Nie wiążę żadnych nadziei z gabinetem Tuska i każda decyzja podwładnych nowego premiera utwierdza mnie w przekonaniu, że czeka nas recydywa tego, co najgorsze w polskiej polityce było po 1989 r. przy jednoczesnej tego apoteozie rozmaitych służalczych mediów. Już się wydawało, że można przełamać fale historii i radykalnie zmienić konstrukcję państwa i takie nadzieje niósł ze sobą rok 2005, ale okazało się to wielkim politycznym złudzeniem. Na ile ta nadzieja będzie jeszcze do wskrzeszenia, to zobaczymy, wiele bowiem zależy od tego, w jak dużym stopniu peokraci wraz z "ludowcami" zdołają organiczyć swobodę działania opozycji oraz wolność słowa. Równie dobrze mogą bowiem pławić się w rozkoszach władzy, co w przypadku dość wygłodniałych wilków z post-ZSL-u czy post-UW nie jest niczym nadzwyczajnym. Kiedyś wyrzucali PiS-owcom, że stosują zasadę TKM, teraz jednak sami zabiorą się za wyjadanie konfitur, aż im się będą uszy trzęsły. Takie jest prawo elity rządzącej w republice bananowej i właściwie nam, bucom, nic do tego.
Powstaje jednak pytanie, jak wielkie obszary życia społeczno-politycznego zostaną spacyfikowane przez peokratów, jaką skalę to zjawisko przyjmie? Czy zastosują strategię z wczesnego Mazowieckiego czy wczesnego Millera? Szczególnie zaś ciekawi mnie stopień podporządkowania blogosfery, bo przecież tak opiniotwórcze media, jak salon24 aż się proszą o jakieś "ostateczne zagospodarowanie". Po drugie ciekawi mnie, jaką postawę zajmą dziennikarze. Mam na myśli prawdziwych dziennikarzy, a nie funkcjonariuszy politycznych, takich np. jak M. Lizut, który w "GW" pisze (konkludując) o dziennikarce J. Lichockiej:
"Intuicja Lichockiej jest równa precyzji wywiadowczych funkcji CBA. Jednakże redaktor Lichocka nie wie wszystkiego. Otóż Milewicz, Michnik i reszta salonu ma znacznie dalej posunięte sugestie dla PO. Chcą, by premier Stanisław Tusk utworzył Muzeum IV RP, w którym Joanna Lichocka zostanie kustoszem, a zarazem jedną z atrakcji. Każde muzeum ma takie atrakcje, na jakie zasłużyło."
(http://www.gazetawyborcza.pl/1,75968,4677421.html)
Jak silny będzie opór dziennikarzy wobec recydywy post-peerelu? Czy zostaną zepchnięci na margines, czy też twardo będą bronić tych przestrzeni wolności słowa, jakie ostatnie dwa lata przyniosły? Bo może się okaże, że tak naprawdę nic złego się nie dzieje, a pełne przejmowanie politycznej kontroli nad służbami specjalnymi i innymi wymiarami naszego życia przez Partię Okrągłego Stołu, to prawidłowy, normalny i naturalny proces. Czy będzie trzeba jeszcze na koniec odsunąć od włądzy prezydenta, by nastał "niebiański pokój"?
To wszystko właśnie chcę zobaczyć, zanim obmyślimy kontrofensywę.
;P


Komentarze
Pokaż komentarze (104)