Free Your Mind Free Your Mind
75
BLOG

Czerwona fala

Free Your Mind Free Your Mind Polityka Obserwuj notkę 37

Przed nadchodzącymi wyborami "lewica" zmobilizowała wszelkie możliwe siły, konsolidując się w dwóch niby zwalczających się ugrupowaniach, jakimi są LiD i SO. Uderzenie na PiS pomyślane zostało zatem z dwóch stron - tzn. od strony betonu i "nowej lewicy", o której bez złudzeń pisze prof. Z. Krasnodębski w następujący:

"Bronisław Geremek nie wstydzi się występować obok Dariusza Rosatiego i Marka Siwca, Janusz Onyszkiewicz i Jan Lityński obok Jerzego Szmajdzińskiego. Tymczasem partia, która wywodzi się z kolaborującego ze zniewalającym Polaków sowieckim imperium PZPR i ma w swej genezie pożyczkę z KGB, dawno powinna zniknąć z życia publicznego Rzeczypospolitej. Pozostaje widomym znakiem, że Polska jest ciągle państwem postkomunistycznym."

(http://www.rzeczpospolita.pl/dodatki/opinie_070921/opinie_a_2.html

Odcienie czerwieni nie powinny nas tu szczególnie mylić. Deliberowanie, czy lepsza jest "lewica" z Geremkiem i Siwcem, czy raczej z Lepperem, Millerem i Ikonowiczem, nie ma najmniejszego sensu. Istotne bowiem jest to, że "układ" wystawia "wszystko, co może", by zatrzymać bieg historii. Walka między tymi ugrupowaniami to coś jak spór mieńszewików z bolszewikami, sprowadzający się jedynie do tego, jaka ma być skala zamordyzmu i kto ma być w grupie trzymającej lud za pysk. Można to też porównać do sporu leninistów z trockistami, jeśli kto woli.  

O ile jeszcze chwilę temu przedstawiano Millera jako "samotnego jeźdźca", niemalże Don Kichota, który z giermkiem Lepperem porywa się na wiatraki dziejów, o tyle informacje o próbach dokooptowania Oleksego (na niego zapewne Miller się nie zgodził za "taśmy Gudzowatego") czy wystawieniu kompletnego wariata politycznego Ikonowicza jako nr 1 w Warszawie, świadczą, że oficerowie WSI przeszli na ręczne sterowanie Samoobroną i przechodzą do ostrej ofensywy. Zwróćmy przy okazji uwagę, jakim tonem zaczynają się rozpisywać z pozoru łagodni "publicyści", a w istocie politrucy "Polityki". To już nie jest lekko znudzony ton zblazowanych komentatorów. Paradowska czy Passent zagrzewają czerwonych gladiatorów do boju, gdyż bój to może być rzeczywiście ostatni. PO zaczyna zupełnie wymiękać w tej kampanii i nie wiadomo, czy zdoła zaproponować cokolwiek innego niż to, co głoszą otwarcie frontmeni "czerwonej fali". Jeśli bowiem Tusk mówi to samo, co Miller, Lepper czy Olejniczak, to wyborcy mogą zagłosować na czerwonych radykałów, a nie "panów w białych kołnierzykach", którzy bić się potrafią jedynie na bon moty (vide Jamajka-Komorowski czy Gomułka-Niesiołowski). Wyborcy nienawidzący PiS-u zagłosują prędzej na "nagą siłę", aniżeli na inteligentów z Trójmiasta, Krakowa czy Warszawy. Z tego też powodu PO coraz bardziej się pogrąża, ponieważ z jednej strony niby nie myśli o powyborczej koalicji z LiD-em, z drugiej robi niemal wszystko pod względem propagandowym, by do takie koalicji przygotować swoich sympatyków (którzy pewnie nie mieliby przeciwko niej zbyt wiele zastrzeżeń, skoro nawet taki "konserwatysta", jak Gowin jakiś czas temu o tym pisał zupełnie wprost).

