Mieliśmy już kiedyś słynnego redaktora, który został prezydentem, mieliśmy też słynnego redaktora, który prezydentów mianował lub utrącał, teraz mamy redaktora, który wprawdzie prezydentem nie został, mimo że chciał i nawet musiał, lecz jest akurat premierem, więc nic straconego. Dla nieobeznanych z historią Polski pookrągłostołowej dodam, że chodziło kolejno o Kwaśniewskiego, Michnika i szefa PO. Łza się w oku kręci, że bawiących się sprawowaniem władzy peokratów stać na takie cyrkowe popisy, bo przecież za rządów PiS-u ponuro było po cholerze, a każdy dzień zaczynał się od sdpisu inwentarza świeżych afer tropionych z wypiekami na twarzy przez media i medioznawców.
Nie wiem, po co Tusk zaciągnął się na jeden dzień na służbę do "Faktu" i może to "historia wyjaśni" (ta sama "historia", co oceni "generała" Jaruzelskiego), faktem jednak jest, że niewielu ludziom jest do śmiechu z powodu całego tego cyrku. Można więc zadać pytanie, co za cyrk, skoro nikt nie śmieje się i nie klaszcze? A może to na serio jest, tylko ja, jako buc nie z tej ziemi, nie rozumiem pojęć?
"Zapowiada wizyty w Moskwie, Watykanie i w Brukseli. Przedstawiciele jego rządu spotykają się z lekarzami w pilnej sprawie ograniczenia czasu pracy. Zapadają ostatnie decyzje dotyczące Stadionu Narodowego. Wydawałoby się, że premier ma nawał pracy, ale Donald Tusk znalazł czas dla "Faktu" i został jednodniowym naczelnym tej gazety.",
(http://www.tvn24.pl/-1,1530222,wiadomosc.html)
relacjonuje z uśmiechem jakaś dziennikarska dusza z TVN24. Tam stylistyka tej relacji to małe piwo - patrzmy na rozmach zamierzeń! Wizyta w Moskwie, w Watykanie, w Brukseli... Pewnie dziennikarskiej duszy kolejność się porypała, lecz mniejsza z tym, ważne, że Tusk nie tylko odwiedzi bratnią stolicę Rosji, lecz i Watykan, w którym nogę postawili wszyscy premierzy poza Bieleckim i Oleksym. Ba, może ci dwaj zabiorą się teraz w delegacji do Watykanu? A komu to by zaszkodziło? Lepiej późno niż wcale, gdy lata lecą, a potem (gdy godzina ostatnia wybije) św. Piotr zacznie wypytywać, czy się było za życia u następcy św. Piotra (choćby służbowo), czy nie.
Ale nie o życiu pozagrobowym miałem pisać, tylko o realiach tu i teraz. Co bowiem się działo, ludzie kochani, na kolegium redakcyjnym?:
"„Premier stawił się w redakcji punktualnie. Tuż po godzinie 9:00 zasiadł w fotelu redaktora naczelnego i rozpoczął zebranie. Czy podczas kolegium wolno palić? - to właśnie w pierwszej kolejności chciał wiedzieć Tusk, który sam palenie rzucił. Decyzja mogła być tylko jedna: dziś, wyjątkowo, papierosów na kolegium nie będzie”"
Cholera, dobrze, że mnie tam nie było, bo z nerwów na pewno bym zapalił, mimo zakazu. Rozumiem jednak, że Tusk w ten sposób rozpoczyna i uosabia zarazem kampanię antynikotynową. Może poranny jogging jeszcze i siłownia? Nie no, z siłownią przesadziłem. Siłownię może Marszałek Koronny Komorowski zareklamuje. No bo kto inny? Pawlak? Bury?
No ale co jeszcze ważnego było?:
"„Premier będzie się zajmował nie tylko działem politycznym, gdzie sam często jest głównym bohaterem, czy ulubionymi stronami o sporcie. Wybierze też zdjęcia naszych gwiazd telewizji, kina i estrady”. Ciekawe, czy również „gwiazdek” z ostatniej strony, których mocno odsłonięte wdzięki są stałym elementem gazety?",
dopytuje dziennikarska dusza. Łza się ponownie w oku kręci i człowiek czuje się, jakby czytał "Żołnierza Polskiego" albo "W służbie narodu" za dawnych, peeerlowsko-pezetpeerowskich lat.
Najważniejsze jednak przed nami:
"Wydawany przez Donalda Tuska numer gazety wyjdzie jutro."
Ustawiam się już dziś pod kioskiem, żeby mi żaden karzeł reakcji nie wykupił "Faktu" z rana. Kupię dla siebie, dla całej rodziny i dla następnych pokoleń. Wykupię cały nakład, a co mi tam. Stać mnie. Żyje się w Irlandii 2 tylko raz.
PS.
Acha i żadnych "list społecznych" nie respektuję.


Komentarze
Pokaż komentarze (62)