Jeszcze nogi nie postawili na swej irlandzkiej ziemi panowie z rządowej załogi PO, a już się zaczęły problemy z tubylcami - pomiędzy wiwiatującymi tłumami na brzegu ustawiła się bowiem tłuszcza protestujących nauczycieli, którzy zamiast podskakiwać z powitalnymi transparentami, bezczelnie zaczęli od razu domagać się profitów. Jeszcze nie zacumowano statku, a już dzicz czeka na dary, tak jakby dzicy chcieli zmusić załogę do zrzucania ekwipunku na przystań. Dajcie ludziom z PO pożyć, tubylcy, weźcie sobie choć na chwilę na wstrzymanie, hę? Co za jakiś podły populista rozbudził wasze apetyty, że tacy nienasyceni (ale nie w sensie witkacowskim) jesteście? Co za prowokator się snuje za waszymi plecami?
Nic dziwnego, że wyraz swojego poirytowania dał jeszcze nie nominowany, a już ważny minister in spe, dr J. Gowin, mówiąc o pikietach nauczycieli, że te działania mają podtekst polityczny. Wypowiedź tę powtarzano wczoraj chyba w każdym serwisie, a i dziś można było ją usłyszeć. Tymczasem, jak mnie pamięć nie myli, to gdy protestowała grupka pielęgniarek albo jak protestowali "spontanicznie" nauczyciele przeciwko Giertychowi, to opozycja po prostu pasy darła z tych, co ośmielali się nazywać ich akcje - politycznymi. A tu? Już wiemy, że nauczyciele wciągnęli się tym razem nie w ten protest, co trzeba. Co więcej, gdy protestowały pielęgniarki, to stacje telewizyjne i radiowe robiły relacje niemalże dwudziestoczterogodzinne, a tu? Jakoś tak bez większego zainteresowania - nawet na portalach przeszło to bez większego echa (http://www.tvn24.pl/12690,1526167.1,0,1,wiadomosc.html) (nie mówiąc o naszym salonie). Nawet prezydent HGW nie wysłała nikogo ze swoich obserwatorów.
Zapewniam jednak załogę rządową, że to dopiero początek. Zobaczymy zresztą, w jaki sposób specjaliści od konfliktowania społeczeństwa poradzą sobie z gaszeniem lasu, który sami podpalili. Jeśli bowiem radykalne podwyżki w sferze budżetowej są do pogodzenia z radykalnymi obniżkami podatków, to widocznie musi to być ta słynna Trzecia Droga, o której nam mówiono już na przełomie l. 80. i 90. Wczoraj zresztą rozmawiałem z jednym biznesmenem budowlanym, który wprawdzie przyznał, że niemieszanie się Kaczorów przez dwa lata do gospodarki zaowocowało skokami zysków także dla niego (miał porównanie, ponieważ długo w tej branży pracuje), lecz przyznał zarazem, że zagłosował na PO. My z żoną pokpiwając sobie z niego z tego powodu, dopytywaliśmy, kiedy będzie Irlandia 2, na co on stwierdził, że za 4 lata, bo tyle ma czasu Tusk.
Cztery lata czasu - ho, ho, więc może ten statek nie powinien tak się spieszyć z zawijaniem do portu? Może jeszcze trochę odczekać na redzie, bo tubylcy powodowani niecierpliwością ("miało się żyć lepiej WSZYSTKIM") rozszarpią załogę, zanim zdoła cokolwiek zdziałać na dzikiej ziemi? Może jakąś strategię "schodzenia na ląd" opracować? Pech chce bowiem, że im dłużej ta załoga się zbiera do zejścia, tym mniej widowiskowo to wychodzi. Oto wszak okazuje się, że minister in spe (a może i wicepremier) W. Pawlak reklamuje jakby nigdy nic jeden z koncernów samochodowych (http://www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=14&ShowArticleId=65457). Czy to coś złego? Nic, bo Pawlak, jak nas przekonuje jeden z jego kolegów klubowych, a w dodatku członek komisji etyki poselskiej - F. Stefaniuk, jest "znanym samochodziarzem". Cholera, ja też bardzo samochody lubię i nawet jeden mam, a jakoś nikt mnie jeszcze do reklamowania luksusowej marki nie zaprosił. Może to znowu kwestia czasu. Z kolei o M. Foltynie z PSL-u ptaki zaczynają ćwierkać, że ma trafić do ministerstwa zajmującego się informatyzacją. Może to są tylko zbiegi okoliczności, takie jak oszałamiająca wprost nominacja G. Schetyny na szefa MSWiA, a może od razu załoga rządowa rozparcelowuje pewne dziedziny zgodnie z pewną maksymą eks-posłanki Sawickiej dotyczącą, że tak powiem, twórczego łączenia polityki z działalnością biznesową. Nikt mi bowiem nie wmówi, że bycie ministrem nie łączy się z dostępem do poufnych informacji ekonomicznych, które można bardzo efektywnie wykorzystać w swojej działalności gospodarczej. Może jednak przesadzam, skoro statek tej załogi płynął do Irlandii 2 pod banderą bezwzględnej walki z korupcją. Prawdziwej walki, a nie takiej, jaką urządzili kaczyści, którym nawet teraz się wypomina, że jeszcze kogoś z eks-ministrów zatrzymują, jakby nie mogli sobie już dać spokoju po zakończonej kampanii wyborczej.
100 dni spokoju niech teraz zarządzi załoga, szykując się do zejścia na ląd, tak by przemarsz przebiegał bez zakłóceń. Pierwsze sygnały już są. Planowana likwidacja urzędu ministra koordynującego działania służb specjalnych oraz wciągnięcie CBA w strukturę policji finansowej jednoznacznie świadczą o demontażu silnych struktur zabezpieczających Polskę wewnętrznie, ale i zewnętrznie. Co bowiem z wywiadem i kontrwywiadem? Czy lada dzień nie okaże się, że eks-oficerowie WSI (zalegendowani na nowo) nie powrócą jako profesjonaliści i ludzie z "o wiele większym doświadczeniem niż "harcerzyki" z "Czarnej Jedynki" A. Macierewicza"? Ach, swoją drogą, jakaż radość musi być dla R. Sikorskiego, który odgrażał się "watahom" na jednej z konwencji PO, z tego, że Macierewicz zostanie błyskawicznie utrącony. A Ziobro? Więźniowie (ale przecież i ogrom komentatorów) aż piszczą z radości na myśl o rychłym zniknięciu strasznego prokuratora generalnego. Oczywiście wszystkie te błyskawiczne zmiany w najważniejszych strukturach związanych z ochroną naszego państwa czy obywateli nie będą miały nic wspólnego z czystkami, o które oskarżano jakiś czas temu PiS. To będzie po prostu przywracanie normalności. Konieczne są też zmiany w mediach publicznych. Gdyby więc szefem TVP został np. T. Lis albo najlepiej J. Żakowski, to obiektywizm wróciłby na dobre.
Pytanie tylko, czy tubylcom to wszystko wystarczy jako namiastka Nowego Ładu?


Komentarze
Pokaż komentarze (67)