Czytając rozentuzjazmowany "Dziennik", można by odnieść wrażenie, że D. Tusk zawarł ślub z A. Merkel, a nie był z wizytą na szczeblu rządowym:
""Przyjaciele nie mogą nie rozmawiać" - powiedział. "Łatwe sprawy rozwiązujemy od ręki i bardzo się cieszę, że w tych sprawach, które trochę uwierały i polskiej, i niemieckiej stronie, znaleźliśmy wspólny język dosłownie w ułamku sekundy" - podkreślił premier."
Tak rozpędziła się polska dyplomacja, że sprawy załatwia się teraz w ułamkach sekund, czyli od ręki. Mamma mia, żeby jeszcze tylko kamerzysta czujnym okiem zdołał to zarejestrować albo szybkostrzelny aparat fotograficzny, ważne bowiem, by jakiś ślad namacalny pozostał - czytam i czytam relację, i wygląda ona tak, jakby sama relacjonująca V. Baran nie dostrzegła, co zaszło - tak szybko zapewne to zaszło. Więc premier tłumaczy nam, bucom, co ważnego się wydarzyło:
"Wśród tych spraw Tusk wymienił współpracę oświatową oraz wymianę młodzieży. "Okazało się, że wystarczy wymienić kilka zdań, żeby uznać, że mamy tutaj identyczny pogląd" - powiedział Tusk."
(http://www.dziennik.pl/polityka/article94748/Tusk_Latwe_sprawy_rozwiazujemy_od_reki.html)
I to mi się podoba, nareszcie coś udało się załatwić. Kto dziś powie, że oświata to pryszcz albo że wymiana młodzieży to już w czasach zacieśniania współpracy polsko-niemieckowschodniej była? Wgryzając się w ten artykuł zastanawiam się zatem do jakiego czytelnika jest on skierowany - polskiego, czy niemieckiego? Gazeta jednak w języku polskim, to chyba do polskiego. Entuzjazm zaś jakby nie do końca zrozumiały, ale może i ja coś przeoczyłem w tej relacji, więc sięgam do innego medium:
"Są tematy, w których nie osiągnęliśmy pełnego porozumienia - przyznali Donald Tusk i Angela Merkel na wspólnej konferencji prasowej w Berlinie. Wskazali na gazociąg północny i muzeum upamiętniające II wojnę światową. Zapewnili jednak, że będą o tym jeszcze rozmawiać, gdyż w relacjach polsko-niemieckich nie będzie tematów tabu."
(http://www.tvn24.pl/-1,1531841,wiadomosc.html)
Czyli jednak ślubu nie było, a jedynie zapowiedzi. Ale i to dobre. Biorąc pod uwagę perspektywy dalszych spotkań z gościnnymi występami innych interesantów:
"Premier powiedział, że w sprawie gazociągu dojdzie do spotkania strony polskiej, niemieckiej i rosyjskiej."
Rozumiem, że rozmowy Niemiec i Rosji, lecz po co w nich jeszcze Polska? Zaraz, to przecież chodzi o polskie interesy. Pogubiłem się. Wracam więc na stronę TVN24, gdzie niejaki 'mac', który relację skonstruował pisze w podtytule tak:
"ROZMOWA TUSK-MERKEL W MIŁEJ ATMOSFERZE, ALE BEZ KONKRETÓW"
Cholera jasna, nie dało się tego jakoś inaczej ująć? Jakoś tak od razu powietrze z człowieka, który to czyta, uchodzi. A może 'mac' widział coś innego niż V. Baran? Kto wie? Sięgam więc do szczerozłotej "GW", gdzie wyboldowane są następujące fragmenty tekstu:
""Życzliwe zainteresowanie Merkel projektem muzeum II wojny światowej w Gdańsku""
oraz
"Merkel potwierdza: Rząd niemiecki nie ma żadnych roszczeń odszkodowawczych"
(http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,4751846.html)
- i oczywiście kamień spada nam z serca, bo jednocześnie czytamy w tytule artykułu, że "Nie będzie tematów tabu".
I o to chodzi. Tusk niczego nie załatwił, grunt jednak, że znowu z Merkel za jakiś czas będzie mógł sobie pogadać. Lepiej być nie może.


Komentarze
Pokaż komentarze (50)