Ostatnio w stosunkowo szybkim tempie umarzane są rozmaite sprawy, które wcześniej się toczyły, że można odnieść wrażenie, jakoby ruszyła jakaś produkacja certyfikatów niewinności. Do niewinnych dołączyła teraz śp. B. Blida, o której "Rz" pisze, że nie ma dowodu korupcji byłej posłanki. Co więcej, co już chyba stanowi licencję poetycką samej dziennikarki: "W tej sytuacji wątpliwe jest, czy była posłanka byłaby dziś oskarżoną."
(http://www.rp.pl/artykul/76075.html)
Sprawa zatem jest jasna. Nie żyje niewinna osoba, na którą siepacze Ziobry urządzili polowanie. Pytanie w takim razie, jak to się stało, że niewinna osoba popełniła samobójstwo? Wydaje się, że człowiek niewinny, kiedy go zatrzymują policjanci czy inne służby, pierwsze co robi, to poddaje się ich działaniom, by następnie domagać się adwokatów, wzywać Amnesty International i udzielać wywiadów do mediów z powodu prześladowania. Posłanka natomiast zareagowała w zgoła odmienny sposób.
Ciekawy jest też tok rozumowania dziennikarki relacjonującej tę sprawę. Skoro wycofano się z oskarżenia wobec jednej z osób i tym samym nie uznano jednego z domniemanych dowodów w sprawie, to dowodów żadnych nie ma.
Może nie ma i nie będzie. A może znajdą się, ale też ich nie będzie. Trzeba by ministra Ćwiąkalskiego spytać.


Komentarze
Pokaż komentarze (69)