Jeśli ktoś myśli jedynie za pomocą tych schematów, które przekazują nam codziennie media, to może już nie pamiętać, jak dwa lata temu PO zabiegała o to, by w żadnym wypadku marszałkiem sejmu nie został przedstawiciel ugrupowania, które zwyciężyło wybory. J. Rokita mówił, że taka sytuacja dowodzi powstawania monopolu władzy, że kłóci się to z ideą politycznej równowagi w demokracji, z kolei D. Tusk przestrzegał "braci Kaczyńskich" przed dyktatorskimi zapędami. Wtedy, przypomnę niezorientowanym, kandydatem PO na marszałka był B. Komorowski. Ten sam, co dziś.
Nie minęły dwa lata, panie dzieju, a okazuje się, że w sytuacji wyborczego zwycięstwa PO ma zgoła odmienną wizję demokracji niż za czasów zasiadania w ławach opozycji. Peokracja to właśnie takie rozumienie demokracji, które wyłuszcza nam, bucom, PO. Okazuje się przecież, że demokracja przeżywa swoje święto, gdy tym razem PO obsadza wysokie stanowiska. Tego się dowiedziałem w trakcie długiej przerwy sejmowej od świeżego posła PO, A. Mężydły, który ucieszył się z kandydatury na marszałka ("dobra kandydatura") i na wicemarszała ("Niesiołowski to dobra kandydatura"). W przerwie sejmowej widziałem też ucieszonego K. Leskiego, który cieszył się wraz z posłem J. Burym, że inny J. Bury też jest posłem. Ten pierwszy Bury przekonywał Leskiego, że ten drugi dostał się do sejmu głównie dlatego, że ludzie głosując na drugiego, myśleli o pierwszym. Być może też z tego powodu zaproponował drugiemu od razu wstąpienie do PSL-u - tak pewnie, na chłopski rozum, by wszystko jakoś w kupie pozostało, mimo że obaj nie są rodziną, choć z podobnych okolic się wywowdzą.
Zupełnie jednak nie na wesoło relacjonowali nam komentatorzy przedłużanie się przerw sejmowych ("czy przeżyjemy powtórkę z ostatnich obrad sejm?", zamartwiał się na wizji młody dziennikarz TVP3, zapewniał jednak, że kandydat PiS-u, K. Putra, "nie ma żadnych szans" w starciu o fotel marszałka z Komorowskim; jak "bez szans", to "bez szans", jakżeby inaczej). Na domiar złego warto przypomnieć, jak to na marszałka sejmu startował legendarny Komorowski przecież już w tym roku (w kwietniu), choć, jak wiemy, w poprzedniej kadencji - jako kontrkandydat L. Dorna. Co wtedy plótł ów Komorowski popierany także przez "lewicę" typu SLD i PSL?
"Komorowski tłumaczył, że chce pokazać, iż "jest alternatywa". "Głównie chodzi o zaznaczenie swojego, opozycyjnego dystansu do praktyki rządzenia w Polsce przez większość parlamentarną" - mówił wicemarszałek."
(http://www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=14&ShowArticleId=42018)
Świat jednak idzie do przodu i nastaje peokracja. Nowa jakość w polskiej polityce. Nowa nadzieja.


Komentarze
Pokaż komentarze (114)