A. Nicpoń napisał wczoraj, że fakt podpisania lub niepodpisania przez Polskę Traktatu Reformującego w przeddzień wyborów będzie decydujący dla ewentualnego poparcia dla PiS-u lub jego cofnięcia:
"Jeśli zostanie podpisany Unia nabedzie osobowość prawną- stanie sie superpaństwem. Prawo unijne stanie się nadrzedne nad prawem polskim. Rzeczpospolita Polska zostanie praktycznie zlikwidowana jako suwerenne państwo a stanie sie jedna z wielu prowincji Imperium.Podpisanie tego traktatu jest równoznaczne ze zdrada stanu.Żadne tam Joaniny. Żadne tam reformy. Znikna państwa narodowe ze swoją niepodleglością a w to miejsce powstanie Związek Socjalistycznych Republik Europejskich.Odpowiedzialnośc za podpisanie lub nie tego traktatu spoczywa na PiS a osobiście na Kaczyńskim, bo on tu, w Polsce, jest aktualnie realnym władcą. Władcą, który może ocalić lub sprzedać naszą niepodległość. Niepodległość, za którą przelewano krew."Wprawdzie Nicpoń liczy na to, że "ubiegną" nas Brytyjczycy, którzy od początku zgłaszają votum separatum w sprawie "pogłębiania procesu integracji", niemniej:
"jest też taka możliwość i wcale jej nie wykluczam, że Kaczor polegnie na tej sprawie. Nie wiem, bo nikt z nas nie wie, jakie sa realia. Czy w ogóle można nie podpisać tego traktatu. Nie wiem tez tego, czy Kaczor nie działa po Ciemnej Stronie Mocy i jego celem nie jest przypadkiem wsadzenie nas do Eurokołchoza."(http://crusader.salon24.pl/index.html)
Cieszy zatem Nicponia, że dojdzie do ostatecznej, rozstrzygającej niejako sytuacji, w której dowiemy się, jaki jest PiS i czy warto go w wyborach popierać, czy nie. Ja mam zaś wątpliwości, czy ten dylemat został prawidłowo sformułowany. Warto bowiem pamiętać, że PiS od początku był niby przeciw UE, ale "za", w końcu. Innymi słowy nie zapierał się PiS rękami i nogami przed akcesją (w okresie przedreferendalnym), tak jak to czynił UPR czy ówczesny LPR. Przez ostatnie dwa lata rządów z kolei PiS wprawdzie demonstrował rozmaite postawy kontestatorskie czy wzmacniające Polskę, ale przecież nie kwestionował procesu "pogłębiania i poszerzania integracji", ani tym bardziej sensowności wprowadzania Traktatu Reformującego. Słyszeliśmy jedynie znowu o "Europie ojczyzn", a nie superpaństwie, ale kto nam da gwarancję, że nie były to takie same, jak przed referendum akcesyjnym, elementy odmiennej jeno retoryki? Mnie osobiście podoba się, że PiS wywija szabelką na arenie UE i że z tego powodu białej gorączki dostają Niemcy czy Rosja (vide kwestia relacji UE z tym krajem), czy jednak PiS jest jakoś generalnie przeciwny idei stojącej "za Traktatem"? PiS sądzi raczej, że UE "da się jakoś ucywilizować" nawet, jeśli Traktat wejdzie w życie.
Moja kolejna wątpliwość wiąże się z tezą, że po podpisaniu Traktatu powstanie superpaństwo. Z tego, co wiem, dopiero ratyfikacja tego dokumentu w poszczególnych krajach sprawi, że nabierze on pełnej mocy prawnej i "superpaństwotwórczej". Oczywiście pozostaje kwestią otwartą także, czy UE zamieni się w superpaństwo, czy nie, gdyż sytuacja geopolityczna jest dość zmienna i w przypadku zawiązania się jakichś mocnych koalicji, przeciwnych tego typu tworowi (Polska + UK + kraje nadbałtyckie itd.), proces przekształcania UE zmierzający w kierunku jakiejś superstruktury może zostać osłabiony, jeśli nie powstrzymany. Więcej jednak jak na razie jest przesłanek, że do superpaństwa wszystko zmierza aniżeli że nie zmierza (zwł. lektura Traktatu to potwierdza), przyznaję.
O ile ogólne przesłanie Nicponia jest słuszne: jeśliby PiS poparł superpaństwo, to wtedy do diabła z PiS-em, o tyle akcent położyłbym na co innego. Nie podejrzewam wszak, by premier Kaczyński sprzeciwił się podpisaniu Traktatu przed wyborami choćby z tego powodu, by znowu nie rozgorzała w kampanii słynna "wizja Białourusi", którą tylu światłych z prawa i lewa nas straszyło przed referendum. Sam byłem przeciwny wejściu Polski do UE i nadal uważam, że pozostanie poza tą strukturą i samodzielne rozwijanie się jako zmierzające do kapitalizmu, wolne państwo, a nie substruktura czy sub-region UE byłoby korzystniejsze dla naszego kraju. Nie wydaje mi się jednak, by niepodpisanie Traktatu mogło być tym "koronnym argumentem przeciw PiS-owi". Dla kogoś, kto "pogodził się" z wizją polityczną PiS-u w tej materii (czy przemyślaną i uzasadnioną, to osobna sprawa), a uznał, że na razie ważniejsza jest walka z zagonami III RP, ta kwestia chyba nie będzie rozstrzygająca o poparciu lub jego braku. Sądzę, że decydująca będzie inna kwestia i na nią położyłbym akcent: chodzi o ratyfikowanie Traktatu. Jeśliby PiS poszedł za zaleceniami niektórych eurokratów, by dokonać jej wyłącznie na poziomie parlamentarnym, to oczywiście, należałoby to uznać za zdradę polskich tradycji niepodległościowych. Jeśli PiS nie zechce poddać Traktatu ogólnokrajowemu referendum, to ja również uznam to ugrupowanie za antypolskie. Co gorsza już kiedyś w wywiadzie P. Gosiewski wyraził (nie wiem, czy na właśną rękę, czy nie) myśl, że PiS będzie za ratyfikacją przez parlament.
Pozostaje jednak - czego Nicpoń także nie wziął pod uwagę - inna sprawa. Wyobraźmy sobie, że PiS poddaje ten nieszczęsny Traktat pod ocenę obywateli, a ci - nawet niekoniecznie pod wpływem zmasowanej prounijnej propagandy, z jaką mieliśmy do czynienia przed referendum akcesyjnym, w trakcie której wmawiano nam, że "nie ma alternatywy", zaś ci, co są przeciw, to "Białorusini" - poprą gremialnie ideę superpaństwa. I co wtedy? Co w sytuacji, w której sami Polacy zachcą żyć w nowym Sojuzie?
Dlatego problem wydaje się dużo głębszy. Błąd popełniony został na początku, gdy od pierwszych lat po "obaleniu komunizmu" przystąpiono do "dostosowywania Polski do wymogów UE", gdy nawet nie próbowano budować "wilczego kapitalizmu", tylko rach-ciach z jednego socjalizmu zaczęto transformować państwo w inny, ulepszony socjalizm, o czym już zresztą pisałem parę miesięcy temu. Teraz w ten proces zabrnęliśmy tak daleko, że nie sądzę, by jednym podpisem czy jego brakiem, można było taki proces zanegować. Jedynie decyzja obywateli mogłaby coś tu zmienić. Nie jest to zatem kwestia wyłącznie polityczna (zależąca od decyzji tej czy innej partii), lecz problem mentalności współczesnych Polaków. Może oni naprawdę chcą superpaństwa?


Komentarze
Pokaż komentarze (54)