Piętnaście lat po nocnej zmianie, prezydent Wałęsa zbiera się za sprzątanie po Macierewiczu, Olszewskim i - oczywiście "braciach Kaczyńskich". No, lepiej późno niż wcale. Teraz jednak chce sprzątania za pomocą komisji śledczej. Ubodło go bowiem do żywego, że został wymieniony wśród - no może nie tyle sygnatariuszy, co pewnie beneficjentów Układu w aneksie do raportu o rozwiązaniu WSI (http://www.dziennik.pl/polityka/article87479/Walesa_chce_kolejnej_komisji_sledczej.html). W sukurs Wałęsie przyszła osoba gen. E. Wejnera, byłego dowódcy Nadwiślańskich Jednostek Wojskowych, który niemal na własne oczy widział przygotowania do ówczesnego zamachu stanu, do czego, jak wiemy z lekcji historii pookrągłostołowej, nie doszło dzięki przytomności i Wałęsy i delegatów na kraj Partii Okragłego Stołu właśnie, czyli mówiąc inaczej, rycerzy króla Wojciecha. Teraz były prezydent też wykazuje się przytomnością, bo reakcyjnej hydrze chce ukręcić łeb na dobre, by nie destabilizowała kraju już nigdy (a co z UPR-owcami, którzy ten projekt ustawy lustracyjnej wtedy zgłosili?).
Teraz może rozumiemy nieco lepiej, skąd ten niedawny protest Wałęsy (poparty przez premiera Tuska) wobec badań naukowych gówniarzy z IPN-u z doktoratami zatwierdzonymi nie przez PZPR tylko jakieś pewnie szemrane gremia, badań, które, no pech chce, akurat jakimiś didaskaliami z życiorysu noblisty się zajmują, zamiast poważnymi problemami. Widzimy też, dlaczego Wałęsa został obrany jako bez mała honorowy patron nowego rządu. Obecna przytomność prezydenta wyraża się w pewnych diagnozach psychiatrycznych, których ostatnimi czasy dość sporo stawiał w swoich felietonach na wp.pl i które najwyraźniej mu weszły już w krew, skoro teraz twierdzi on, że:
"To są majaki Macierewicza. Ten człowiek majaczy. W najbliższym czasie zwrócę się do parlamentu o powołanie komisji śledczej, która miałaby zbadać informacje zawarte w książce generała Wejnera. Niech zbada, jaką rolę w czasie odgrywali naprawdę Macierewicz, Olszewski i bracia Kaczyńscy."
Jeden przytomny w tym kraju? Kto jeszcze? Jeszcze oczywiście P. Graś, który utrzymuje, że PiS "wdaje się w rozgrywki personalne" i blokuje prace komisji ds. specsłużb, a przecież powinna ona z tymi pracami ruszyć, tylko kaczyści nie pozwalają, bo się przy nienawistnym Macierewiczu upierają. Myślałby kto, no? PO chce jak najlepiej, jak zwykle, a tępy PiS powtarza swoje, jak nakręcony.
Wracamy jednak do Wałęsy. Zauważmy, że upiera się on przy wersji, że z żadnym cholernym układem nie miał nigdy do czynienia. (Nawiasem mówiąc, o układzie nie wspomniał też w słynnym tasiemcowym expose Tusk, więc pewnie w ogóle sprawa jest dęta). Jednocześnie jednak, za świadka swojej słusznej sprawy bierze Wejnera, doktora nauk wojskowych (obrona w 1984 r. - o roku ów!...), szefa w/w Jednostek od 1985 r., a który miał nawet zostać (z poręczenia M. Wachowskiego) ministrem spraw wewnętrznych. Sprawa jest o tyle ciekawa, że najpierw swoje rewelacje ogłosił właśnie Wejner na łamach (skąd my to znamy) "Trybuny", a potem potwierdzili je Wałęsa z Wachowskim (http://www.trybuna.com.pl/n_show.php?code=2006101103), po czym Wałęsa powołuje się na te rewelacje dla potwierdzenia tychże rewelacji. Sprawę jednak natychmiast przytomnie podchwycili komuniści, wśród nich nieoceniony J. Zemke, który obiecał zbadać rzecz, bo przecież jest arcypoważna. Nie byle kogo się postawiło na czele komisji ds. specsłużb, to już wiemy. Najwyraźniej jednak "bieżących afer" okazało się za mało, wobec tego sięgnięto po aferę z zamachem stanu. No, zamach taki to już sprawa, za którą można porządnie beknąć, więc jak już wyrywać kaczyzm, to z korzeniami. Wałęsa powołuje się na człowieka układu, dowodząc, że on, Wałęsa, nie jest człowiekiem układu. No, logika to może parakonsystentna, ale zawsze jakaś, panie dzieju, tak jak i semantyka Wałęsowska, o której tyle artykułów prof. Bralczyk napisał. A nawet książkę.
To jednak nie koniec, bo zwróćmy uwagę na ten odtwarzany przebieg zdarzeń:
"Według generała szykowano wtedy zamach stanu. W pełnej gotowości bojowej były jednostki nadwiślańskie oraz GROM. Sprawdzano także lądowiska dla helikopterów wokół Belwederu. To właśnie tam Lech Wałęsa miał zostać zatrzymany. Jednak wcześniej były prezydent pojechał już do parlamentu. Tam rozpoczęła się już debata nad rządem Olszewskiego i procedura jego odwołania. To miało spowodować, że zamachu stanu i aresztu dla Wałęsy nie było."
Pytanie teraz dla buców takich, jak my. A skądże Wałęsa wiedział o zamachu stanu, że od razu wiedział, dokąd pojechać, a dokąd nie pojechać? Pewnie naraz oprzytomniał, po prostu. Bogu dzięki, że go w tym sejmie nie aresztowano, no ale to już jeden generał Wejner wie, dlaczego, skoro karły reakcji były tak blisko głowy państwa, psiakrew.


Komentarze
Pokaż komentarze (149)