- zastanawiałem się, patrząc po twarzach ludzi, którzy na pierwszy rzut oka z niczym wielkim mi się nie kojarzyli. Pomijam już te adoracje czynione do wszystkich kandydatów na ministrów przez ludzi mediów. Swoją drogą ciekawe, czy - zgodnie z niepisanym prawem, że w Polsce cieć ma najwięcej do powiedzenia - urzędnicy ministerialni, którzy już wiedzą, że odchodzący kaczyści nic im nie mogą zrobić - nie pokazują jakichś kiełków lub nie odgrażają się, by jednocześnie wykazać się nadgorliwością wobec nowych szefów. Kto wie? Ja jednak nawet nie chcę wiedzieć, znając polskie realia.
I tak dumałem, dumałem nad tym rządem fachowców i cudotwórców, aż w końcu wydumałem. Galba się zastanawia, o co chodzi z Gruzją - nie trzeba więc szukać daleko, za wenwętrznymi niepokojami w tym państwie stoi stara imperialna Rosja, której przez myśl nie chce przejść, że Gruzja pragnie się zbliżyć do USA. Co to zaś ma wspólnego z Polską? U nas też zawsze jest jakieś drugie dno, jakiś drugi szereg, który stoi za pierwszym szeregiem i jakieś ukryte mechanizmy, które działają za fasadową demokracją.
Jesli więc wczytać się w dossier tego czy innego kandydata, to wychodzi, że są to właśnie ludzie drugiego szeregu, podczas gdy pierwszy pozostaje w cieniu. O ile nazwiska kandydatów wydają się być w większości wzięte z kapelusza, o tyle nazwiska pierwszego szeregu wcale nie (http://www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=14&ShowArticleId=67000). Bezpartyjni fachowcy od premiera Bieleckiego, bezpartyjni fachowcy od premiera Mazowieckiego i Balcerowicza, bezpartyjni fachowcy od premiera Oleksego, Cimoszewicza i Millera, bezpartyjni fachowcy od premiera Buzka. Pawlaka nikomu już przedstawiać nie trzeba, bo przecież wyjadał chleb z niejednego pieca, w którym zresztą sam palił. A już o Wałęsie, który też się przykleił jako "ekspert ds. międzynarodowych i polityki wewnętrznej" szkoda nawet gadać.
Najciekawsze pytanie, co w tym wszystkim robi Tusk, Szanowni Państwo. Ostatnie poczynania superpremiera Komorowskiego (nie tyle Sun of Jamaica, co Son of Jamaica) rozstawiające po kątach rozmaitych posłów i posłanki, ledwie sejm zaczął działać, świadczą, że ogon zaczyna merdać psem, jak to zwykł mawiać Michalkiewicz. Centrum władzy jest najwyraźniej gdzie indziej. Ja się nie dziwię, że Son of Jamaica miał takie pragnienie zostania marszałkiem i że nikomu nie przyszło na myśl, by go od tego odwodzić - co więcej, dla większości mediów był od marszałkiem in spe już od wyborów w 2005 r. i co powiedział Son of Jamaica było święte, nawet, gdy plótł androny właśnie o Jamajce. Nie dziwię się, bo Komorowski nie tylko szykował się do jakichś spektakularnych gestów odwetowych, mających wykazać, gdzie naprawdę jest czyje miejsce (w przypadku Macierewicza sprawa jest aż nadto oczywista), ale też szykował się do faktycznego wpływania na politykę właśnie jako taki prawdziwy kapelmajster.
Czy to widać, czy nie widać? Oj, nie widać, nie widać, za ciemno jest. Toteż pokazywany jest Tusk z wielu stron - uśmiechnięty, niby wyluzowany, lecz i trochę onieśmielony swoją nową rolą, dziennikarze na konferencji prasowej nawet go nie szturchają jakimiś "trudnymi pytaniami", nikt nie pyskuje... jedynie jakiś rosyjski korespondent pojękiwał do odchodzącego premiera, że "co z Rosją, co z Rosją...", ale poza "gestami dobrej woli", Tusk żadnych pomysłów "w tym temacie nie miał", bo i pewnie nie mógł mieć. Czy Tuskowi taka rola pozornego premiera będzie odpowiadać? To się okaże. Premier PO nie wygląda ani na człowieka stanowczego, ani na twardego. Swój sukces zawdzięcza kreacji medialnej, a nie talentowi politycznemu. Za tą kreacją medialną z kolei stoi sztab ludzi pracujących właśnie dla tych wszystkich konstruktorów transformacji, których znamy od kilkunastu lat.
Rzekłbym, że to nie jest rząd li tylko kontynuacji III RP, bo co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości, tj. rząd pewnego regresu i "zawracania Wisły kijem" - to przede wszystkim gabinet wielkiej koalicji okrągłostołowej czy Partii Okrągłego Stołu, rząd wielkiego porozumienia ponad podziałami. Innymi słowy, wchodzimy w okres "zamykania" - to bowiem rząd zamknięcia, a nie żadnego nowego otwarcia. Nazwiska tych politycznych "mecenasów" stojących za plecami ekipy Tuska mówią same za siebie.
Dodajmy jednak: tego właśnie głosujący w większości Polacy chcieli. Republiki bananowej. Nie jest to wyłącznie kwestia przyzwyczajenia, jak to już któryś z politologów twierdził (że Polacy przywykli do zdeformowanego państwa i czują się w nim lepiej, aniżeli w państwie np. ostro walczącym z korupcją - pal diabli korupcję, panie dzieju, z tym da się żyć :P), to jest kwestia przywiązania. Wielu Polaków nie wyobraża sobie po prostu życia innego niż w bananowej republice utworzonej po 1989 r. pod hasłem "obalania komunizmu".
W 1989 r. jednym z haseł PZPR-owców, którzy zamiast wylądować w więzieniach, pchali się ponownie z pełną aprobatą "strony solidarnościowej" do kontraktowego parlamentu, było, o ile pamiętam: "Nasze błędy już znacie, was nie oszukamy". To hasło, wyborcy, którzy wiedzieli, że taki gabinet jak dziś zostanie skonstruowany i świadomie na taki wariant zagłosowali w 2007 r., powinni sobie teraz dobrze wbić do głowy, gdyż nabrało ono niezwykłej aktualności.


Komentarze
Pokaż komentarze (48)