oto kwintesencja programu A. Kwaśniewskiego, którego "czas się zaczyna". "Proszę nie mówić językiem komisji śledczej", "dlaczego nie potrafi pan docenić wielkiego dorobku Polaków?", "czemu nie potrafi pan powiedzieć dobrego słowa o drugim człowieku?", "na kolana", "byłem inteligentny", "jestem skromny i czekam na dobre słowa, które pan po mnie powie", "czy chcemy być na peryferiach europejskich?", "załatwiłem wszystko", "pan to zepsuje tylko to, co pan potrafi zepsuć na tym świecie", "brak szacunku dla ciągłości państwa polskiego", "obrażanie ludzi", "nowy krok naprzód", "nikt nie wiedział, jak się przechodzi od komunizmu do demokracji", "sądy 24-godzinne zamują się sprawami furmanek", i "oczywista oczywistość" - wot i cały program Ole-Olka.
Cholera, to miała być debata jakaś? Nic dziwnego, że premier dosłownie grał na nosie Kwachowi. Ale pal diabli całą debatę, skoro TAK NAPRAWDĘ nikt jej nie umiał przygotować. Dziennikarze na poziomie uczniów szkoły średniej, zero jakichś fundamentalnych kwestii, klasyczne zapełnianie czasu antenowego. Albo ci dziennikarze nie wiedzieli, że z politykami się ostro rozmawia, albo nie wiedzieli, jakie pytania przygotować, bo są po prostu tacy słabi merytorycznie. To ostatnie obstawiam.
Dlaczego więc nikt nie zapytał, czy należy jeszcze przeprowadzać dekomunizację czy nie? Czy należy jeszcze czyścić struktury państwa, czy nie?
Dlaczego nikt nie zszedł na poziom budowania fundamentów polskiej państwowości? Tak, by obu polityków postawić pod ścianą. Ma być państwo minimum, czy państwo takie, jak Szwecja?
Polityka zagraniczna. Czy mamy sojuszników czy nie? Rosja - sojusznik czy potencjalny wróg? Niemcy - sojusznik, czy państwo, które nas trakutuje jak europejską kolonię? Ma być tarcza antyrakietowa, czy jest to błąd w sztuce?
Tymczasem program zszedł na klasyczne idiotyzmy, typu: "czy wolno kpić z byłego więźnia Oświęcimia?"
Ludzie, czy naprawdę to jest PROBLEM POLSKIEJ POLITYKI MIĘDZYNARODOWEJ? Albo inne pytanie M. Olejnik: "Kto miał najdłuższe wystąpienia w Bundestagu?" Co to, zagadki ze znajomości księgi Guinnessa?
Czy są jacyś dziennikarze umiejący prowadzić debatę między politykami mogącymi przejąć władzę w państwie?
Wygląda na to, że nie. A ludziom się wmawia, że istnieje jakaś IV władza. To są kpiny. W Polsce nie ma dziennikarzy gotowych stawić czoła politykom.


Komentarze
Pokaż komentarze (77)