie ma wyrazistej partii komunistycznej, która mówi "tak tak, nie nie". Roszady na listach wyborczych związane z Millerem, zakończone jego spektakularnym odejściem z SLD (bo Dyduch to polityk trzecioligowy przy nim), musiały przelać kielich goryczy.
Ta sytuacja, mimo jej skomplikowania, jest dla Millera szansą na "nowy początek". Miller może zaatakowac jednocześnie i "partie prawicowe" i "pseudolewicę" czy "sektę" związaną z LiD-em. W swoim pożegnalnym wystąpieniu, które publikuje na swoim blogu pisze:
"Nie chcę być w partii, gdzie zasadnicze decyzje o listach SLD zapadają poza SLD. Gdzie decyzje podejmują panowie Geremek, Onyszkiewicz, Lityński czy Borowski."
(http://www.miller.pl/strona.php?zm=blog)
To jest prawdziwy, szczery głos betonu, na który betonowy elektorat czeka z wytęsknieniem. Bez jakichkolwiek uniżonych tonów wobec "światłej lewicy" czy to spod znaku Kwasniewskiego-Olejniczaka-Szmajdzińskiego czy Geremka-Onyszkiewicza. Musimy więc mieć świadomość, że out of the blue może pojawić się na scenie Miller na mulacie i rozsadzić polityczne kalkulacje PiS-u i coraz słabszej politycznie PO. "Układ" wszak działa na wielu frontach i na różnych piętrach. A kto jak kto, ale Miller jest jedną z najważniejszych figur "układu".


Komentarze
Pokaż komentarze (20)