PO po ewentualnym zwycięstwie w wyborach i utworzeniu rządu ma zamiar negocjować współudział Polski w Gazociągu Północnym. Tak przynajmniej stwierdził wczoraj dla rosyjskiej agencji Interfax A. Czerwiński z PO. Szkoda, że tą informacją nie pochwalił się D. Tusk w trakcie debaty choćby nt. polityki zagranicznej czy gospodarki (mam na myśli np. bezpieczeństwo energetyczne kraju) (http://biznes.onet.pl/7,1622872,wiadomosci.html). Informacją tą niespecjalnie zainteresowali się także dziennikarze czy komentatorzy, którzy - jak w 2005 r. - już widzą Tuska i jego kolegów na szczytach władzy. W tej sytuacji powtarzane przez Tuska zapewnienie, że utworzy rząd "ze wszystkimi, którzy chcą" (pomijając PiS), czyli z PSL-em i LiD-em, jak też dzisiejsze poranne w "Sygnałach Dnia" zapewnienia B. Jamajki-Komorowskiego, że PO jest otwarte na koalicję "z prawa i z lewa" - czyli mówiąc, językiem Laskowika-Smolenia, ustawia się "frontem do klienta" - wszystko tłumaczą.
Platformersi wprawdzie oburzają się wielce, gdy nazywa się ich partią proniemiecką, takie jednak podejście do polityki zagranicznej i energetycznej Polski rozwiewa wszelkie geopolityczne wątpliwości. Więc może właśnie tak ma być, to znaczy Polska powinna wrócić zwyczajnie (na stałe) w orbitę wpływów niemiecko-rosyjskich, w jakiej była przez długie lata i z jakiej właściwie wciąż nie może się wydobyć. Nic dziwnego, że z taką satysfakcją i ulgą "media zachodnie" oraz "prasa rosyjska" przyjęły "zwycięstwo Tuska w debacie". Przecież o to chodzi, by nowy rząd sprowadził Polskę na właściwą pozycję, którą tak obrazowo scharakteryzował W. Bartoszewski - "brzydkiej panny bez posagu". Wtedy bowiem Polska jest poklepywana i przez Niemców, i przez Rosjan, i jako pół-kolonia tychże państw może być terenem do robienia różnych interesów, w które (z łaski rozmaitych biznesmenów) mogą sobie czasem wchodzić polscy obrotowi politycy. Niedawno zresztą ABW zaczęła bić na alarm, że Rosjanie zmierzają do wrogiego przejęcia PKN Orlen (http://www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=14&ShowArticleId=63654). To by się także wpisywało w pewną strategiczną geopolitykę starego, dobrze nam znanego imperium.
Ale tak trzeba było od razu powiedzieć na wczorajszej debacie. Wtedy też nie powinien był Tusk wygadywać idiotyzmów o drugiej Irlandii, tylko przyznać otwarcie, że ma na myśli postpeerel, w którym polityką sterują eksperci z Niemiec i Rosji, a Polacy mogą zjadać ochłapy spadające z pańskiego stołu. I nie oszukujmy się, włączanie się w interesy niemiecko-rosyjskie, to przede wszystkim podporządkowywanie się ponownie rządom rosyjskim (pomijam już kwestie obecnych celów polityki zagranicznej Polski związane z sojuszem z USA i dywersyfikacją źródeł dostaw gazu). Skoro więc Tusk przedstawiał obywatelom (w mediach i na konwencjach) konfrontację PO i PiS-u, jako walkę między Zachodem a Wschodem, to powinien był dodać, że mówiąc "Wschód" , ma na myśli PO, po prostu.


Komentarze
Pokaż komentarze (65)