Wygląda na to, że szef PO wcale nie blefował z występowaniem przed audytorium mediów toruńskich, tylko naprawdę prze do tego spotkania. No, kto by pomyślał? Czy sam na to wpadł, czy bystrzak jakiś ze sztabu mu podsunął, nie ma to już większego znaczenia, grunt bowiem, że - kto wie - może do takiej konfrontacji dojdzie? Trzeba więc przyznać, że jest to jakiś wyraz cywilnej odwagi D. Tuska, o którą go do tej pory nie podejrzewałem. Oczywiście, wiele zależy od dobrej woli o. T. Rydzyka, ale nie wiem, czy nie zaryzykuje on po prostu umożliwienia szefowi PO takiego wiekopomnego występu.
Nie wiadomo też, jakie są rzeczywiste intencje Tuska. Gdy wybierał się na spotkanie z prezydentem, to różnie "ludzie gadali", a po słynnej czterogodzinnej rozmowie już się wydawało, że słońce nad Polską wzeszło, dopóki grom z jasnego nieba nie walnął w Tuska i dopóki znowu się on nie przestawił na antykaczystowskiego okrutnika. Czy teraz, w sytuacji szykowania się do wystąpienia w mediach toruńskich, szef PO nie szykuje podobnej akcji? Czy chce wystawić rękę do zgody, czy raczej dowieść "światu", że audytorium RM czy TV Trwam to ostatnie buraczane zastępy, których poważnie nikt nie powinien tralktować, a już szczególnie żadna partia polityczna?
Najciekawsze jest to, że nawet mając jakąś przygotowaną strategię działania, Tusk nie jest w stanie przewidzieć przebiegu takiego spotkania (chyba że np. zakłada z góry, że jak coś będzie "nie tak", to wyjdzie ze studia). Czy zamierza zaszarżować, czy też chce jakoś rozsadzić polityczny plan Kaczyńskiego, który przecież uwzględnia poparcie, jakiego udziela mu od dwóch lat RM czy TV Trwam? Gdyby bowiem obrał taktykę udowadniania, że PO wcale nie jest jakaś antyklerykalna,"antytoruńska", że Polacy powinni razem jakoś na rzeczywistość polską patrzeć, że należy pomyśleć o tym nieszczęsnym, wyśmianym już na sto sposobów PO-PiS-ie, że dość już wzajemnych sporów itd., to - zakładając, że taka przemowa byłaby szczera (czy nie byłby to nagle inny Tusk?), zmieniłoby to i nastawienie mediów toruńskich do PO, nastawienie wyborców do PO i nastawienie PiS-u do PO. Mogłoby to się nawet przełożyć na wzrost poparcia społecznego ("Tusk przestał wariować i stara się pojednać Polaków"). Nie wiem, wprawdzie, jakby to przyjęli inni platformersi, ale to na razie nieistotne. Gdyby jednak chciał się tam wybrać z zamiarem robienia awantury "o wszystko", to nic dobrego z takiego występu nie wyniknie ani dla niego, ani dla PO.
Przyznaję, że samo to zapętlenie sytuacji, świadczące o tym, że Tusk pojął już na czym polega polityczna intryga, tzn. takie namotanie wątków, że nie wiadomo, na co "wypadnie", sprawia, że jeden punkt Tusk ode mnie otrzymuje i zaczyna się on (Tusk, oczywiście) wyłaniać z cienia po długich tygodniach strzelania do własnej bramki. Rzecz jasna, nic wielkiego z tego nie musi wyniknąć, jak wspomniałem wyżej, lecz samą intrygę docenić trzeba. Tedy doceniam.


Komentarze
Pokaż komentarze (84)