Ani się nie obejrzeliśmy a w MSZ-ie już są ludzie z odpowiednim zapleczem intelektualnym związanym z rosyjskimi specsłużbami. Czy nie jest to powód do radości? Normalizacja postępuje wielkimi krokami - zmiany zachodzą skokowo, bo nie jest to ewolucja jak za premiera Pawlaka w 1992, ale prawdziwa rewolucja moralna (nie udawana, jak u kaczystów), w myśl której świat trzeba zmieniać, a nie poznawać.
Jak podaje za "Rz" TVN24:
"MSZ: Kadrami zajmie się dyplomata po moskiewskiej szkole
Zmiany, jak pisze "Rz", dotknęły też Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Wczoraj, nowy dyrektor generalny resortu Rafał Wiśniewski zwolnił szefową kadr w ministerstwie, a na jej miejsce powołał Romana Kowalskiego. To wieloletni znajomy i współpracownik Wiśniewskiego. Największe zdumienie w MSZ wywołał fakt, że Kowalski jest absolwentem MGIMO - słynnej akademii dyplomatycznej w Moskwie - pisze "Rz".
Jak dodaje gazeta, Moskiewski Instytut Stosunków Międzynarodowych (MGIMO), to uczelnia uchodząca za kuźnię kadr dla komunistycznej dyplomacji, a przez niektórych uważana także za miejsce rekrutacji przez sowieckie służby specjalne."
(http://www.tvn24.pl/-1,1529290,wiadomosc.html)
Oczywiście w komentarzu do tych rewelacji P. Zalewski nieco bagatelizuje sprawę na zasadzie takiej, że jedna jaskółka nie czyni wiosny (choć tu raczej należałoby mówić o syberyjskiej zimie), ale czy w dzisiejszych czasach potrzeba wielu specjalistów w MSZ-ie, by podtrzymać łączność ze służbami prowadzącymi? Ale aż do tego stopnia nastąpiło nasze zbliżenie z Rosją? Nic dziwnego, że media rosyjskie pisały, że Rosjanie lubią Tuska jeszcze zanim zdążył skompletować rząd.
A co tam słychać, panie w polityce? Nic się nie dzieje. Jedynie Doda się całowała z premierem.
;P


Komentarze
Pokaż komentarze (85)