Miller zakłada "Polską Lewicę", Ikonowicz wchodzi jako przedstawiciel "Nowej Lewicy", o "nowej lewicy patriotycznej" mówi Lepper - wszystko to idealnie naraz pasuje do scenariusza opartego na zachodzeniu wroga z dwóch stron. Czerwona fala "nowej SO" oraz LiD-u to - można powiedzieć - reakcja na spot PiS-u kończący się pytaniem "Czy chcesz, żeby wrócili?". Czerwona fala niesie ze sobą jednoznaczną odpowiedź: my chcemy wrócić. Dlatego wracają. Wraca wzmocniony protezą w postaci "demokratów" SLD, wracają "ludzie mądrzy z UD/UW" wzmocnieni betonowym wspornikiem SLD, wraca SO wzmocniona ludźmi z betonu, jak Miller czy Ikonowicz. Był nawet niby pomysł wystawienia Tymochowicza, ale ten news miał raczej charakter sondujący na zasadzie: czy jeszcze kogoś "widowiskowego" mamy namawiać?

W dużej mierze temu renesansowi czerwonych ugrupowań sprzyjała postawa i PO, i PSL. PO nie chciało zostawić za sobą retoryki wojny ani też odciąć się zdecydowanie od możliwych mariaży z LiD-em. Bomby zapowiadane przez PO okazały się strzałami z papierowych torebek. Podobnie PSL, który w swojej ślamazarności mógł najwyżej wywołać śmiech na sali (nie wspomnę już o "bombie" z "polskim Gatesem"). W sytuacji, gdy atmosfera przedwyborcza osiągnęła stan wrzenia taki, jak w wiejskiej knajpie, w której wszyscy się okładają krzesłami i butelkami, nawoływanie do jakiegoś "uspokojenia sytuacji" brzmiało kuriozalnie. Czerwonej fali paradoksalnie pomógł też LPR-bis, udowadniający, że nawet najbardziej egzotyczny sojusz jest przed wyborami możliwy i ludzie tak odlegli od siebie, jak UPR-owcy i Giertychowcy mogą iść ramię w ramię do parlamentu.

W "Trybunie" wprawdzie nastroje nieco minorowe:

"Nikt nie chciał ustąpić i teraz jest albo – albo. W tej sprawie żadna ze stron nie może uważać się za niewinną. Millerowi z wieku, urzędu i zasług należała się szansa wzięcia udziału w wyborach z list lewicy, sprawdzenia swej realnej siły i znaczenia. Z powodu mniej chwalebnych kart z przeszłości niż ta zapisana u stóp Akropolu, musiałby się zgodzić na wyznaczone mu miejsce na liście. Gdyby przegrał, przegrałby na zawsze. Gdyby wygrał, jako członek klubu parlamentarnego musiałby grać do wspólnej bramki. Jeśli teraz przegra, to też na zawsze, ale jeśli wygra? Jeśli okaże się, że to on lepiej wyczuwa nastroje ludzi emocjonalnie związanych z lewicą? Co będzie, jeśli okaże się, że sformułował program trafiający do serc, a nie tylko do rozsądku? Ludzie przecież mogą głosować, „bo i tak nie mają innego wyjścia”, ale znacznie chętniej głosują, jeśli się z czymś utożsamiają. Miller może być pewien, że jego krytycy nie zostawią na nim suchej nitki, pierwsze mordercze salwy już padły. Miller może też być pewien stałej obecności w mediach. Niezależne media prawicowe bardzo lubią, gdy lewica sama się wyrzyna. Lewica z wozu, prawicy lżej.",

(http://www.trybuna.com.pl/index.php?id=main

ale przecież stawka jest w walce bardzo wysoka. Już nie chodzi bowiem o samego Millera, czy nawet jego spór (prawdziwy czy wydumany) z SLD (http://www.polskieradio.pl/trojka/salon/?id=15880). Chodzi o los "całej lewicy", której korzenie sięgają sowieckiego ZPP czy KPP. Bez względu na to, kogo słuchamy - czy Millera, czy Olejniczaka (chwalącego się swoim respektem wobec "ludzi peerelu":

"Konrad Piasecki: Nie jestem szczególnym entuzjastą Samoobrony, ani tym bardziej hagiografem Leszka Millera, ale jednak kilka rzeczy mnie dziwi. Dlaczego nie ma pan oporów, by brać na listy ludzi z ekipy Millera: Szmajdzińskiego, Janika, Łybacką, a akurat Millera tak strasznie pan nie chce?

