Ten taniec polityczny zaczyna mnie w końcu wciągać. Tusk z Wałęsą pod rękę, czego chcieć więcej? Gdyby Mazowiecki nie był tak posunięty w latach, to kto wie, może i jego by wzięto - przynajmniej do kółeczka? Dowiadujemy się, że Wałęsa ma podróżować ze świtą Tuska jako swego rodzaju maskotka Polski lub - mówiąc nieco poważniej - skarb narodowy. Zapewne skarb i jednocześnie skarbiec mądrości, o których to chyba ze dwie pokaźne książki napisał prof. Bralczyk, wspierając się przeróżnymi, kwiecistymi cytatami. Zresztą któż z nas tego wałęsowego języka nie pamięta? Któż nie pamięta słynnej prezydentury?
Mniejsza z tym. Oto bowiem dowiadujemy się nie tylko, że światowe tournee się szykuje z naszym skarbcem mądrości, ale i zapowiada się jakaś wielka rypa z udziałem IPN-u, której to rypie chce się przeciwstawić premier Tusk, naciskając ponoć za pomocą swojego wysłannika na jakieś nieokreślone kręgi w IPN-ie. Tak napisała "Rz", ale szef PO gwałtownie zaprzecza:
"- Liczę na natychmiastowe wyjaśnienia ze strony pana prezesa Kurtyki, że jest to nieprawda i sprostowanie także ze strony "Rzeczpospolitej". Tę sugestię, czy informację uważam za absolutnie skandaliczną i nie mającą nic wspólnego z rzeczywistością – powiedział Donald Tusk po środowym spotkaniu z Lechem Wałęsą w jego gdańskim biurze."
O jaką rypę chodzi? Otóż niby panuje u nas wolność słowa, wolność prasy i wolność badań naukowych, ale chyba IPN-owscy historycy nie zrozumieli konieczności dziejowej wyrażającej się w prostej prawdzie, by w pewnych życiorysach już nie gmerać po głupiemu. Rypa nazywa się: publikacja nowych, nieznanych dokumentów na temat kontaktów Wałęsy z SB.
Zwróćmy jednak przez chwilę uwagę na ten ton Tuska. Czy to jeszcze język miłości (czy też miłosierdzia) znany nam z "dnia zwycięstwa" wyborczego, czy już jakaś nowa retoryka? No, profesorze Kurtyka, proszę się stawić do raportu. O dziennikarzach "Rz" nie wspomnę. To zresztą jeszcze nie koniec:
"Lider PO dodał, że wcześniej nie wiedział o publikacji "Rz" i poznał ją dopiero w biurze byłego prezydenta. - Komuś przychodzą do głowy głupie pomysły toczenia ciągłej wojny politycznej i na pewno zrobię z tym porządek. Co do tego nie miejcie wątpliwości - zapewnił dziennikarzy Tusk."
(http://www.tvn24.pl/-1,1527624,wiadomosc.html)
To dopiero historia. Nie chodzi mi już o samego Wałęsę, co właśnie Tuska. Na pewno zrobi z tym porządek. O! To znaczy - z czym? Z dziennikarzami, z IPN-em, z Kurtyką czy historykami IPN-u? No, bo chyba nie z dokumentami, do których ci naukowcy się dogrzebali? Sam się dziwię, że jeszcze jakieś dokumenty można znaleźć, skoro sam Wałęsa już niejednokrotnie twierdził, że wszystko opublikował on-line. Wprawdzie pewne rzeczy publikował, potem wycofywał z Sieci, ale co powiedział, to powiedział. Może więc nie wszystko wiedział o dokumentach na swój temat? A może wiedział, ale nie powiedział? Nieważne.
Problem bowiem leży w tym, że w sytuacji, w której Tusk będzie wojażował ze skarbnicą mądrości, taka publikacja historyków IPN-u podważająca bezcenną wartość tego narodowego diamentu (to też chyba określenie Tuska) wyjątkowo jakoś się gryzie z tym misternie tkanym gobelinem polityczno-gospodarczych cudotwórców. Jeszcze nie wygasły echa pomrukiwań z powodu kandydatury Boniego, a tu, jak zły szeląg lub jak drzwi na strychu pchnięte ręką podłego archiwisty, odzywa się jakaś historia Wałęsy. Ten ostatni zaś mówi o "prowokacji". Co jednak ma na myśli Tusk, mówiąc "ciągła wojna polityczna"? Kto jest wrogiem? Kogo trzeba bronić i przed kim?
Umieram z ciekawości, jak ta sprawa zostanie zakończona, bo nie wiadomo do końca, jak jest naprawdę - czy Tusk chciał jakoś przeciwstawić się tej publikacji i wykonał jakies magiczne ruchy, a teraz to wszystko skrupulatnie dementuje, bo wyszło na jaw, czy też "Rz" została wprowadzona w błąd? Wszystko to jakieś pogmatwane, podejrzane, intrygujące.
Idzie nowe, czy zupelnie wraca stare?


Komentarze
Pokaż komentarze (51)