Free Your Mind Free Your Mind
88
BLOG

Kłopotowski nie ma racji

Free Your Mind Free Your Mind Polityka Obserwuj notkę 24

Choć cenię sobie pióro K. Kłopotowskiego i jego niezależność myślenia, muszę zgłosić swego rodzaju votum separatum. Jestem bowiem przekonany, że sztuka nie ma żadnych, ale to żadnych powinności politycznych. Nie możemy więc oczekiwać od niej, że podąży w takim czy innym kierunku, że dokona takiego czy innego rozliczenia, że wreszcie "zrobi to, co chcemy, by zrobiła". Sprawa postawiona przez Kłopotowskiego jest poważna i warto się nad nią dłużej zatrzymać, wobec tego nie piszę po prostu komentarza, lecz polemikę.

Owszem, możemy utyskiwać, że np. Amerykanie potrafią znakomicie obrazować swoje najdrobniejsze historyczne epizody, że mają swoją fabrykę snów, dzięki której niemal każdy, kto naoglądał się amerykańskich filmów daje się uwieść temu, co zwie się American Dream - Polska natomiast nie ma (bierzmy pod uwagę także możliwości techniczno-finansowe polskich twórców). Możemy się burzyć na to, że nie powstają filmy o Polsce Podziemnej, o Sergiuszu Piaseckim czy rotmistrzu Pileckim, o Nieldorfie czy o wielu innych bohaterach, o których Amerykanie mogliby jedynie pomarzyć. Nie możemy jednak w jakiejś mierze WYMAGAĆ od twórców, by zajęli się tym a tym. "Zróbcie to a to w sztuce", to formuła de facto paraliżująca swobodę tworzenia. Mam na myśli, naturalnie, prawdziwą, wysoką jakościowo sztukę, a nie jakąś masową produkcję czy "sztukę" o charakterze komercyjnym.

W myśl bowiem takiego rozumowania, należałoby np. W. Gombrowicza za wszelką cenę namawiać w 1939 r. do powrotu do kraju i najlepiej do opisania trwającej wojny. "Masz pan talent, opisz pan okupację niemiecką i sowiecką". Witkacemu zaś należałoby wybić z głowy jakieś "powieści-worki", w których dyskutuje on ze współczesnymi sobie filozofami i literatami, tylko zalecić: "opisz pan porządnie np. zamach majowy - napisz to pan po ludzku i dla ludzi, a nie tak, że zdanie wielokrotnie złożone ciągnie się przez dwie strony i nie wiadomo już, czy to mówi narrator, bohater czy pan, jako, kurde, zewnętrzny wobec dzieła podmiot". Mało tego, zgodnie z taką myślą, W. Odojewski, którego maszynopis "Zasypie wszystko, zawieje..." peerelowscy recenzenci wewnętrzni ocenili niezwykle wysoko, powinien był się zgodzić z delikatną sugestią wydawcy, by tylko wyeliminować słowo "Katyń". Powieść ukazałaby się w wielkim nakładzie i okrzyknięta byłaby arcydziełem w Ludowej Polsce, a Odojewski noszony byłby na rękach niekoniecznie na pochodach pierwszomajowych, ale na rozmaitych "targach książki" na pewno.

Powtarzam: sztuka nie ma żadnych zobowiązań politycznych, wobec tego domaganie się od niej, by stanęła po takiej czy innej stronie jest instrumentalizacją i sztuki, i dzieła, i samej działalności twórcy. Innymi słowy, sztuka może się w pełni rozwijać w warunkach wolności - przy czym ta wolność może być rozumiana różnorako. Może być wolność "zewnętrzna", w sensie swobody działania w sferze publicznej (vide rozmaite obrazoburcze działania), ale też może być wolność wewnętrzna, duchowa, intelektualna, która ma rację bytu także w warunkach niewoli (stąd dzieła powstające nawet w obozach koncentracyjnych czy łagrach). Tworzenie nie jest możliwe w warunkach, by tak rzec, "intelektualnego" czy "kulturowego" przymusu. Rzecz jasna, jest cała masa pseudotwórców, którzy wprost czekają z niecierpliwością na zlecenia "do zrealizowania" i ochoczo je wypełniają (stąd mamy zalew pseudoliteratury czy pseudosztuki), szczególnie, gdy tym zamówieniom towarzyszą konkretne pieniądze. Kłopotowski raczy się nie zauważać, że po 1989 r. wytworzyła się też jakaś zdeformowana forma promowania sztuki (w której prym zaczęły wieść, niby przypadkiem, te same ośrodki, które sprawowały neo-monopol medialny). Wieloletnia tradycja nagrody "Nike" jest tego doskonałym przykładem. Filmy-"młoty na czarownice", typu "Uprowadzenie Agaty" czy "Ekipa", to kolejne przykłady pierwsze z brzegu, jakie mi się nawijają.

