Polecam książkę Jose Saramago pt. "Miasto ślepców", stanowi ona bowiem niezamierzoną zapewne alegorię tego, co dzieje się obecnie w naszym kraju. Oto co drugi komentator życia politycznego dosłownie "pada na kolana" (jak w Gombrowiczowskim "Trans-Atlantyku") przed rządami premiera Tuska. Nie wiem, może to zjawisko naturalne i dające się wyjaśnić jakimiś przyrodniczymi prawidłowościami (np. po nostalgii jesiennej jakiś szał przedświątecznych zakupów tak oddziałuje na mentalność wielu dziennikarzy), zauważalna jest jednakże niebywała wprost admiracja dla nowego premiera, zanim jeszcze cokolwiek zdołał uczynić. Można odnieść wrażenie, że cuda już się dzieją, choć my, buce niewtajemniczeni, jeszcze o nich dokładnie nie wiemy. Jak nie Ł. Warzecha w "Dzienniku" widzi szansę na zmianę mentalności władzy (by Tusk) (http://www.dziennik.pl/opinie/komentatorzy/article85060/Tusk_ma_szanse_zmienic_mentalnosc_wladzy.html), to I. Janke nam, burakom, uzmysławia, że Zachód wprost piszczy i kwiczy z radości, że premierem jest Tusk (http://jankepost.salon24.pl/48267,index.html).
Jakby tego było mało, W. Putin, jak dobry wujek z Moskwy, śle konfidencjonalne sygnały świadczące o ociepleniu stosunków (http://www.dziennik.pl/gospodarka/article85692/Putin_chwali_postepy_Tuska.html). Panie dzieju, żyć, nie umierać! Wprawdzie Putin mówi jedynie o szansach na zniesienie embarga na eksport polskiego mięsa, a już nie np. o otworzeniu posowieckich archiwów dla polskich historyków czy o kwestii Katynia, ale kogo tam jakieś bzdury związane z prehistorią obchodzą, na litość boską! Eksport mięsa jest ważny, a nie pierdoły o jakichś zsyłkach czy eksterminacjach. I to mi się podoba. To jest właśnie polski wybór przyszłości - już nie tyle z czasów "Olka", co ze słynnego "sejmu kontraktowego" złożonego z wielu osób niedowidzących historii. BTW, a po cholerę Polakom historia? Mało jej mieli w szkole?
Teraźniejszość się liczy, no. J. Pitera "ma patrzeć na ręce" szefowi CBA. Skończyła filologię polską. Interesuje to jakiegoś filozofa prawa? A skąd, panie dzieju. A kiedyś takie wyczulenie na punkcie kompetencji było. Z Giertycha się śmiali, że zarządza oświatą. Prawnik, a oświata, panie dzieju. A polonistka a służby specjalne? A czemu nie, do cholery? Może nareszcie coś na odmianę?
Ale nie o tym miałem, bo przecież wszystko jest super ekstra, tylko trzeba mocno zmrużyć oczy, bo najwyraźniej "widzi się" zbyt wiele. Kiedyś mojego dobrego przyjaciela zatrzymał przed laty nocą patrol policyjny i jeden z funkcjonariuszy drogówki spytał elegancką polszczyzną: "Było pite?" Ta forma bezosobowa w jakiejś paradoksalnej mierze przystaje do naszego współczesnego dziennikarstwa. Otóż nic "się nie widzi". Same plusy dodatnie. Ja sam oczom nie mogę uwierzyć. Zamilkły krytyczne głosy, zamilkli malkontenci i komentatorzy szukający "dziury w całym", naraz nastały czasy niemalże wyzwolenia spod okupacji. Odgruzowywanie, panie dzieju. Cały naród odgruzowuje kraj po dwóch latach wojny. D. Gawryluk jeno pisze, że rząd Tuska nie ma rogów (http://www.dziennik.pl/opinie/article85045/Donald_Tusk_musi_w_koncu_pokazac_rogi.html), lecz przecież też to jest takie przyganianie na zasadzie towarzyskiego pokpiwania na brydżyku. Moim zdaniem rząd ulepiony z plasteliny może mieć rogi tylko wtedy, gdy ktoś je doczepi, lecz może ja nieprawidłowo wnioskuję?
Pojawia się zatem pytanie (tu drapię się po głowie na znak, że myślę), jak tu się wpasować w nowy trend? Jak się zachwycić, skoro "nie zachwyca"? Jak to patrzeć na ten rząd, by się podobał? A może nie patrzeć, ino mówić, że "sie podoba, panie dzieju"? No ale, kurde, mnie się nic nie stało, ja nie przeżyłem jakiegoś zaburzenia pamięci ani, tym bardziej, "politologicznego omdlenia" i wiem, kto kim jest. Jak to usunąć w cień?
Czemu, nie tylko nikt nie widzi, że król jest nagi, ale i nikt się z tego nie śmieje? Przepraszam, może przesadziłem z tym Saramago, może to sytuacja bardziej prozaiczna, tak jak z trzema małpkami, z których jedna zatyka sobie oczy, druga uszy, a trzecia usta. I wszystkie czekają na wiekopomne expose, które genialny premier sam ponoć komponuje, niemalże jak A. Mickiewicz lub J. Słowacki w czystym, romantycznym natchnieniu (bo przecież nie reakcjonista Z. Krasiński czy ciemny C. K. Norwid). "Siam", jak mawiał jeden z bohaterów "Życia wewnętrznego".
;P


Komentarze
Pokaż komentarze (66)