Taką mniej więcej akcję pojednawczą jako wartą rozpropagowania wśród młodzieży widziałby legendarny Mirosław Sielatycki "wicedyrektor Biura Edukacji w Warszawie" i - jak skwapliwie dodaje dziennikarka "GW" - "były dyrektor Centralnego Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli". Czemu legendarny? On to bowiem - przypomnę niezorientowanym - należał do jednych z głównych ofiar kaczystowskiego reżimu, a dokładniej R. Giertycha, który z hukiem go wywalił z CODN za dążenie do promocji homoseksualizmu w szkołach za pomocą podręcznika o barokowym, mądrym tytule "Edukacja o prawach człowieka w pracy z młodzieżą". Wielkie nieba się zatrzęsły po tym wywaleniu, bo nawet Fundacja Helsińska szaty rozdzierała, ale nie o tym chciałem.
Oto dowiadujemy się z "GW" (http://www.gazetawyborcza.pl/1,75248,4542168.html), że ten przeklęty IPN, którego jeszcze żadna bomba atomowa nie rozwaliła w drobny mak (czy nie można by braci Moskali poprosić?), wymyślił kolejną chorą akcję, od której nie tylko dziennikarce A. Peździe włos się jeży na głowie, ale i w/w Sielatyckiemu, czułemu na punkcie praw człowieka chyba bardziej niż słynny bywalec salonu, którego nazwisko wszyscy doskonale znamy. O co chodzi? O "lekcje nienawiści". Wydawało się, że takie rzeczy to tylko w Chinach czy sowieckiej Rosji (ewentualnie na stadionach peerelowskich po "wydarzeniach radomskich"), a tu nie - drodzy Państwo - w Polsce AD 2007:
"IPN chce, by gimnazjaliści i licealiści szukali śladów ubeckich więzień, i wpaja uczniom: ubekom przebaczyć nie wolno!"
Czy w tym IPN-ie poszaleli kompletnie? Nie mają co robić? Nie wiedzą, czym się zajmować? Wszystko już zbadali? To jednak nie koniec. Dziennikarka ze zgrozą, kontynuuje:
"Na lakierowanej okładce mroczny więzienny korytarz, na odwrocie - mur z wyrytym niedokończonym napisem: "honor i...". Książka "Śladami zbrodni" wydana przez Instytut Pamięci Narodowej. Z nią w ręku nauczyciele historii mają poprowadzić uczniów (w wieku 13-19 lat) do "poznawania historii małych ojczyzn poprzez najbardziej dramatyczne przejawy terroru komunistycznego" ."
Jeszcze ta lakierowana okładka. Nie było na co pieniędzy wydawać? Dajcie mi telefon do tego Kurtyki, bo tam chyba nikt nie panuje nad sytuacją.
"IPN przygotowuje ich do tego zadania, drukując słownik ubeckiej więziennej grypsery:
• podskubywanie gęsi - wyrywanie włosów,
• loczki - wyrywanie całych pukli,
• poziomka - wznoszenie wyprężonego ciała w oparciu o końce stóp i dłoni z biciem,
• mała i duża konstytucja - bicie krótszym lub dłuższym prętem stalowym oblanym gumą,
• zabawa w jazz - wygrywanie rytmu na końcach palców nóg przesłuchiwanego „konstytucją” i nadeptywanie stóp podkutymi butami."
Mnie od razu, aż COŚ SIĘ DZIEJE, gdy to czytam. To takie rzeczy młodzieży chce się przekazywać? Nie można tego jakoś innymi słowami opowiedzieć? Grypsery młodzież ma się uczyć? Czekaj, pan, panie Kurtyka, już gdy LiD z PO władzę przejmie ("tak jak chcą Polacy", o czym informuje nas co drugie medium), zrobi porządek z tymi eksperymentami dydaktycznymi. Ale i to jeszcze nie koniec. Pezda dodaje:
"Inną pomocą w prowadzeniu lekcji ma być gra symulacyjna. Były ubek, dziś właściciel firmy deweloperskiej, stawia w miejscu ubeckiego aresztu osiedle. Protestuje młody człowiek z transparentem: "Zabiliście mojego dziadka, a teraz zabijacie pamięć o nim. Chcecie zabić również mnie!". Uczniowie mają zagrać role mieszkańców: jedni chcą ocalić budynek jako miejsce pamięci, drudzy wolą osiedle. Do wykorzystania w dyskusji IPN podsuwa życiorysy akowców oraz autentyczne listy ich dzieci do rodziców w więzieniu. Z drugiej strony jest wymyślony życiorys ubeka dewelopera."