Zmierzam do tego, że wołanie Kłopotowskiego abstrahuje zupełnie od zdeformowanego całkowicie systemu "sterowania gustami" poprzez rozmaite "rankingi", "ekspertyzy", "promocje" itd. Jest wielu twórców, którzy odnieśli sukces wyłącznie dlatego, że tworzyli tak, jak "podpowiadał" salon. Idealnie rozpoznając "oczekiwania" politycznie nastawionych krytyków literackich czy innych "mecenasów", potrafili się ci twórcy doskonale wpasować w "zapotrzebowania rynku" - potem zaś takich "wiernych salonowi" artystów pchała machina promocyjna działająca na takiej samej zasadzie, jak peerelowskie kuźnie talentów i kolektywy inżynierów dusz.

Tej patologii z promowaniem ludzi, którzy bez tejże promocji (i rozmaitych ułatwień na drodze życiowej) mieliby o wiele większe problemy z "wypłynięciem" niż im się wydaje, nie możemy zastępować taką wizją kultury, w której "artysta ma powinność zajęcia się pewnymi sprawami". Proszę zauważyć, że olbrzymia część dzieł powstających po 1989 r. jak ognia unikała polityki (a im bardziej jej unikała, tym wyżej była nagradzana) albo ukazywała ją na zasadzie jakiejś redukcji do absurdu czy kompletnej paranoi. Według mnie to był także znak czasów: poruszanie tematów drugorzędnych, by przypadkiem nie zajmować się choćby kwestią zamazania granic między peerelem a postpeerelem, kwestią "zdrady Solidarności" czy kwestią nieprzeprowadzenia dekomunizacji. 

O ile jednak nienormalna presja na twórców, polegająca na tym, by "nie politykować" spowodowała regres w naszej współczesnej kulturze, o tyle imperatyw "politykujcie, jak najbardziej" (i to na takie tematy, które wam podsuniemy), wcale nie będzie "prostowaniem ścieżek". Z regresu wywołanego komercjalizacją polskiej kultury i podporządkowaniem jej salonowemu paradygmatowi politpoprawności możemy otrząsnąć się stosunkowo szybko i łatwo, o ile komuniści nie powrócą do władzy przy wsparciu jakiejś "postsolidarnościowej protezy". Nie możemy natomiast myśleć o kulturze w perspektywie konstruowania dla niej kolejnego "światopoglądowego wzorca".

Mówiąc prościej: krytykom jak najdalej od twórców. Im więcej twórca będzie miał swobody, tym lepsze dzieło wytworzy (pod oczywistym warunkiem, że ma talent). Jeśli bowiem krytycy będą podsuwać tematy twórcom, to nic dobrego z tego nie wyjdzie, bo pojawiać się będą koniunkturaliści a rebours, tzn. tacy, co są w stanie wyczuć, czego się od nich oczekuje i - w związku z tym - na czym da się aktualnie zarobić. Prawdziwa sztuka nie ma nic wspólnego z koniunkturalizmem i Kłopotowski na pewno doskonale to wie.

Dlatego jedyne, czego nam trzeba obecnie, to poszerzania przestrzeni wolności (choćby poprzez walkę z monopolami czy "kulturowymi oligarchami"). Porządne dzieła (także historyczne czy "rozliczeniowe"), pojawią się same - bez niczyjego ponaglania czy podpowiadania. Chyba że nam zależy na takim poziomie sztuki, jaki reprezentuje np. E. Redliński w jego książce "Krfotok".    

