Nareszcie jakiś głos rozsądku w tym politycznym hyde parku, bo oto R. Schnepf, kiedyś zwolennik gazociągu rosyjsko-niemieckiego, postuluje, by nie dyskryminować w polskiej dyplomacji ludzi po sowieckich szkołach (http://www.rp.pl/artykul/72175.html). Na szczęście ponury czas terroru i właśnie dyskryminacji ludzi z takim epizodem w życiorysie już się skończył i teraz jedynie pozostaje zaleczyć im rany i w ramach zadośćuczynienia wywindować profesjonalistów jak najwyżej, a im wyżej, tym lepiej. Dziwowaliśmy się, jak to możliwe, że rosyjskie media chwalą powstający rząd Tuska jeszcze zanim ogłoszono jego pełny skład, a Rosjanie "lubią Tuska" (o czym pisałem), zanim zaczął cokolwiek spektakularnego robić. Błąd. Najwyraźniej rosyjskie służby dyplomatyczne już wcześniej - może nie tyle "wyczuły pismo nosem", bo przecież żyjemy w niepodległym kraju, o czym nas co chwilę media przekonują, co "odczytały znaki czasu" tu i ówdzie. Powrót porządnych dyplomatów po czystce zastosowanej przez ponurych ludzi A. Fotygi wpisuje się idealnie w koncepcję nie tylko "dekaczyzacji", lecz "defotygizacji", do której - należąca do koalicji rządowej pozaparlamentarna partia pn. "GW" już od tygodni, jeśli nie miesięcy, nawoływała.
W ten sposób ocieplenie stosunków polsko-rosyjskich jest zrozumiałe i realne (i vice versa). Rosjanie cenią sobie takie ekipy rządowe, które wiedzą, w jaki sposób zacierać ślady po niedawnych konfliktach i - co szczególnie ważne - normalizować sytuację. Od normalizacji specjalistami są nie tylko funkcjonariusze "GW", lecz i PSL-u oraz PO, czyli istotne odłamy Partii Okrągłego Stołu, mamy bowiem jeszcze LiD, co normalizację pojmuje nieco inaczej, choć też w kanonach dyplomatycznych osadzoną, jak należy.
W artykule w "Rz", bo do niego nawiązuję, czytamy, że:
"Moskiewska akademia dyplomatyczna od dawna wzbudza podejrzenia. Pieczę nad uczelnią miały sprawować KGB i wywiad wojskowy GRU. Wykładali na niej m.in. ludzie związani ze specsłużbami, np. Jewgienij Primakow, były szef KGB. Ale jak mówi „Rz” Wiktor Suworow, były oficer sowieckiego wywiadu, który w czasie zimnej wojny uciekł na zachód, uczelnia szkoliła przede wszystkim zwykłych dyplomatów. – KGB i GRU miały własne uczelnie. A MGiMO odpowiadała za tzw. czystą dyplomację. Oczywiście studenci byli dokładnie sprawdzani przez specsłużby. Były też przypadki, że KGB wysyłało na studia agentów, aby potem udawali zwykłych dyplomatów – mówi Suworow."
Zauważmy jednak, że to są wyjaśnienia Suworowa, a czy agentowi można wierzyć? Zwłaszcza takiemu, co przeszedł na stronę imperializmu? Schnepf ma rację, zimna wojna już dawno jest prehistorią, czas na normalizację. Dość już tego drażnienia Rosji czystkami w polskim MSZ-ie. Jesteśmy wolnym krajem.
;P


Komentarze
Pokaż komentarze (47)