Przezacny I. Janke dał nam właśnie wykład geopolityki oraz polskiej dyplomacji i jednocześnie krzepiące zalecenie, by się cieszyć. Tedy ja się cieszę, bo w ogóle mam dobry humor, aczkolwiek, skoro dziś taka historyczna chwila, to jak sobie tak sięgnę pamięcią choćby do zapisków nieocenionego Poboga-Malinowskiego, to mam wrażenie, że i geopolityka, i dyplomacja nie polegają na tych pozorach, którym ulega Janke (http://jankepost.salon24.pl/51765,index.html), lecz na czymś dużo głębszym i nieco bardziej skrytym.
Janke twierdzi:
"Na razie udało się jedno – odblokować blokadę na nasze mięso w Rosji. To jest bardzo dobra informacja i sukces nowego premiera.",
a odpowiadając Katarynie, dodaje:
"gdyby to samo osiągnął Kaczyński trąblibyście, jak ito skuteczny jest. Umiejcie przyznać. Dobrze się stało. Trzeba rozmawiać i grac inteligentnie a nie zamykac sie w twierdzy i walić w bęben. Na tym polega polityka zagraniczna."
(http://jankepost.salon24.pl/51765,index.html#comment_772767).
No i co? Właściwie nic, tylko klaskać. Zacząłbym jednak od tego, że gdyby Kaczyński ni stąd ni zowąd zaczął układać się z Rosją, nie uzyskując uprzednio żadnych z jej strony sygnałów zmiany politycznego stanowiska (np. "zgoda" na budowę tarczy antyrakietowej), to wcale by nie spotkał się z przychylnością nawet sympatyków PiS-u. W to jednak Janke pewnie nie uwierzy.
Problem (z PO i Tuskiem, i cała koalicją) polega na tym, że - o czym już parokrotnie pisałem - składano prorosyjskie deklaracje zanim jeszcze rząd się ukonstytuował i co więcej - ze strony Moskwy płynęły sygnały aprobaty dla zmiany na szczytach władzy w Polsce, zanim ten rząd powstał. Sam wynik wyborów komentowany był tam jako coś niezwykle pozytywnego, a Tuska "polubili Rosjanie", ledwie ogłoszono wynik wyborów (o czym też już pisałem). Czy to przypadki? Na pewno nie w geopolityce i nie w dyplomacji. Jaką więc ma Janke pewność, że zmiana stanowiska Rosji nie jest wynikiem ani "inteligentnej gry", ani "rozmów", lecz zwyczajnego porozumienia między polityczno-biznesowymi środowiskami wspierającymi "nową koalicję" a polityczno-biznesowymi środowiskami rosyjskimi? Może Janke uważa, że dyplomacja sprowadza się właśnie do oficjalnych spotkań i oficjalnych deklaracji? No, ewentualnie oficjalnych artykułów w mediach takich lub siakich? Może, ale wiedza historyczna należałaby w tej materii wykazywać nieco większą wstrzemięźliwość.
Ta ostrożność jest o tyle zrozumiała, że zazwyczaj (co wiemy z historii), jak już Rosja na coś się godzi czy "idzie na ustępstwo" (rozumiane po rosyjsku, oczywiście), to kryje się za tym jakieś roszczenie, które potem druga strona musi zrealizować. Dziś akurat w Pradze toczą się rozmowy amerykańsko-rosyjskie dot. tarczy (ostatnia runda) i czy w tej kwestii stanowisko Rosji wychodzi naprzeciw naszym potrzebom? Nie słyszałem, nie zauważyłem.
Może być więc tak, że Rosja "otwiera przed nami swój rynek" łaskawie tylko dlatego, że np. polski rynek energetyczny zostanie przed nią z kolei "szeroko otwarty", o czym ptaki ćwierkają nie tylko "ludowe". Może być też tak, że kwestia tarczy zostanie odłożona i w zamian za zniesienie embarga, Polska pozostanie w sferze wpływów rosyjskich (z pewną częścią dla Niemiec, które też traktują nasz kraj instrumentalnie). Czy wtedy będziemy podziwiać inteligencję tandemu Tusk-Pawlak? Czy raczej tych, co za pomocą tego tandemu załatwiają poważne międzynarodowe interesy?


Komentarze
Pokaż komentarze (47)