(http://klopotowski.salon24.pl/38635,index.html)

https://yurigagarinblog.wordpress.com/2014/02/03/komplet/ (pod tym adresem dostępne są moje przeróżne opracowania z "Czerwoną stroną Księżyca" i aneksami do niej włącznie); polecam jeszcze tę moją analizę z 2024 r. zamieszczoną gościnnie u prof. M. Dakowskiego: https://dakowski.pl/wokol-hipotezy-dwoch-miejsc-free-your-mind/ ) legendarne dialogi piwniczne ludzi zapiwniczonych w Irlandii 2 (before you read me you gotta learn how to see me) free your mind and the rest will follow, be colorblind, don't be so shallow "bot, który się postom nie kłania" [Docent Stopczyk] "FYM, to wesoły emeryt, który już nic, ale to absolutnie nic nie musi już robić" [partyzant] "Bot FYM, tak jak kilka innych botów namierza posty i wpisy "z układu" i daje im odpór" [falstafik] "Czy robi to w nocy? W takim razie – kiedy śpi? Bo jeśli FYM od rana do późnej nocy non-stop tkwi przy komputerze, a w godzinach ciszy nocnej zapewne przygotowuje sobie kolejne wpisy, to kiedy na przykład spożywa strawę?" [Sadurski] "Ale teraz zadam Sadurskiemu pytanie: Załóżmy, że "wyśledzi" pan w przyszłości jeszcze kilku FYM-ów, a któryś odpowie prostolinijnie, że jest inwalidą i jedyną jego radością (z przyczyn wiadomych) jest pisanie w S24, to czy pan będzie domagał się dowodów,czy uwierzy na słowo?" [osa 1230] "Zagrożenia dla pluralizmu w ramach Salonu widzę w tym, że niektórzy blogerzy - w tym właśnie FYM - wypraszają ludzi, z którymi się nie zgadzają. A zatem dojdzie do "bałkanizacji" Salonu: każdy będzie otoczony swoją grupką zwolennikow, ale nie będzie realnej dyskusji w ramach poszczególnych blogów. Myślę, że nie daję przykładu takiego wykluczania." [Sadurski] "Już nawet nie warto tego bełkotu czytać, spod jednego buta i z jednego biura. Na fanatyków i pałkarzy lekarstwa nie ma."[Igła] "FYM już kupił S24 swoim pisaniem, jest teraz jego twarzą. Po okresie Galby i katatyny nastąpił czas dziennikarzy "Gazety Polskiej". Ten przechył i stalinopodobne teorie spiskowe, jakie się wylewają z jego bloga oraz innych mu podpbnych - przyciągają do Salonu nastepnych i następnych. Tu już od dawna nie zależy nikomu na rzetelności i klasie pisania - lecz na tym, aby było klikanie, aby było głośno i kontrowejsyjnie. Promowanie takich ludzi jak FYM i Paliwoda - jest całkowicie jednoznaczne."[Azrael] "Ale jaki jest problem?"[Kwaśniewski] kwestia archiwów IPN-u Janke: "Nigdy nie mówiliście o pełnym otwarciu?" Komorowski: Co to znaczy otwarcie?" "Trudno zrozumieć, jak można ogłupić społeczeństwo. Dlaczego tylu ludzi ośmiela się nazywać zdrajcą Wojciecha Jaruzelskiego. (Edmund Twardowski, Warszawa) " [tzw. listy czytelników do "Trybuny"] "Z przykrością stwierdzam, że prezydent nie przedstawił żadnych propozycji ws. służby zdrowia" [Tusk] "Niewidzialna ręka rynku, jak sama nazwa wskazuje, jest ślepa." [ekspert w radiowej audycji prowadzonej przez R. Bugaja] "Mamy otwarte granice, miejmy też otwarte umysły. Jasna Góra horyzontów rządowi i parlamentarzystom nie rozszerzy. (S. Barbarska, woj. wielkopolskie) " [tzw. czytelniczka "Trybuny"]

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (24)

Inne tematy w dziale Polityka