I czy nie zamącą młodym w głowie tymi "wymyślonymi życiorysami"? Kto to widział bowiem jakiegoś bogatego ubeka, ludzie?! Opamiętajcie się w tym IPN-ie, zanim wyśle się do Was Inspekcję Robotniczo-Chłopską (bo przecież nie NIK, który jest sterowany)! Ale to jeszcze też nie koniec:
"Potem IPN poleca dyskusję: "Czy wolno przebaczyć wrogowi?". Za tło służy dialog Ofiary i Kata z czasów stalinowskich. Po latach spotykają się w samolocie:
O.: O, pan pracował kiedyś w UB, nieprawdaż?
K.: (zmieszany) Tak, właściwie to tak (...). Pan rozumie, ktoś musiał dbać o porządek. (...)
O.: Jak mogliście krzywdzić innych ludzi za nic?
K.: Wie pan, rodzina, małe dzieci. (...)
Ofiara przebacza ("Dziś nie ma to żadnego znaczenia"), ale następnego dnia wysyła katowi list: "Nie wybaczę panu za to, że nosi pan tę twarz, która powraca do mnie w najgorszych wspomnieniach"."
No i nie wiadomo, czy przebacza, czy nie przebacza. Łeb człowiekowi pęka z tego wszystkiego i na samą myśl o IPN-ie zapala sę czerwona alarmowa lampka z napisem "jak tak można?" Nic dziwnego więc, że ogarnia to wszystko swym światłym umysłem legendarny nauczyciel (Nauczyciel) Sielatycki, ubierając swą pozłacaną myśl w te słowy:
"To nie jest rzetelny materiał dydaktyczny. To sianie nienawiści"
Po tym wstępie właściwie pozostaje nam zamilknąć, spuścić głowy, jak na apelu szkolnym po reprymendzie "pana derektora". Oj, Kurtyka, Kurtyka. Sielatycki jednak nie poprzestaje na reprymendzie i wbija osinowy kołek w samo serce:
"Dlaczego nie ma odniesień do polskich wzorów przebaczenia, np. do orędzia biskupów polskich do niemieckich z 1966 r. ze słowami: "wybaczamy i prosimy o wybaczenie"?"
Tym kołkiem przewierca serce na różne strony - w lewo:
"I czy to przypadek, że ubek jest dziś zamożnym deweloperem?"
i w prawo:
"Widać propagandę PiS."
No, Kurtyka, teraz wiecie, gdzieście zaszli z tym sianiem nienawiści i na czyje zlecenie. Sielatycki otrząsa kołek z krwi:
"Zbrodnie komunistyczne to ważny problem i powinno się o tym w szkole mówić. Ale nie tak."
Jasne, że nie tak. Jakże TAK? I co to, nie ma, do cholery, innych tematów niż UB? W kółko o tym UB i UB. Przecież historia Polski to nie tylko UB, nie?:
"Tematy kontrowersyjne jak stosunki polsko-ukraińskie albo polsko-żydowskie są zakazane (chyba że tak jednoznaczne jak "Sprawiedliwy wśród Narodów Świata")."
Zakazane, a jakże. Sielatycki pewnie nawet nie zajrzał na stronę IPN-u, by przejrzeć ilość publikowanych materiałów na "zakazane tematy". No ale on nie jest od tego, w końcu i na takie pierdoły nie musi mieć czasu. On jest od praw człowieka i jedynie słusznej dydaktyki, dlatego mam nadzieję, że w rządzie zgody narodowej PO-LiD-PSL dostanie stanowisko ("dyskryminowanego" ongiś) ministra edukacji. Nawet jeśliby to miał być wielki koalicyjny gabinet cieni.


Komentarze
Pokaż komentarze (70)