Zawsze ilekroć dzieją się naprawdę poważne rzeczy w państwie, spora część mediów zaczyna serwować tematy zastępcze, jakby się nic nie działo. Są to te same media, które jeszcze nie tak dawno analizowały każdą decyzję rządu Kaczyńskiego, każdą plotkę wokół PiS-u i każdy fakt prasowy. Dziś więcej wiemy o ptasiej grypie, o rozmaitych festiwalach filmowych, o wyborach miss takiej czy owakiej, ewentualnie o swojskich planach latania zwykłymi samolotami przez premiera, natomiast wymiatanie urzędników z rozmaitych ministerstw czy innych państwowych instytucji, a obsadzanie na ich miejscach "starych fachowców" z układowego z reguły nadania, zupełnie nie interesuje "wnikliwych obserwatorów". Jednym głosem zaczynają mówić Kutz i Napieralski (choć nie jest to jeszcze przecież noc wigilijna) (http://www.tvn24.pl/-1,1530706,wiadomosc.html), głosząc światu takie choćby mądrości:
"- A co to znaczy z SLD? Że to są małpy czy zbrodniarze? - pytał Kutz."
Chodziło oczywiście także o powrót "starych fachowców", któremu sprzeciwił się choćby ex-min. Szczygło. Co więcej, Kutz twierdzi:
"Przecież wszyscy wiedzą, że te konkursy to wielkie machlojki i ma wygrać ten, kto ma wygrać."
A wydawało się, że to właśnie PO jest wielką zwolenniczką konkursów i odpolityczniania urzędów. Najwyraźniej jednak nie za rządów PO, po prostu. Zresztą jest w tym myśleniu jakaś logika: skoro konkursy są fikcją, to lepiej od razu, odgórnie obsadzać fachowcami. Któż zaś jest lepszy aniżeli "starych fachowiec"? Podobną logiką wykazuje się Napieralski:
"- Nie ma skazy ten, kto był w SLD. I ma konstytucyjne prawo do pracy."
Jasne, że tak. Kto jest bez skazy, niech pierwszy rzuci kamieniem. Ja bym nawet rozciągnął to prawo dot. nieskazitelnych na wielu "starych fachowców" także z PZPR i wtedy sprawy polityczne w Polsce będą ostatecznie unormowane. Nie ma co ukrywać, takie prawo nie jest już potrzebne, skoro koalicja PO-PSL-LiD-i inne frakcje POS czuje się jak u siebie w domu ("jesteśmy w swoim domu", jak mawiał Mazowiecki, "co robić - pomóż", jak dopowiadali rozmaici aktorzy nie tylko sceny politycznej) i zaprowadza takie porządki, jakie zyskują błogosławieństwo Niemiec i Rosji. Cisza wokół tego sprawia wrażenie, jakby większość komentatorów się rozchorowała. Być może znikli oni w czeluściach hipermarketów, oddając się nałogom przedświątecznych zakupów, lecz czy te zakupy będą trwać aż do przyszłego roku?
Tusk wprawdzie w wywiadzie dla "Financial Times'a" zwraca nam uwagę, że wchodzimy w kolejny etap liberalizmu w Polsce (http://wiadomosci.onet.pl/1651126,11,item.html), konia jednak z rzędem temu, kto w Polsce w ogóle widział po wojnie liberalizm gospodarczy. Co innego obyczajowy - w jego ramach walkę z Kościołem prowadzono nie tylko od zainstalowania sowieckiej władzy w naszym kraju, lecz i długo po jej odinstalowaniu (przynajmniej formalnym), tłukąc do głowy tubylcom, że grozi im państwo wyznaniowe, jeśli dalej "czarni będą się tak wtrącać do polityki". Wszystko to już znamy, dziwować się można zatem jedynie, że szefowi PO pewne pojęcia się mylą i zamiast o kolejnym etapie socjalizmu, mówi o liberalizmie. Słowo "liberalizm" tak jednak zostało obrośnięte ekwiwokacjami, że dziś za liberałów uważają się nawet ludzie, którzy są rasowymi zamordystami (i nie mam tu na myśli obecnego premiera, gdyż to nie on wedle wszelkich znaków na niebie, sprawuje teraz władzę w kraju, on jest jedynie łącznikiem Układu z rzeczywistością i - by tak rzec - politycznym podwykonawcą).
Czemu akurat nowi koalicjanci po pierwsze zaczęli porządki w resortach siłowych oraz w rozmaitych strategicznych instytucjach, skoro szli z programem wielkiego gospodarczego przełomu? Jeden Układ to wie, ale my, buce też. Parafrazując tytuł książki Lisa, można powiedzieć tak: po pierwsze Układ, głupcze! Niestety, nie było to zbyt głośno wypowiadane hasło w tegorocznej kampanii wyborczej, ani PO, ani PSL-u, ani LiD-u, ani "GW", ani TVN24.


Komentarze
Pokaż komentarze (65)