Taki temat powinna mieć konferencja na temat specyfiki działań funkcjonariuszy TVN, którzy, co ciekawsze, nazywani są (nie tylko przez samych siebie) dziennikarzami. "Nowe standardy pracy" albo - "nowa definicja dziennikarstwa". Istota rzeczy sprowadza się do tego, że funkcjonariusze TVN coraz częściej uciekają się do technik charakterystycznych dla działań służb specjalnych aniżeli do rutynowych działań związanych ze zdobywaniem i przekazywaniem informacji, jakie wykonują ludzie parający się dziennikarstwem, by tak rzec, tradycyjnym. Jak wiemy, szczególną pasją funkcjonariusze TVN wykazują się w odniesieniu do o. Rydzyka i jego współpracowników, których to "dziennikarze TVN" za pomocą rozmaitych przebieranek, ukrytych kamer, podsłuchów i przeróżnych prowokacji starają się "ukazać". Ze właściwą sobie swadą skwitował te praktyki S. Michalkiewicz w felietonie "Media w służbie bezpieczeństwa" (http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=194). Można by jednak się zastanawiać, czy namiętność do PiS-u (np. legendarne "taśmy Beger" skonstruowane przez partnerów na służbie w ramach programu "Teraz my") jest dużo mniejsza. Oto bowiem PRZEZ DZIURKĘ OD KLUCZA (http://www.tvn24.pl/-1,1531578,wiadomosc.html) "reporter TVN" zarejestrował jakieś istotne fragmenty kongresu partii J. Kaczyńskiego.
Na stronie TVN24 podawane to jest z niekłamaną satysfakcją, jakby "reporter" byka za rogi złapał i to live. Zwracam uwagę na te nowe standardy w dziennikarstwie, bo wygląda na to, że funkcjonariuszom TVN-u wchodzą one na tyle w krew, że wnet tylko w taki sposób, jak powyżej będą oni "zdobywać informacje". Tym samym zatrze się granica między pracą newsmakera, a pracą bezpieczniaka (przynajmniej w sferze pewnych rutynowych czynności) - pozostanie jedynie różnica wynikająca stąd, że bezpieczniacy zazwyczaj poufne informacje chowają "pod korcem", by "w odpowiednim momencie" czynić z nich oiperacyjny użytek - zaś "dziennikarze" czy "reporterzy" TVN publikują swoje newsy niemalże natychmiast, jakby ścigali się z czasem. Można jednak z pewną dozą prawdopodobieństwa założyć, że oficerowie prowadzący takich "dziennikarzy" czy "reporterów" zlecają im natychmiastowe upublicznianie pewnych danych (zwł. jeśli są one odpowiednio spreparowane - o czym V. Volkoff pisuje obszernie w swoich książkach o dezinformacji w mediach), ponieważ - i tu należy wstrzymać oddech :) - tak dzisiaj się pojmuje nowoczesne działania operacyjne. Walka z wrogiem toczy się bowiem także za pomocą mediów, a nie ma wątpliwości, że flagowym medium jest w tejże walce TVN, któremu kaczyści wyjątkowo zaleźli za skórę. Bezpieczniacy więc nie bawią się w jakieś podchody czy zastraszanie przeciwnika w bramie, nie bawią się w wywożenie gdzieś na obrzeża miasta i "kamulki" (kto nie wie, o co chodzi z "kamulkami", niech nie czyta tego posta), czy "odkręcanie śrub w kołach samochodu", czy wiele innych pomysłowych, lecz dość wąsko stosowalnych technik frontowych, ponieważ ich skala jest zbyt mała z dzisiejszego punktu widzenia, kiedy to trzeba całe państwo wziąć za pysk w nowoczesny sposób, a nie siermiężnie i pod sowieckim butem, jak za komuny. Bezpieczniacy wiedzą (po zapewne wielu naradach), że teraz przeciwnika należy eliminować za pomocą spektakularnych działań, "wielkoskalowych", takich, które "odbijają się szerokim echem" i potem długo jeszcze żyją, krążąc w rozmaitych wersjach w propagandzie szeptanej na imprezach oficjalnych i nieoficjalnych, w poczekalniach i na dworcach. Co lepiej się nadaje do urządzenia spektaklu z działań operacyjnych, jak nie stacja telewizyjna? Wprawdzie w mediach publicznych takie akcje nie za bardzo są możliwe, ale od czego są media komercyjne, które nie bez wydatnej pomocy finansowej "panów bez twarzy" powstawały?
Nie ma już najmniejszego znaczenia, czy "dziennikarze" i "reporterzy" wykonują swoje zlecenia spontanicznie, dobrowolnie, czy też na zasadzie realizowania swoich (na nowo rozumianych, podkreślam) "dziennikarskich obowiązków". Ważne jest wyłącznie to, że techniki bezpieczniackie wchodzą do kanonu prac ludzi udających wykonywanie zawodu dziennikarza w Polsce - i to wchodzą na stałe. Z jednej strony wykorzystuje się w nich nowoczesne technologiczne wynalazki, z drugiej jednak, cała ta operacyjna technika i jej cele do złudzenia przypominają style pracy mediów peerelowskich, w których chodziło o wszystko, tylko nie o podawanie prawdziwych informacji o realnych zdarzeniach. Konstruowało się przekaz na metapoziomie, tak by miał odpowiedni "wydźwięk", nie zaś by odnosił się do jakiegoś faktu. Funkcjonariusze TVN są bliscy ideału ich mistrzów, a więc nauka nie poszła w las.
Zamiast więc deliberować w środowiskach dziennikarskich o zmianach w ustawie "Prawo Prasowe" skonstruowanej w dekadzie szczytowego zamordyzmu, tj. za jaruzelszczyzny w 1984 r., należałoby przywrócić te ustawę w pierwotnym brzmieniu, bo nic tak nie cieszy oka socjaldemokraty, jak stare, porządnie skonstruowane, marksistowskie prawo.


Komentarze
Pokaż komentarze (87)