to to samo mniej więcej, co mit bezpłatnej służby zdrowia. Nic w żadnym państwie nie jest bezpłatne, a jedynie to, co dla jednych nie wymaga jakichś opłat jest finansowane przez innych. Sprawa to niby banalna, ale co rusz rozmaici znawcy nam, bucom, wmawiają, że możliwe są bezpłatne studia czy bezpłatne leczenie.
Ucieszyła mnie zatem informacja z konferencji rektorów, by wprowadzić odpłatność za naukę dla wszystkich studentów. Oczywiście wywoła to natychmiast falę protestów - ciekawe także, czy wśród tych młodych ludzi, co głosowali gremialnie na PO. Liberalizm gospodarczy bowiem tak, jak najbardziej, byleby był z ludzką twarzą. Tymczasem najbardziej ludzka twarz systemu gospodarczego jest wtedy, kiedy ludzie są w stanie samodzielnie (lub z dobrowolną pomocą innych) utrzymać się i pozwolić sobie na realizację rozmaitych planów zawodowych (jak np. wyższe wykształcenie), nie zaś gdy z pieniędzy podatników finansowana jest jakaś uprzywilejowana grupa ludzi i wszystkim naokoło się wmawia, że to właśnie jest bezpłatność jakiejś usługi. Utrzymanie uczelni kosztuje, pensje pracowników także, konieczność nabywania specjalistycznej aparatury, prowadzenia badań, powiększania księgozbioru, organizowania konferencji itd. - słowem jest cała masa wydatków, na które uczelnia musi mieć pieniądze i albo je dostaje z kieszeni studentów, chcących zdobyć wykształcenie (jak to jest w wielu normalnych krajach), albo z pieniędzy Bogu ducha winnych podatników, jak to po części jest u nas.
Wprowadzenie odpłatności za studia pozwoliłoby jednocześnie zatrzymać naukowców, którzy coraz częściej szukają ofert pracy za granicą, co skutkuje tym, że Polska kształci sobie elity intelektualne, które potem są podkupywane przez "bogatych wujków". Nie ma wątpliwości, że tak radykalna zmiana musiałaby iść w parze ze zmianami w systemie podatkowym, tak by nie skończyło się to tym, że studia nagle stałyby się luksusem. Wobec tego kwestia ta musi pozostać otwarta, skoro lada dzień okaże się, że obniżyć podatków się NIE DA, albo że ta operacja POTRWA LATAMI. Długimi latami. W przeciwnym razie system stypendialny czy nawet fundacyjny mógłby się okazać niewystarczający do wsparcia osób pozbawionych możliwości samofinansowania studiów.
Idea zatem słuszna, ale na jej realizację musimy pewnie poczekać, żeby bowiem nie skończyło się takim eksperymentem, jak reforma edukacji za rządów AWS-u. Wiele zresztą wskazuje na to, że PO jednak zabierze się za dalsze radosne eksperymentowanie w sferze edukacji i nauki (oraz szkolnictwa wyższego), albowiem pomysł połączenia dwóch ministerstw związanych z tymi odrębnymi zgoła dziedzinami, świadczy, że majsterkowiczów w PO nie brakuje. Nikt zaś nie pyta na razie o to, kto będzie sprzątał po majstrach z PO.


Komentarze
Pokaż komentarze (35)