Jak dobrze, że nasi aktorzy oprócz misji przekazywania nam pewnych dzieł teatralnych, filmowych, a nawet literackich, mają jeszcze poczucie misji społecznej wyrażające się w proteście przeciw powszechnemu, polskiemu chamstwu. M. Kondrat, aktor, którego znamy z wielu kreacji, zajął się chamstwem do tego stopnia, że wysmażył traktat opublikowany dopiero co w "Dzienniku".
Nic na tym świecie nie dzieje się chyba przypadkiem, bo nawet dobór naturalny, jak przekonują nas darwiniści, kieruje się jakimiś niepisanymi regułami, wobec tego i ten traktat miał jakieś przyczyny swojego powstania. Z jednej strony była to przyczyna materialna - w/w chamstwo Polaków, z drugiej - formalna - ostatnie wybory.
Kondrat nie kryje swojego dylematu moralnego i obywatelskiego zarazem:
"W Polsce wciąż nie mam poczucia, że jesteśmy demokracją uporządkowaną. Na razie jestem tu świadkiem zupełnie przerażającej siły chamstwa, wobec której czuję się bezbronny. Po raz pierwszy w życiu zupełnie zatraciłem poczucie idei i wspólnoty, do której niegdyś należałem: wspólnoty ludzkich spraw, obywatelskich, społecznych wartości. Po raz pierwszy poszedłem do wyborów z makiawelicznym planem głosowania na "nie", bez nadziei na "tak". Bardzo źle to znoszę. I u podłoża tego zjawiska leży chamstwo właśnie."
Jak na mój gust, to należałoby raczej bojkotować wybory, odbywające się w chamskiej atmosferze i obciążone ryzykiem wybrania kolejnych chamów. Co gorsza, Kondrat nie zdradza nam, na kogo w końcu zagłosował, ale skoro zagłosował na nie, to pewnie przeciwko jakimś chamom w polityce. Kto zatem nie jest chamem w nowym parlamencie? Tego nam, niestety, aktor nie zdradza.
Nie można jednak odmówić słuszności jego poglądowi, że w Polsce nie ma uporządkowanej demokracji. Ja nie wiem, czy w ogóle jest to jakaś demokracja, a nie np. pseudodemokracja, czyli jakiś ustrój z pozoru przypominający demokrację, a tak naprawdę jest to taki oświecony zamordyzm, który, gdy ktoś chce ograniczyć jego (tego zamordyzmu) "kompetencje", bierze za twarz takiego delikwenta i odstawia na bok.
Co gorsza, Kondrat stawia jakąś próbę diagnozy zarówno tego patologicznego stanu polskiej demokracji, jak i społecznego chamstwa. Do jakich dochodzi konkluzji? Winną chamstwa jest np. obecna telewizja:
"Dopóki telewizja nie była tak agresywna jak teraz, ludzie chamscy mieli jakąś świadomość swojej ułomności. Z telewizji dowiadywali się, że są na świecie tacy, którzy zachowują się inaczej, mówią inaczej i o innych sprawach. To mogło budzić szacunek i chęć dorównania wyższym standardom. Dziś jednak telewizja daje szansę zaistnienia ludziom bez wrażliwości, talentu i ogłady. To na nich i dla nich buduje się wszelkiej maści reality show, dając tym samym sygnał: jesteś świetny, taki jaki jesteś; bądź na luzie, nie zważaj na zasady. To się świetnie sprzedaje i utwierdza ludzi w przekonaniu, że wystarczy być byle kim i byle jak, by być sławnym.
Oglądalność wzrasta. Chamstwo rośnie w siłę. Jest jak niekontrolowana torpeda, która z hukiem przecina ciche dotąd jezioro, tylko dlatego że jest potężna. Rzeczywistość dała jej prawo postawić własne zachcianki nad potrzebami wszystkich innych. Jest uwolniona. Całe nieszczęście człowieka wrażliwego, który wbrew zniechęceniu w kółko usiłuje dociec swego miejsca na ziemi, polega na bezradności wobec tej torpedy. Jego wrażliwość w konfrontacji z tamtą usłyszy tylko: a chcesz w ryj? Odpowiedzi brak. Brak narzędzi i broni. Z potyczki chamstwa z wrażliwością ta ostatnia wychodzi pokonana."
