Kto by się spodziewał, że bp Pieronek zostanie głosem sumienia partii komunistycznej? Czy nie jest to kolejna bomba w kampanii wyborczej? Moim zdaniem, jak najbardziej. Bomba tym większa i o większej niż poprzednie, sile rażenia, ponieważ zarówno SLD szczególnie pomstowało przez długie lata na mieszanie się Kościoła do polityki, jak i sam bp Pieronek. Świat idzie jednak do przodu, toteż doceniają zmiany w mentalności księży także komuniści:
"Biskup Pieronek powiedział prawdę. Wielu hierarchów Kościoła milczy. To pierwszy, który się odważył powiedzieć prawdę, odsłonić i nazwać to, co złe w IV RP. PiS zamiast się oburzać, powinien po prostu ze spuszczoną głową posłuchać słów biskupa. Moim zdaniem biskup Pieronek zrobił dobry uczynek dla Polski i Polaków" - twierdzi sekretarz generalny SLD, Grzegorz Napieralski."
(http://www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=14&ShowArticleId=62102)
No, aż nie wypada zaprzeczać, skoro chodzi i o prawdę, i o dobre uczynki. Wobec tego czytam dalej, by być mądrzejszym:
"PiS powinien tego wysłuchać, bo kiedy SLD był u władzy i biskup Pieronek nas krytykował, to my tego słuchaliśmy. Rządzący powinni wyciągnąć wnioski z mądrych słów biskupa" - uważa Olejniczak."
Przypomnę, że bp Pieronek wsławił się takimi oto słowy:
"Napady na domy o świcie, zakuwanie ludzi w kajdany, aresztowanie profesorów w trakcie międzynarodowych kongresów, tymczasowe aresztowania bez postawienia zarzutów. To są rzeczy karygodne."
W takiej sytuacji zrozumiałe staje się, że bp Pieronek nie ma już żadnych uprzedzeń wobec zwalczającej Kościół i katolicyzm komunistycznej lewicy, tylko zaczyna mówić jej językiem:
"Jeżeli wymiar sprawiedliwości ucieka się do podsłuchów, jeśli minister nagrywa innego ministra, to gdzie my jesteśmy? To już przekracza orwellowski obraz zdziczałego państwa totalitarnego."
Chwila historyczna takiego języka wymaga. Dość już anachronicznych podziałów na komunistów i antykomunistów. Owszem, należy oczyścić przeszłość, ale nie "metodami SB":
"Dla oczyszczenia przeszłości być może warto przeprowadzić deubekizację. Jeśli ktoś jest winny, popełnił jakieś przestępstwa, to trzeba go osądzić, ale nie można do jednego worka wepchnąć wszystkich, jak to proponowano. Ustawy przewidujące odpowiedzialność zbiorową są charakterystyczne dla systemów totalitarnych. Odpowiedzialność musi być zindywidualizowana, nawet jeśli jest to trudne, czy wręcz niemożliwe do wykonania. Nie wolno skrzywdzić jednego człowieka, uważając, że na ogół wszyscy byli źli. To jest postępowanie za pomocą metod stosowanych przez SB."
(http://www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=209&ShowArticleId=62020)
To zrozumiałe. Aczkolwiek, z tego, co pamiętam, to metody SB to były np. komprmateriały czy tzw. kamulki. Czy ktoś jeszcze pamięta słowo "kamulki"? Bp Pieronek chyba nie.
Określenie "odpowiedzialność zbiorowa" w tym kontekście jest szczególnie ciekawe. No bo, jeśli uznamy, że SB była organizacją przestępczą, to jej funkcjonariusze z faktu przynależenia do niej, w tę przestępczą działaność byli uwikłani (zawsze pozostaje kwestia stopnia czy skali przestępstwa - co innego specjalista od "kamulków" czy "śrub odkręcanych w samochodzie", a co innego specjalista od komprmateriałów). To tak, jak członkowie mafii. Nie powiemy, że szeregowy członek mafii nie powinien stawać przed sądem, ponieważ niesprawiedliwie obarcza się go "odpowiedzialnością zbiorową" za samą przynależność do mafii. Tymczasem w prawie karnym przewidziane są sankcje właśnie za "samą przynależność" do grupy przestępczej. To, co piszę w tej chwili, to pewien elementarz, ale widocznie czasami trzeba i elementarne sprawy przypominać, gdy nawet biskupom widzenie świata się zamazuje.
Czy zatem totalitarna jest ustawa, którą konstruuje się po to, by wyeliminować z życia publicznego ludzi przynależących do organizacji przestępczej? Moim zdaniem nie. Biorąc jeszcze pod uwagę to, że "kary" za służbę systemowi represji z reguły są symboliczne, jeśli nie śmieszne (nawet np. zdegradowanie Jaruzelskiego dla wielu było czymś "nie do przyjęcia", bo przecież nie: rozstrzelanie za zdradę narodową). I wyjątkowo bałamutne wydają się tego typu stwierdzenia, jak te wygłaszane przez bpa Pieronka. Dochodzimy w ten sposób do skrajnego absurdu, sytuując się między "wszyscy byli umoczeni" (mądrość Kwaśniewskiego-Mordy) a "nie wolno stosować odpowiedzialności zbiorowej", a więc sprawę każdego funkcjonariusza systemu przemocy trzeba rozpatrywać z osobna i najlepiej w zwolnionym tempie, by komuś na odcisk nie nadepnąć.
W krótkim czasie przechodzimy jakiś nowy kurs historii, w której teraźniejszość przestaje istnieć, bo zakłamują ją w sferze publicznej i w świadomości społecznej nie tylko media czy sprzedajni komunistyczni politycy, ale i nawet księża biskupi.


Komentarze
Pokaż komentarze (64)