Gdzie te czasy, kiedy J. Rokita marzył o nowym ładzie w polskiej polityce? Wydaje się, jakby to chwilę temu było. Historia jednak rozpędziła się na dobre, co widzimy od paru dni i już nie oglądamy się na pradawne dzieje i idealistyczne projekty, kiedy politycy wokół nas biorą byka za rogi i wprowadzają zmiany może nie tyle rewolucyjne (w sensie kaczystowskiej rewolucji), co kontrrewolucyjne. Jeszcze nie przebrzmiały echa jakichś tajemniczych nacisków peokratów na IPN w związku z szykowanymi publikacjami nt. L. Wałęsy oraz pogróżek D. Tuska pod adresem dziennikarzy "Rz", a tu już się dowiadujemy o planach wprowadzenia "nowego ładu w mediach". Może jedno z drugim nie ma nic wspólnego, ale.. kto wie? Oto bowiem - już całkiem spokojny, a nie zaperzony (co dość nienaturalnie, przyznam, wygląda) - wicemarszałek S. Niesiołowski wyraża swoje rozczarowanie tym, co się działo z mediami przez "ostatnie 16 lat":
"Ten ład się nie sprawdził. Właśnie, te 16 lat... Najpierw było tak, że premier mianowal prezesa Radiokomitetu, to było złe (nie wiem, czy nie lepsze w sumie nawet), ale już obecnie Krajowa Rada, te targi, te całe piętra polityczne, te parytety, to się nie sprawdziło, chcemy to zmienić."
(http://www.polskieradio.pl/jedynka/sygnalydnia/?id=11749)
Czemu akurat 16, a nie np. 62? Ład medialny ustanowiony gdzieś w 1945 r. przecież dość długo funkcjonował w Polsce i poza drobną zmianą w postaci zniesienia cenzury w 1990 r., to jakichś wielkich rewolucji nie było. Przecież prawo prasowe z 1984 r. obowiązuje właściwie do dziś z jakimiś kosmetycznymi zmianami, niedawno zresztą mieliśmy kuriozum w postaci pomysłu, by rejestrować pisma internetowe czy blogi. Rzecz niby padła, ale czy nie był to jakiś "znak czasów"? Jeśli z kolei ktoś mi powie, że nastąpiła jakaś komercjalizacja mediów i ich urynkowienie w postaci wykupu najrozmaitszych tytułów przez zachodnie koncerny, to dlaczego, do cholery, większość tytułów gazet, tygodników czy innych "opiniotwórczych" środków przekazu mówi tak samo i to o tym samym? No, ale mniejsza z tym. Dziwne jednak, że Niesiołowskiemu nie leżą media, skoro to dzięki ich dwuletniej pracy udało się PO wygrać wybory.
Wicemarszałek jest jakiś enigmatyczny, mimo wszystko. Niby przyznaje, że chodzi o kwestie formalno-polityczne czy czysto instytucjonalne:
"...według nas Krajowa Rada i ta koncepcja ładu medialnego, który ja budowałem, bo to w 90 roku ja byłem jednym z referentów tej ustawy, to pamiętam, że na wzór francuski ona jest, żeby politycy wybierali te pierwsze ciała, a potem dalsze ciała... Ona się nie sprawdziła, no, media są upolitycznione, Krajowa Rada jest skrajnie, zawsze była, ale teraz to już osiągnęła jakąś doskonałość w sensie upolitycznienia. To trzeba zmienić." -
z drugiej jednak strony dopowiada, że chodzi także o kwestie merytoryczne:
"...na pewno nie jest intencją Platformy likwidować programy historyczne, na przykład o Andersie czy „Borze” Komorowskim, czy w ogóle, czy o Tragutcie. Natomiast, jak mówię, nie chcemy... Nie sprawdziła się wersja, trzeba inny ład zbudować."
Ale jakoś nie potrafi dopowiedzieć do końca, o co chodzi. Nieco wcześniej ostro protestuje przeciwko próbom atakowania Wałęsy (mając na myśli sprawę z IPN-em, o której pisałem wczoraj):
"...branie udziału w jakiejś nagonce na Wałęsę jest podłością, a politycznie bezmierną głupotą, muszę powiedzieć."
Może więc ład medialny mógłby zapanować taki, że o Borze Komorowskim programy są OK, o Bronisławie Komorowskim pewnie też, ale już o Wałęsie - gdyby za takie programy zabrali się popaprańcy z IPN-u publikujący bezczelnie w "Rz" - już nie. Jakiś dil to jest na pewno. Pytanie tylko, z kim?
Michalkiewicz prorokuje, że polska kultura wnet zejdzie do podziemia (http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=164), co w dobie tego ptasiego ćwierkania różnych peokratów (także J. Pitery) o "nowym ładzie medialnym", może wcale nie stanowić żadnej przesady.
Ład jakiś na pewno by się przydał, co do tego nie ma wątpliwości. Oczywiście nie chodziłoby tu o powtarzanie sowieckich wzorców - było nie było już w UE nieco anachronicznych - a jedynie zastosowanie wzorców nowoczesnych, takich, wedle których konstruowana jest "GW" czy choćby "Polityka". Po prostu jest grono dżentelmenów, którzy kwalifikują jak i co należy pisać, promować, nagłaśniać i/lub flekować. Ewentualnie przemilczać. Czy to jakaś wielka sztuka? Wystarczy tylko czujnie strzyc uszami i wiedzieć, skąd wiatr wieje. Wiatr odnowy, oczywiście.
:P


Komentarze
Pokaż komentarze (46)