No, diagnoza, jak diagnoza. Niewykluczone, że podobna myśl dręczyła K. Kutza, gdy niedawno stwierdził, żeby zrobić porządek z TVP. Akurat za R. Kwiatkowskiego takich dylematów aktorzy i reżyserzy chyba nie mieli, ale co tam, stare dzieje.
Kondrat pisze jeszcze tak:
"Państwa demokratyczne, do których aspirujemy, wykształciły rodzaj demokratycznej hierarchii. Schemat zasad, który powoduje, że każdy mniej więcej zna swoje miejsce. Dojrzałe demokracje potrafią bronić tego schematu, nawet jeśli muszą sięgnąć po przemoc. Od czasu do czasu napotykają kryzys: zdarzają się krwawe rozruchy, zwłaszcza w dzielnicach biedoty czy zamieszkałych przez ludność napływową. Dochodzi do gwałtu na prawach ustanowionych przez właścicieli tej ziemi. Ale są to chwilowe zmarszczki na powierzchni. Demokracja umie się obronić i w głębi pozostaje ta sama, z niezachwianą hierarchią."
Z jednej więc strony mamy chamstwo, które jakoś związane jest z coraz agresywniejszą telewizją, z drugiej - brak jakiejś wyrazistej hierarchii społecznej, w której cham uplasowany jest dużo niżej niż inteligent. Tak, inteligent, bo tak o sobie pisze autor "traktatu":
"Inteligent ma w życiu krzywo i pod górę. Dziś odczuwam to nieporównanie silniej niż kilkanaście i kilkadziesiąt lat temu. Być może dlatego, że wraz z upływającym czasem moja pogoda ducha jest mniejsza i drażni mnie więcej spraw niż kiedyś. Ale także dlatego, że codziennie muszę zmierzyć się z zalewającą nas falą chamstwa..."
(http://www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=14&ShowArticleId=65283)
Zawsze mnie zastanawiało, z jakiej racji aktorzy poczuwają się do jakiejś akcesji do "elit intelektualnych", skoro ich wykształcenie zawodowe wiąże się po prostu z nabywaniem pewnego rzemiosła, a nie jakiejś specjalistycznej wiedzy, no ale może to jakaś polska jest specyfika, że własnie polscy aktorzy są o wiele wrażliwsi niż np. amerykańscy i jakby "głębiej czują świat" niż cham czy prostak. Nie nam, bucom, to pewnie oceniać. Istotne jest wszak co innego.
Kondrat sprawia wrażenie, Kutz zresztą też (i im podobni także), że wsytarczy jakaś nowa medialna zasłona i świat przemieni się, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Tak już było za Gierka, za Mazowieckiego, za Buzka, za Millera, tak w końcu będzie też pewnie za Tuska. Oczywiście telewizja nie załatwi wszystkiego. Przydałaby się też jakaś jasna hierarchia bytów - kto stanowi elitę, a kto sytuuje się między chamami. No, już jakieś pierwsze jej przebłyski docierały z otwartych wykładów prof. Bartoszewskiego na konwencjach PO, kiedy mówił o dyplomatołkach. Chyba jasne, że taka Fotyga nie mogłaby należeć do elity w świecie Kondrata-Kutza-Bartoszewskiego itp., więc do takiej hierarchii należałoby podejść z pewną subtelnością, żeby wiedzieć, jak odsiać plewy od ziaren. Odbiegliśmy jednak nieco od tematu.
Wymarzona demokracja, w której chamy znają swoje miejsce i nie pchają się w sklepie przed inteligenta, wymagałaby jednak powrotu do pewnych zabiegów porządkujących, znanych nam z epoki "realnego socjalizmu", kiedy to istniały pewne placówki handlowe i ośrodki wypoczynkowe, do których chamstwo nie miało dostępu. Problem w tym, że system irlandzki, zaproponowany przez polityków PO, nie za bardzo z taką wizją uporządkowanego (pod kątem odseparowania chamstwa) społeczeństwa ma coś wspólnego. Chyba że miałaby to być Irlandia dla Irlandczyków z PO, czy szerzej z - mającej już swoje lata przecież - Partii Okrągłego Stołu. Wtedy faktycznie cham nie miałby zbyt wiele do powiedzenia, nie pchałby się na salony i generalnie siedziałby cicho.
;)


Komentarze
Pokaż komentarze (99)