Wojciech Olejniczak: Wiele zmian nastąpiło, wiele osób nie kandyduje z tzw. ekipy Millera. Ale jest zasadnicza różnica – to Leszek Miller był szefem partii, to on zawiódł najbardziej tych ludzi, którzy oddali głos na lewicę w 2001 roku. Czyli tzw. elektorat postpeerelowski, dziś taki pieczołowicie przypominany przez Leszka Millera.

Konrad Piasecki: A pan będzie się do tego elektoratu odwoływał?

Wojciech Olejniczak: Nie tylko się odwołuję, ale ja dla tego elektoratu bardzo dużo robiłem. Przez ostatnie dwa lata w Sejmie broniliśmy dorobku ludzi, którzy byli związani z PRL. Wczoraj miałem taki wspaniały dzień – spotkałem się z panem Józefem Tejchmą.

Konrad Piasecki: Jakaś postać z ekipy Gomułki, jak dobrze pamiętam.

Wojciech Olejniczak: To jest taka postać, która potrafiła przeciwstawić się w okresie PRL temu, co było złe. Odszedł z urzędu po to, żeby nie zgodzić się na pewne praktyki i to jest znana i ceniona postać na polskiej lewicy. I muszę powiedzieć, że wczoraj przyznał mi rację i przyznał rację temu, co robimy. I to jest też pokazanie, że ten kierunek przez nas wytyczony jest dobry.

Konrad Piasecki: Ale dobrze pamiętam, że wtedy była ekipa Gomułki?

Wojciech Olejniczak: Nie.

Konrad Piasecki: Niech pan przypomni słuchaczom. Ekipa Gierka?

Wojciech Olejniczak: Nie, nie, to człowiek kultury, to minister kultury, który nie zgodził się na pewne praktyki, które wtedy panowały.

Konrad Piasecki: Ale które to były lata?

Wojciech Olejniczak: To były lata 80. (...)" 

(http://www.rmf.fm/fakty/?id=123948)

- czy Geremka, to wszystko są, niestety, ludzie broniący jednej wywrotowej tradycji, która sprowadza się do zastospowania budowy nowego państwa. Ma być nieustana kontynuacja przebudowy ojczyzny "ludu pracującego miast i wsi", a nie stworzenie nowego porządku konstytucyjno-prawnego i politycznego. Ujawnia się w tej tradycji żelazna konsekwencja, zgodnie z którą nie do przyjęcia jest jakiekolwiek odniesienie państwowości do katolicyzmu i do wolnorynkowego (a nie "uspołecznionego", "przyjaznego ludziom") kapitalizmu. Jest w tej tradycji chęć całkowitego podporządkowania Polski strukturom ponadnarodowym, takim jak UE, a opóźnienia w tym procesie traktowane są przez tych ludzi, jak sabotaż, jeśli nie działanie na szkodę Polski (!). Jest w tej tradycji przede wszystkim bezwzględny sprzeciw wobec jakiejkolwiek próby rozliczenia komunizmu.

Nic dziwnego, że Krasnodębski w swoim artykule mówi (ja także jestem tego zdania), że nie ma sensu dzielić dzisiejszą scenę na jakąś prawicę czy lewicę. Mamy fundamentalny spór o to, czy kontynuujemy przebudowę peerelu i systemu postkomunistycznego, czy konstruujemy nowy ład polityczno-społeczny. Tertium non datur. Dlatego też czerwona fala chce to, co jej śmiertelnie zagraża, powstrzymać.

Najdobitniej to zagrożenie opisuje Urban:

"W latach 80. prowadziłem walkę z ówczesną opozycją, która w 1989 r. odniosła historyczne zwycięstwo. Przegrały koncepcje i rachuby ekipy Jaruzelskiego, do której należałem, ale doznałem też osobistej porażki jako propagandysta. Okazało się, że przeciwników malowałem fałszywie i mylnie wyobrażałem sobie ustrój, jaki powstanie w Polsce, jeżeli PRL upadnie w sposób gwałtowny i całkowity. Czas rządów PiS stał się dla mnie pocieszeniem. To, przed czym my, ekipa Jaruzelskiego, broniliśmy kraj, czego się lękaliśmy, rzeczywiście nastało, tylko z wieloletnim opóźnieniem: duszny, zaściankowy, nacjonalistyczno-klerykalny i represyjny reżim anachroniczny. Dążący do przywrócenia władzy autorytarnej. Pod rządami Kaczyńskich mam więc lepsze samopoczucie niż pod rządami Mazowieckiego czy Wałęsy. Bliźniacy okazali dążenia dające mi wymarzoną satysfakcję."

