Free Your Mind Free Your Mind
123
BLOG

Czytając Wildsteina

Free Your Mind Free Your Mind Polityka Obserwuj notkę 42

mam wrażenie, że pominął on pewien istotny szczegół, opisując konstytuowanie się tzw. III RP. Już kiedyś pisałem, że tak naprawdę określenia "III RP" czy "IV RP" to dla mnie pewne slogany mitotwórcze, a nie wyrażenia opisujące naszą rzeczywistość społeczno-polityczną, ale przyjmijmy, że mówiąc o "III RP" mamy na myśli to coś, co montowano u nas na kształt państwa pod czujnym okiem komunistów po 1989 r. Wildstein słusznie zwraca uwagę na to, że:

""Solidarność" od początku deklarowała wolę porozumienia z rządcami PRL, na co skazana była przez ówczesne warunki polityczne. Nie zmienia to faktu, że Okrągły Stół elit rządowo-opozycyjnych, niezależnie od pozytywnych zmian, jakie wprowadzał w rzeczywistość PRL, był aktem niedemokratycznym. Porozumienia stanowiące jego owoc były krokiem w kierunku demokracji, ale z pewnością demokracji nie tworzyły. Trudno za taką uznać możliwość wyboru 35 proc. miejsc w Sejmie przy rozlicznych dodatkowych zabezpieczeniach komunistycznej władzy."

(http://www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_071006/plus_minus_a_3.html)

a szczególnie ma rację, gdy pisze:

"Manifestacją antydemokratycznego ducha była w tym kontekście obowiązująca w nowym establishmencie władzy doktryna streszczona po raz pierwszy przez Bronisława Geremka, który przywołał maksymę pacta sunt servanda - umowy zobowiązują. Znamienne, że całość maksymy brzmi: pacta sunt servanda e rebus sic stantibus - umowy zobowiązują w tym samym sta nie rzeczy. Stan rzeczy uległ diametralnej zmianie, ale sygnatariusze, również opozycyjnej strony, robili wszystko, aby umowę utrzymać w mocy. Niezależnie zresztą od maksymy pomysł, aby życie społeczeństwa na trwałe określone było przez niekonsultowane szerzej i nieweryfikowane porozumienie elit, z demokracją nie ma nic wspólnego."

Wszystko to prawda, łącznie z opisem procesu oligarchizacji w Polsce, a zwł. tworzeniem się medialnej, niemal monopolistycznej "zaprawy" całego systemu, w postaci takich opiniotwórczych tytułów, jak "GW", (odnowiona po komunizmie)  "Polityka" oraz "Tygodnik Powszechny" (o radiu i telewizji nie wspominając). Prawdą jest także, że:

"Brak dekomunizacji powodował, że również korpus urzędniczy i wymiar sprawiedliwości pozostały zdominowane przez ludzi PRL, którzy dzięki zawartym wówczas znajomościom i wspólnym przedsięwzięciom w dużej mierze kontrolowali polską politykę. Tajne służby III RP, zwłaszcza WSI, pozostawały pod kontrolą dawnych funkcjonariuszy. W małym stopniu zmianie uległ korpus oficerski. To samo dotyczy MSZ. PRL-owskie środowiska zdominowały korporacje, które miały istotne znaczenie dla funkcjonowania państwa i jego kultury: prawnicze, uniwersyteckie, nauczycielskie. W niektórych nastąpiło znamienne odwrócenie sojuszy. Inteligencja zbuntowana przeciw PRL przeprosiła się ze swoimi dawnymi przeciwnikami ze strony komunistycznej władzy. Integracja ta wzmacniała siłę korporacji. A układ korporacyjny to również element oligarchii."

Nawiasem mówiąc, dziś rano w "Sygnałach Dnia" słyszałem rozmowę z językoznawcą, który cierpliwie tłumaczył niezorientowanym słuchaczom, że termin "korporacja" ma konotacje neutralne i nie powinien być traktowany ani jako określenie pozytywne, ani negatywne (skąd my to znamy?) - tak jakby niemożliwe było użycie neutralnego terminu do opisu jakiejś patologii, a tym samym nadanie temu terminowi nowego, właśnie pejoratywnego znaczenia. Mniejsza z tym.

