Spędziłem dzisiaj sporo czasu, by znaleźć coś wartego opisania i doprawdy nie znalazłem. Obraz formującego się rządu jest dla mnie obrazem nędzy i rozpaczy, zaś towarzyszące temu rządowi peany ze strony najrozmaitszych środowisk jedynie potwierdzeniem tej nędzy. Czy mogłoby być jeszcze gorzej? No, pewnie mogłoby, gdyby premierem został Borowski czy Nałęcz i wraz z PSL-em oraz np. PPP tworzyliby nową "ekipę". Słaba to jednak pociecha, słowo daję.
Aż strach pomyśleć, czy będzie o czym pisać przez najbliższe lata? Chyba że protesty społeczne doprowadzą do jakiegoś rychłego rozsypania się koalicji "liberalno-ludowej", no bo przecież w cud gospodarczy nawet członkowie PO już nie wierzą, a co dopiero wyborcy. No i ważne, że zdążyli o nim rychło zapomnieć dziennikarze, którzy natychmiast stanęli na wysokości zdania i zaczęli się "cieszyć z tego, co jest", nawet z "nieuchronnych podwyżek". W ostateczności mogą wciąż "drążyć temat PiS-u", co wielu nadal czyni, mimo że o kaczystach napisano już wszystko i nawet parę książek wydano. Czy ten "temat" jednak wystarczy, by zapełnić łamy i bezcenny czas antenowy przez kilka lat?
Patrzę na salon24 czasem w wolnej chwili i mam wrażenie, jakby świeciły wyłącznie postojowe reflektory. Nawet blogi "Rz" jakieś bez wyrazu. Z kolei na blogach "GW" Bartek Węglarczyk świętuje kolejne urodziny J. Cleese'a (znakomitego komika, choć P. Sellers - według mnie - the best). Blogi polityków przejrzałem, ale nawet nie ma co wspominać. I naraz jakieś piekielne deja vu właśnie z czasów rządów już nawet nie Suchockiej, a Millera, gdy po prostu nie warto było słuchać programów informacyjnych, do tego stopnia wszystko było mdłe, przewidywalne i zidiociałe. Aż się prosi, by któryś z artystów wyskoczył przed szereg z projektem sztuki opartej na życiorysie Tuska, tak jak kiedyś pisano o Millerze. Może któryś z muzyków w porywie wdzięczności za powstrzymanie wojny domowej i zamachu stanu (wszak to nam groziło) skomponuje rock operę "Donald Tusk Superstar"?
Nie tak dawne, nawiedzone ględzenie platformersów o Irlandii 2 już przestało być zabawne w sytuacji, gdy nam opowiadają z pełną powagą o przeszczepianiu rozwiązań antykorupcyjnych z Hong Kongu. Gdyby coś takiego wymyślił kiedyś PiS, to by komentatorzy pokładali się ze śmiechu - proponuje to PO i od razu otacza nas pełna zrozumienia atmosfera oraz nabożne kiwanie głowami. Kiedyś natrząsano się z Kamińskiego, że nie ma kwalifikacji do prowadzenia CBA. Jakie kwalifikacje ma Pitera na ewentualną szefową "Hong Kong CBA"? Nikt się z nich nie natrząsa.
No więc O TO WŁAŚNIE CHODZIŁO. Chodziło o to, żeby wszystko stanęło w miejscu i trwało. Transformacja bowiem, jeśli ktoś jeszcze jej mechanizmu nie zrozumiał, polega bowiem na przelewaniu z pustego w próżne, albo inaczej: na jałowym biegu. Istota rzeczy zaś, czyli tzw. racja stanu, sprowadza się do tego, by przy maszynerii stali odpowiedni ludzie. Nasi ludzie. "Nasi udziałowcy".
Nic dziwnego zatem, że nic się nie dzieje. Na tym to wszak polega - by nic się nie działo.


Komentarze
Pokaż komentarze (49)