(http://www.nie.com.pl/art9428.htm)

https://yurigagarinblog.wordpress.com/2014/02/03/komplet/ (pod tym adresem dostępne są moje przeróżne opracowania z "Czerwoną stroną Księżyca" i aneksami do niej włącznie); polecam jeszcze tę moją analizę z 2024 r. zamieszczoną gościnnie u prof. M. Dakowskiego: https://dakowski.pl/wokol-hipotezy-dwoch-miejsc-free-your-mind/ ) legendarne dialogi piwniczne ludzi zapiwniczonych w Irlandii 2 (before you read me you gotta learn how to see me) free your mind and the rest will follow, be colorblind, don't be so shallow "bot, który się postom nie kłania" [Docent Stopczyk] "FYM, to wesoły emeryt, który już nic, ale to absolutnie nic nie musi już robić" [partyzant] "Bot FYM, tak jak kilka innych botów namierza posty i wpisy "z układu" i daje im odpór" [falstafik] "Czy robi to w nocy? W takim razie – kiedy śpi? Bo jeśli FYM od rana do późnej nocy non-stop tkwi przy komputerze, a w godzinach ciszy nocnej zapewne przygotowuje sobie kolejne wpisy, to kiedy na przykład spożywa strawę?" [Sadurski] "Ale teraz zadam Sadurskiemu pytanie: Załóżmy, że "wyśledzi" pan w przyszłości jeszcze kilku FYM-ów, a któryś odpowie prostolinijnie, że jest inwalidą i jedyną jego radością (z przyczyn wiadomych) jest pisanie w S24, to czy pan będzie domagał się dowodów,czy uwierzy na słowo?" [osa 1230] "Zagrożenia dla pluralizmu w ramach Salonu widzę w tym, że niektórzy blogerzy - w tym właśnie FYM - wypraszają ludzi, z którymi się nie zgadzają. A zatem dojdzie do "bałkanizacji" Salonu: każdy będzie otoczony swoją grupką zwolennikow, ale nie będzie realnej dyskusji w ramach poszczególnych blogów. Myślę, że nie daję przykładu takiego wykluczania." [Sadurski] "Już nawet nie warto tego bełkotu czytać, spod jednego buta i z jednego biura. Na fanatyków i pałkarzy lekarstwa nie ma."[Igła] "FYM już kupił S24 swoim pisaniem, jest teraz jego twarzą. Po okresie Galby i katatyny nastąpił czas dziennikarzy "Gazety Polskiej". Ten przechył i stalinopodobne teorie spiskowe, jakie się wylewają z jego bloga oraz innych mu podpbnych - przyciągają do Salonu nastepnych i następnych. Tu już od dawna nie zależy nikomu na rzetelności i klasie pisania - lecz na tym, aby było klikanie, aby było głośno i kontrowejsyjnie. Promowanie takich ludzi jak FYM i Paliwoda - jest całkowicie jednoznaczne."[Azrael] "Ale jaki jest problem?"[Kwaśniewski] kwestia archiwów IPN-u Janke: "Nigdy nie mówiliście o pełnym otwarciu?" Komorowski: Co to znaczy otwarcie?" "Trudno zrozumieć, jak można ogłupić społeczeństwo. Dlaczego tylu ludzi ośmiela się nazywać zdrajcą Wojciecha Jaruzelskiego. (Edmund Twardowski, Warszawa) " [tzw. listy czytelników do "Trybuny"] "Z przykrością stwierdzam, że prezydent nie przedstawił żadnych propozycji ws. służby zdrowia" [Tusk] "Niewidzialna ręka rynku, jak sama nazwa wskazuje, jest ślepa." [ekspert w radiowej audycji prowadzonej przez R. Bugaja] "Mamy otwarte granice, miejmy też otwarte umysły. Jasna Góra horyzontów rządowi i parlamentarzystom nie rozszerzy. (S. Barbarska, woj. wielkopolskie) " [tzw. czytelniczka "Trybuny"]

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (37)

Inne tematy w dziale Polityka