Wracam do Wildsteina. Zabrakło mi w tej diagnozie jednej istotnej jeszcze obserwacji, którą czyniło wielu już komentatorów, by wymienić choćby R. Legutkę, A. Nowaka, Z. Krasnodębskiego  czy R. Ziemkiewicza w jego znakomitej "Michnikowszczyznie". Chodzi o uznanie nie tylko społeczeństwa za potencjalny materiał "kontrrewolucyjny" w kontekście historycznej "aksamitnej rewolucji" dokonującej się, jak nas wielokrotnie przekonywano, bez przelania ani jednej kropli polskiej krwi (to że tam paru księży jeszcze jakoś zniknęło z tego świata w 1989 r., to był oczywiście splot nieszczęśliwych wypadków). Wildstein mówi o "nacjonalistycznym ciemnogrodzie". Problemem dla "nowych-starych elit nowego-starego panstwa było jednak nie tylko społeczeństwo, ale i Kościół. Przecież to z nim rozpoczęto dość zgodną walkę na łamach nowych-starych mediów. Iranizacją, islamizacją i innymi "zagrożeniami" ze strony "narastającej władzy" i "rosnących wpływów Kościoła" straszył zgodnie i Michnik, i Urban, przecież. W "Polityce" o pierwszych komuniach publikowano reportaże koncentrujące się na "przemyśle religijnym" towarzyszącym świętowaniu przyjmowania przez dzieci tego sakramentu. A co wypisywano nt. Jana Pawła II?

Od początku zatem okrągłostołowe i okrągłomyślące elity miały jasną wizję państwa będącą jakimś unowocześnionym modelem peerelu, który nieustannie definiował Kościół jako wroga nr 1. Takiej wizji Kościoła po 1989 r. sprzyjała ideologia "liberalizmu" rozumianego antychrześcijańsko, a szczególnie antykatolicko. Postawy religijne obywateli traktowano jako "funadamentalistyczne", czyli "paraliżujące wolność innych". Manifestowanie postaw religijnych uznawano za "obrażanie uczuć niewierzących". Kulminacją tej chorej kompletnie wizji "liberalizmu" było sformułowanie pokracznej Konstytucji z 1997 r., w której - nie wiedzieć czemu - na równi potraktowano większość związanych z katolicyzmem Polaków z mniejszością "niewierzących", ateizujących czy wprost antyreligijnych obywateli.    

Akcentowanie przez Wildsteina roli patologii politycznych i ekonomicznych (do oligarchizacji trzeba by dodać jeszcze mieszanie się biznesu z przestępczością i z rosyjskimi wpływami) w Polsce po 1989 r. niejako w przeciwstawieniu do pomysłu na zmianę Polski proponowanego przez PiS (i, jak dotąd realizowanego ze zmiennym szczęściem, wciąż jednak mającego poparcie społeczne) - jest ze wszech miar uzasadnione. Dodałbym jednak do tego kwestię światopoglądową. PiS wszak otwarcie zamanifestował przywiązanie do "znienawidzonego przez elity" (nie tylko okrągłostołowe, bo przecież i te zasiadające w redakcyjnych fotelach "Tygodnika Powszechnego", a tak dokumentnie wyszydzone przez S. Kisielewskiego w jego "Dziennikach") - "ludowego katolicyzmu". Naraz całe rzesze ludzi przestały być traktowane jako ciemnota, tylko normalni obywatele niekryjący się ze swoją religijnością i tacy, którzy nie muszą się tej religijności wstydzić, czy z niej tłumaczyć.

Dla "liberałów" to było "przelanie kielicha goryczy". Sądzili oni bowiem, że w nowej - prounijnej dodajmy - Polsce, religijność zostanie zepchnięta do sfery prywatności i stopniowo zniknie ze sfery publicznej. Ekspansja ideologii politycznej poprawności nie miała jedynie charakteru małpiego naśladowania najgłupszych światopoglądowych pomysłów Zachodu, ale programowego "formowania nowej swiadomości obywatelskiej". Tryumfy komunistów po klęsce AWS-u, wysokie nakłady gadzinówki Urbana oraz rozpasanie rozmaitych antykatolickich publicystów, "artystów" (słynne instalacje, rzeźby itd.) czy "satyryków" świadczyły, że wolność obywatelska rozumiana antychrześcijańsko jest już na dobre zakorzeniona w naszym społeczeństwie. Zaczęły jednakże rosnąć w siłę media katolickie, które w końcu doprowadziły także do tak istotnych zmian na scenie politycznej (wzmacniając choćby idący do władzy PiS), że Kościół niejako "odzyskał straconą pozycję" w naszym państwie.

