Dziwią mnie te lamentacje dziennikarzy i komentatorów, którzy załamują ręce nad poziomem kampanii, jak też wydają z siebie okrzyki zachwytu nad kolejnymi transferami przedwyborczymi. Czy faktycznie to wszystko jest aż tak nadzwyczajne? Czy podczas ubiegłych kampanii nie było takiego samego ujadania? Już dochodzi do takich absurdów, że "poruszony do żywego" A. Szostkiewicz namawia do "obywatelskiego bojkotowania" PiS-u, po wypowiedziach premiera (http://szostkiewicz.blog.polityka.pl/?p=248). Oczywiście, inteligent powinien kierować się takim imperatywem moralnym, jaki odnalazł w sobie Szostkiewicz, zwł. gdy posłyszy nawoływania o recydywie peerelu. Co innego widok spitego w trzy d... eks-prezydenta. Tego można poklepać pieszczotliwie i powiedzieć po inteligencku, jak M. Borowski, "mordo ty nasza". Premier Morda z LiD-u czy też "morda" LiD-u (bo chyba nie twarz, nie?, skoro nawet esteta językowy Borowski takiego określenia użył), nie jest moim przedstawicielem, ale eufemizmu zaproponowanego przez LiD-owców warto używać, by się w tegorocznych kandydaturach premierów połapać. Mieliśmy premiera Kononowicza, premiera z Rzeszowa, premiera Sikorskiego, premiera Tuska, teraz nareszcie jakiś porządny kandydat lewicy - premier Morda.
To jednak nie koniec. Oto po długich tygodniach sprzecznych wypowiedzi premier Marcinkiewicz się zdeklarował, że jednak "z pewną taką nieśmiałością", ale poprze kandydata PO na posła w Krakowie. Nie wiem, po jaką cholerę, ale niewiele mnie to obchodzi. Już "Kazio" zapomniał o "gabinecie cieniasów" (http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34397,3163615.html). Jego prawo. Powinien może jednak pamiętać, co przedstawiciele PO z sarkazmem mówili o jego kandydaturze zaraz po jej ogłoszeniu przez J. Kaczyńskiego w 2005 r. A może już dziś do takich rzeczy się nie wraca?
Myślę sobie, że Marcinkiewicz vel "Kazio", jak go nazywał Jamajka-Komorowski, po raz kolejny (vide niedawne słynne "orwellowskie wersety") dowodzi, że im bardziej jest samodzielny w polityce, tym gorzej mu to wychodzi. Zaś sympatia społeczna, jaką się cieszył za czasów swojego premierowania, była w dużej mierze efektem "medialności" Marcinkiewicza, nie zaś jakichkolwiek jego politycznych zasług. By nie rzec brutalniej, "Kazio" to taki Kwaśniewski na odwyrtkę, niestety. Może nie pije, nie jest "magistrem in spe" i nie splamił się jakimiś komunistycznymi koligacjami, ale jako polityk jest najwyraźniej pozbawiony tego "szóstego zmysłu", który pozwala jako tako się orientować w tym, co się dzieje. Premierowi Mordzie pomagają eksperci "układu", "Kaziowi" zaś chyba nikt, stąd te rewelacyjne pomysły, jak właśnie "bycie twarzą kampanii PO". Oczywiście "Kazio" "zaprzecza", co do tego ostatniego, ale jednocześnie zgadza się, by jego zdjęcie było na ulotkach J. Gowina. A kogo to może obchodzić, na zdrowy rozum, z kim sobie "Kazio" zdjęcia robi? Mnie nie obchodzi. Interesuje mnie raczej sama intencja dołączania się do kampanii partii, która to partia CAŁKOWICIE unieważnia jakąkolwiek sensowność rządów tworzonych przez PiS, których - temu chyba nie da się zaprzeczyć - istotnym elementem przez blisko rok "Kazio" także był. Z punktu widzenia logiki ludzkiego postępowania (jakiejś elementarnej racjonalności) - stawanie po stronie tych, którzy mówią, że działałeś na szkodę państwa wygląda na jakiś polityczny nonsens albo, co gorsza, głupotę. Chociaż, czy polityk musi być od razu mądry?
To dopiero pytanie. Przy tej ilości buców, którzy "nadludzkim wysiłkiem woli" dostają sie do parlamentu, a potem kiszą się w nim przez parę lat, wołanie o jakiegoś mądrego polityka można by potraktować jako ekstrawagancję. A po kiego diabła mądry polityk? Czemu np. nie może być całe stado polityków-matołów, a do tego cała rzesza komentatorów-matołów, jak choćby wspomniany Szostkiewicz, któremu Sokrates mógłby buty czyścić przecież.
Ale zniosło mnie trochę z tematu :) "Kazio" mógłby się poczuć dotknięty nazywaniem go niemądrym politykiem oraz zestawianiem z premierem Mordą. Czy to jednak moja wina, że "Kaziowi" nie przeszkadzają już "cieniasy" z PO? Ani retoryka Grasia-Tuska-Komorowskiego-Pitery? Ani wizja PO-LiD-u? A może "Kazio" nie za bardzo wie, o co chodzi samej PO i tak "po towarzysku" poparł? A może "Kazio" nie wie, co robił w PiS-ie? Najwyraźniej zaś nie może sobie przypomnieć obecnie, czy należy jeszcze do tej partii, czy już nie.
Abstrahując od tego wszystkiego, co napisałem powyżej, to rzekłbym tak. Podobieństwa w pewnym medialnym sukcesie "Kazia" i premiera Mordy są, ale są też pewne różnice. Temu ostatniemu żadne incydenty w karierze nie przeszkadzają. Czy kłamie, czy wsiada do bagażnika, czy się chwieje w Charkowie, czy bełkocze na wykładzie na Ukrainie (swoją drogą, ciekawe czy na wykładzie w Berlinie też by się ośmielił wystąpić pijany, skoro to akurat "przyjaciołom Niemcom" radził ostrzejszy kurs wobec Polski po zwycięstwie PiS-u) - nie robi to najmniejszego wrażenia na jego elektoracie, który najwyraźniej tego typu zachowania traktuje jako coś normalnego. Natomiast "Kaziowi" takie przejście do PO wcale tryumfalnego powrotu do polityki nie zapewni, bo po pierwsze, na słabszego konia postawił, a po drugie, to J. Kaczyński (i PiS) uczynił z niego czołowego polityka, a nie odwrotnie. Może jednak już dla "Kazia" nie ma to znaczenia. Zdziwi się jedynie chyba, gdy z tego wszystkiego sam trafi po wyborach do gabinetu cieni, z którego kiedyś sam się tak natrząsał.


Komentarze
Pokaż komentarze (46)