Jak to dobrze, że nowego ministra sprawiedliwości wzięli w obronę najwięksi publicyści wszechczasów, czyli funkcjonariusze tygodnika "Polityka". Paradowska pisze wprost, że trwa polowanie i nagonka na Ćwiąkalskiego:
"To, że w nagonkę na nowego ministra włączają się tabloidy czy “Gazeta Polska”, nie powinno robić wrażenia, bo gdy chodzi o insynuacje, to te są ich specjalnością. Obecność “Dziennika” i jego napuszonych komentarzy w tej sprawie jednak dziwi, podobnie jak tytuły na pierwszej stronie (dwa razy z rzędu Ćwiąkalski na czołówce, w tym jeden raz pod tytułem zwyczajnie nieprawdziwym). Nie mogę zrozumieć nadzwyczajnego przywiązania do ministra Ziobry i jego wątpliwych metod politycznego sterowania prokuraturą poważnej gazety."
(http://paradowska.blog.polityka.pl/?p=136)
Passent zaś uważa, że ta niezrozumiała nagonka na Ćwiąkalskiego urządzona została zamiast tak bardzo potrzebnej dyskusji o kongresie PiS-u i puentuje tak, wchodząc w skórę biednego ministra:
"Aż nie wytrzyma i pęknie Ćwiąkalski albo Tusk, który nie zechce za niego umierać. Teraz musi zdecydować premier – albo broni ministra, albo go poświęca, gdyż uznaje, że nie opłaca się Ćwiąkalski za wyprawkę. Jakkolwiek absurdalne byłyby zarzuty pod adresem Ćwiąkalskiego – politycznie i medialnie są one nośne. To gorsze niż dziadek w Wehrmachcie. W każdej chwili pp. Brudziński, Gosiewski, Kempa, Kuchciński, Putra, Szczygło, Szczypińska czy Ziobro mogą zastrzelić Ćwiąkalskiego, mówiąc, że „Już nigdy żaden przestępca nie będzie broniony przez tego pana”."
(http://passent.blog.polityka.pl/?p=381)
Cholera, niby kaczyści odsunięci od władzy, ale strzelać jeszcze mogą i to "w każdej chwili", psiakrew. Co na to ZOMO? Zaraz, jakie ZOMO, zagalopowałem się w tę grudniową noc. Ale to nie koniec, bo jeszcze jeden głos w obronie ministra sprawiedliwości - Brunetko pisze:
"Tymczasem PiS bez skrupułów przypuścił na Ćwiąkalskiego bezpardonowy atak. Stare hasło o adwokatach chroniących przestępców przekute zostało w tezę o konflikcie interesów, w jaki popada mecenas-minister. Wrócił zarzut o odradzaniu się pod rządami PO „układu” sterowanego przez biznesowych oligarchów. „Ćwiąkalski odpuszcza Krauzemu”, „Ćwiąkalski wsparł Dochnala” – krzyczały czołówki mediów. PiS zażądał w końcu odwołania świeżo upieczonego ministra."
Serce się kraje, gdy tylu adwokatów adwokat ochraniający oligarchów natychmiast znalazł, zważywszy na to, że jeszcze palcem w bucie specjalnie nie kiwnął, poza wstępnymi deklaracjami uwalenia koncepcji sądów dwudziestoczterogodzinnych czy innej deziobrzyzacji. Czy aż tak źle jest z obecnym ministrem? Danz zwraca uwagę w swoim poście, że blisko połowa Polaków źle życzy poczciwemu Ćwiąkalskiemu (http://faxflash.salon24.pl/51103,index.html), no ale Danz podaje to za wredną "Rz", której nie kochają peokratyczne media, więc nie może być obiektywny (Danz innych gazet pod ręką nie miałeś? "Trybuny" nie możesz poczytać weekendowej?). Nie muszę dodawać, że tego sondażu nie publikuje "GW" czy TVN24 - tak ochoczo publikujące inne sondaże. Podejrzewam, że gdyby 80 % polskiego luda poparło Ćwiąkalskiego, to natychmiast sondaż byłby szeroko upubliczniany. No, ale są sondaże i sondażyki, pewnie.
Pech chce, że sam minister sprawiedliwości dorzuca koksu do ognia, tj. przyznaje, że IPN wrzucił na ruszt jakieś cholerne dokumenty, w których figuruje on (Ćwiąkalski, nie IPN) jako kandydat na TW. Szlag trafi, nie miał kiedy tego IPN (indoktrynujący ludzi, jak pisze Paradowska w jednym z komentarzy do komentarzy pod swoim świeżym wpisem) publikować? Nie ma innych spraw do ujawnienia?
"Minister opowiada też o okolicznościach, w których prawdopodobnie został zarejestrowany przez SB jako kandydat na tajnego współpracownika. Fakt ten wyszedł na jaw, gdy kilka dni temu IPN ogłosił kolejną swoich część katalogów. - Myślę, że rejestracja miała związek z moim późniejszym stypendium naukowym w 1986 roku. Wyjechałem wtedy na półtora roku do RFN i nic dziwnego, że uważano mnie za osobę atrakcyjną dla bezpieki. Żadna propozycja jednak nigdy nie padła – wspomina Ćwiąkalski. I dodaje, że ma trochę żalu do IPN. - W katalogu szczegółowo opisano działalność opozycyjną takich ludzi jak Jarosław Kaczyński czy Jolanta Szczypińska. W moim przypadku ograniczono się do lakonicznej wzmianki. Tymczasem wiem, że dowody mej działalności się zachowały. Szkoda, że IPN działa wybiórczo – mówi Ćwiąkalski."
(http://www.wprost.pl/ar/119307/Cwiakalski-dyktafony-po-Ziobrze-oddam-na-aukcje-Jerzemu-Owsiakowi/)
Bogu dzięki, że minister sprawiedliwości odda dyktafony Ziobry na aukcję WOŚP. Po takiej akcji już nikt nie będzie stawiał idiotycznego postulatu, że Ćwiąkalski musi odejść.


Komentarze
Pokaż komentarze (32)