Ja wiem, że dla "rzeczników III RP" taka sytuacja jest nie do przyjęcia, lecz niewiele mnie to obchodzi. Ciekawe są końcowe wnioski Wildsteina:

"Klasyczna arystokracja wychowywana była w rygorystycznych zasadach według utrwalonych przez pokolenia norm. Nowa autopromująca i określająca się jako elita sama dla siebie i dla innych usiłuje stwarzać normy. Powodowani pychą oświeceni wymyślają ostateczne rozwiązania, aby "emancypować" ich zdaniem uwięziony w tradycyjnej kulturze plebs. Oderwani od życia, tracą poczucie zdrowego rozsądku. To oni wykorzystują UE, aby budować w niej współczesną oligarchię. I to przed nimi trzeba bronić dziś europejskiej kultury i demokracji."

Zgadzam się z tym całkowicie. Musimy się bronić przed oligarchami - nie tylko w polityce czy biznesie, ale także w polskiej kulturze, która jest istotną częścią kultury europejskiej. 

 

https://yurigagarinblog.wordpress.com/2014/02/03/komplet/ (pod tym adresem dostępne są moje przeróżne opracowania z "Czerwoną stroną Księżyca" i aneksami do niej włącznie); polecam jeszcze tę moją analizę z 2024 r. zamieszczoną gościnnie u prof. M. Dakowskiego: https://dakowski.pl/wokol-hipotezy-dwoch-miejsc-free-your-mind/ ) legendarne dialogi piwniczne ludzi zapiwniczonych w Irlandii 2 (before you read me you gotta learn how to see me) free your mind and the rest will follow, be colorblind, don't be so shallow "bot, który się postom nie kłania" [Docent Stopczyk] "FYM, to wesoły emeryt, który już nic, ale to absolutnie nic nie musi już robić" [partyzant] "Bot FYM, tak jak kilka innych botów namierza posty i wpisy "z układu" i daje im odpór" [falstafik] "Czy robi to w nocy? W takim razie – kiedy śpi? Bo jeśli FYM od rana do późnej nocy non-stop tkwi przy komputerze, a w godzinach ciszy nocnej zapewne przygotowuje sobie kolejne wpisy, to kiedy na przykład spożywa strawę?" [Sadurski] "Ale teraz zadam Sadurskiemu pytanie: Załóżmy, że "wyśledzi" pan w przyszłości jeszcze kilku FYM-ów, a któryś odpowie prostolinijnie, że jest inwalidą i jedyną jego radością (z przyczyn wiadomych) jest pisanie w S24, to czy pan będzie domagał się dowodów,czy uwierzy na słowo?" [osa 1230] "Zagrożenia dla pluralizmu w ramach Salonu widzę w tym, że niektórzy blogerzy - w tym właśnie FYM - wypraszają ludzi, z którymi się nie zgadzają. A zatem dojdzie do "bałkanizacji" Salonu: każdy będzie otoczony swoją grupką zwolennikow, ale nie będzie realnej dyskusji w ramach poszczególnych blogów. Myślę, że nie daję przykładu takiego wykluczania." [Sadurski] "Już nawet nie warto tego bełkotu czytać, spod jednego buta i z jednego biura. Na fanatyków i pałkarzy lekarstwa nie ma."[Igła] "FYM już kupił S24 swoim pisaniem, jest teraz jego twarzą. Po okresie Galby i katatyny nastąpił czas dziennikarzy "Gazety Polskiej". Ten przechył i stalinopodobne teorie spiskowe, jakie się wylewają z jego bloga oraz innych mu podpbnych - przyciągają do Salonu nastepnych i następnych. Tu już od dawna nie zależy nikomu na rzetelności i klasie pisania - lecz na tym, aby było klikanie, aby było głośno i kontrowejsyjnie. Promowanie takich ludzi jak FYM i Paliwoda - jest całkowicie jednoznaczne."[Azrael] "Ale jaki jest problem?"[Kwaśniewski] kwestia archiwów IPN-u Janke: "Nigdy nie mówiliście o pełnym otwarciu?" Komorowski: Co to znaczy otwarcie?" "Trudno zrozumieć, jak można ogłupić społeczeństwo. Dlaczego tylu ludzi ośmiela się nazywać zdrajcą Wojciecha Jaruzelskiego. (Edmund Twardowski, Warszawa) " [tzw. listy czytelników do "Trybuny"] "Z przykrością stwierdzam, że prezydent nie przedstawił żadnych propozycji ws. służby zdrowia" [Tusk] "Niewidzialna ręka rynku, jak sama nazwa wskazuje, jest ślepa." [ekspert w radiowej audycji prowadzonej przez R. Bugaja] "Mamy otwarte granice, miejmy też otwarte umysły. Jasna Góra horyzontów rządowi i parlamentarzystom nie rozszerzy. (S. Barbarska, woj. wielkopolskie) " [tzw. czytelniczka "Trybuny"]

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (42)

Inne tematy w dziale Polityka