Partia Okrągłego Stołu nie żartuje i rozsiada się wygodnie na miejscach, które przez długie lata zajmowała i które właściwie powinny być dożywotnio przyporządkowane rozmaitym "członkom rodziny" (rodziny w starym, sycylijskim znaczeniu). Szczerze zresztą powiedział o tym roześmiany od ucha do ucha Marszałek Koronny Komorowski w wywiadzie dla roześmianych od ucha do ucha dziennikarek:
"Nie będę udawał, że w polityce jest miejsce tylko na miłość i miłosierdzie. Czasem jest też miejsce na odwet."
(http://www.gazetawyborcza.pl/1,76498,4681283.html?as=5&ias=5)
Odwet polityczny? A jakże. Czy ktoś zgłasza jakiś sprzeciw? Nie widzę, nie słyszę. Czy jacyś dziennikarze albo dzielni naukowcy protestują z tego powodu? Ależ gdzie tam. Bowiem, jak naszych biją, to źle, ale jak nasi biją, to bardzo dobrze. Na tym polega demokracja, było nie było. Ponoć jeszcze dobitniej wyraził to Lenin, patron wielu słynnych dysydentów z PZPR-u: jak biją, to uciekać, ale jak uciekają, to bić.
Nic dziwnego zatem, że peokraci wraz z tzw. ludowcami (jakoś słowo ludowcy bez cudzysłowu w tym wypadku nie potrafi mi przejść przez usta bez ironicznego grymasu) biorą się za odwet, zgodnie z zobowiązaniami powziętymi wobec środowisk, które w końcu do "zwycięstwa wyborczego" się przyczyniły. Wprawdzie superpremier Komorowski jeszcze nie tak dawno (10 listopada) zaprzeczał, by o jakimś odwecie peokraci myśleli (http://wiadomosci.onet.pl/1638660,11,po_nie_wpadnie_w_pulapke_odwetu,item.html), mówiąc:
"Platforma Obywatelska nie wpadnie w pułapkę odwetu na przeciwnikach politycznych - zapowiada Bronisław Komorowski."
Ba, twierdził nawet, że to cholerni kaczyści się dopraszają odwetu:
"- Część posłów PiS strasznie czeka na działania odwetowe PO. Platforma musi pewne mroczne sprawy poprzedniego rządu wyjaśnić, ale o odwecie nie ma mowy - powiedział w TVN24 Bronisław Komorowski. "
(http://wiadomosci.onet.pl/1635840,11,1,1,item.html)
Wynikało stąd, że to miłosierni peokraci muszą ostudzać masochistyczne zapędy ludzi Kaczyńskiego. Teraz jednak tydzień miłosierdzia najwyraźniej dobiegł końca, co widać nie tylko po odwecie na "ludziach Macierewicza-Olszewskiego" (rok 1992-bis - to ci sami ludzie, jak śpiewał Dezerter), ale i ludziach Fotygi itd. Jaką potężną siłę musi mieć środowisko dawnej Unii Demokratycznej, że nawet formalnie nie istniejąc w postaci jakiejś widocznej nieuzbrojonym okiem partii, jest w stanie pociągać sznurkami na scenie politycznej "jak za dawnych lat". Ale przecież nie po to się zawierało wiekopomne przymierze z komunistami przy wirującym, tfu, okrągłym stole, by praca tylu działaczy PZPR i nie-PZPR poszła w diabły. Ludzie sobie majątki pozakłądali, kariery z tym związali do któregoś pokolenia wprzód, a nagle miałaby jakaś fala walki z korupcją to wymieść czy fala dekomunizacji? A dajcie-żesz spokój, ludzie, z ta cholerną dekomunizacją, skoro nikt komunisty na oczy nie widział w Polsce już po śmierci Stalina. W takim "posthistorycznym" tonie wypowiedział się ostatnio na swom blogu zarówno przyboczny publicysta Jaruzelskiego D. Passent, reagując na dekomunizacyjny artykuł P. Laufera w "Rz", jak i M. Rakowski na łamach "Frondy" odpowiadając na ankietę dot. lewicy (swoją drogą nie mają goście co robić w tej "Frondzie", że takimi pierdołami się zajmują jak 'istnienie lewicy'?). Ciekawe jednak, że na podobną nutę zaśpiewy słychać ze strony PO. Słychać już, że lustracja (bo nawet nie dekomunizacja) to już jakieś zamierzchłę klimaty. Prehistoria III RP.
W ten oto elegancki sposób postkomuniści i komuniści biorą odwet na tych, co ręką reakcyjną chcieli cofnąć bieg historii i Partii Okrągłego Stołu w paradę wejść. Z zalewających nas dzień w dzień relacji medialnych można wywnioskować, że wielu "komentatorów" właśnie na takie konieczności dziejowe czekało (i się doczekało, co za ulga, oh, my God!). Jedynie jakimś zgrzytliwym głosem odzywa się Polskie Radio, publikując dzień w dzień alarmujące w tonie wypowiedzi aktorów, pisarzy, publicystów, nawet sportowców o chęci zmian sposobu finansowania medió publicznych. Media komercyjne tym się nie przejmują, bo gdyby konkurencja padła, to geszeft szedłby jeszcze lepiej przecież. Nikt jednak nie mówi jakoś głośno, że PO w ten sposób spłaca dług właśnie wobec mediów komercyjnych, które wiele pienięzy i wysiłku włożyły w "powrót do normalności" w Polsce. Peokraci wobec tego, chcąc finansować media publiczne z budżetu dążą w prostej linii do politycznego ich podporządkowania takiemu czy innemu widzimisię ministra (z namaszczenia PO czy PSL-u). To również zgopdne z prawem odwetu, bo przecież powstała za kaczystów przestrzeń wolności słowa w mediach publicznych wyjątkowo doskwierała "opozycji". Dziwi mnie jednak, że po prostu nie weszła tam do tychże mediów nowa komisja weryfikacyjna, która by jakimś spektakularnym gestem powypieprzała z budynków tych wszystkich pokaczystowskich popaprańców, co ośmieleili się wprowadzić jakichś pluralizm opinii, zgodnie z którym w radiu usłyszeć można felietony i S. Michalkiewicza, i (niestety, uch) M. Ogórka. Taka komisja wyczyściłaby struktury mediów publicznych do spodu, obsadziłaby ludźmi rozumiejącymi "mądrość etapu" i nastałby pokój na Ziemi. Nawet takiego Passenta można by zrobić szefem Polskiego Radia, czemu nie? A Urbana - ponownie prezesem TVP.
I co, byłoby źle? Po co więc PO majstruje przy finansowaniu mediów publicznych, skoro istnieją stare, sprawdzone rozwiązania, idealnie wpisujące się w logikę walki i prawo odwetu. "Teraz, k...", PO w końcu, nie? Albo, mówiąc dokładniej, Partia Okrągłego Stołu, posługująca się na danym etapie fasadowymi ugrupowaniami, jakimi są PO i PSL.


Komentarze
Pokaż komentarze (46)