W naszym kraju mędrców jest dostatek, więc nic dziwnego, że premier Tusk zaproponował jednego z nich do Rady Mędrców. Taki reprezentant nie tylko się Polsce należy, lecz samej tej Radzie jest niezwykle potrzebny. Można by wprawdzie zastanawiać się, czy akurat L. Wałęsa to jakby właściwa egzemplifikacja pojęcia 'mędrzec', ale trzeba być naprawdę małodusznym, by kogoś, kto sam obalił komunizm za mędrca nie uważać. Nie wiemy wprawdzie, co na to "wujek Bronek", ale przecież w rodzinie chyba nikt się nie burzy, gdy awanse na jednego jej reprezentanta spadają, boć przecie splendor jednego i na innych się przenosi.
Do rzeczy jednak:
"- Lech Wałęsa ma szansę odegrać istotną rolę w Komitecie Mędrców - uważa premier Donald Tusk. Jak uzasadnił, zagranicą, inaczej niż w kraju, były prezydent "cieszy się autentycznym autorytetem i to nie tylko jako żywa pamiątka dawnych lat, ale też jest traktowany jako człowiek bardzo mądry"."
(http://www.tvn24.pl/-1,1532460,wiadomosc.html)
Tusk mówi to ze śmiertelną powaga, więc i ja to tak przyjmuję. Po czym dodaje:
"...Wałęsa czasami bywa kontrowersyjny i czasem zaskakuje swoimi wypowiedziami. - Ale jeśli kogoś słuchają od nas, a czasem nawet z otwartymi ustami, to Lecha Wałęsy - ocenił premier. Jak podkreślił, inaczej niż w kraju - zagranicą "ludzie bardzo się liczą" z byłym prezydentem Polski."
(Pisownia oryginalna). Być może tylko Tusk (i ewentualnie "wujek Bronek") słuchają Wałęsy z zamkniętymi ustami. Reszta świata bowiem zawsze nie może wyjść ze zdumienia, ilekroć Wałęsa coś powie i faktycznie, zawsze szeroko otwiera paszczękę. Mnie ostatnio szczęka opadła na przykład, gdy usłyszałem o sformułowaniach użytych przez Wałęsę w odniesieniu do K. Wyszkowskiego. Nie wchodząc w szczegóły całej tej sprawy, zwrócę uwagę, że były prezydent użył m.in. wyrażenia "chory debil" (http://www.dziennik.pl/polityka/article96465.ece). Zwykle za debila uważa się osobę upośledzoną umysłowo, a więc na pewno nie zdrową, wobec tego określenie "chory debil" wskazuje na pewną językową kreatywność byłego prezydenta świadczącą zapewne o jego wyjątkowej mądrości. Oczywiście cały mykes polega na tym, by wiedzieć, o kim się w ten sposób wyrażać. Są na pewno osoby, w przypadku których na takie określenie Wałęsa nigdy by sobie nie pozwolił. No ale przestańmy się łapać za słowa, skoro podobną opinię, jak premier wyraził J. Saryusz-Wolski:
"- Lech Wałęsa ma duże szanse, to by była znakomita kandydatura do Komitetu Mędrców i na pewno będzie przyjęta z wielką uwagą - uważa Jacek Saryusz-Wolski, szef komisji dyplomacji PE. Jak dodaje, były prezydent jest osobą powszechnie znaną, słuchaną i respektowaną w Unii Europejskiej."
(http://www.tvn24.pl/-1,1532449,wiadomosc.html)
Należałoby się raczej zastanowić, czy my jesteśmy przy zdrowych zmysłach w takim razie, bo Saryusz-Wolski dodaje:
"Jest powszechnie słuchany za granicą, natomiast nie widziany i niedoceniany w Polsce."
Czemu my tak nie doceniamy i nie zauważamy Wałęsy? No nic jest teraz czas na przemyślenie naszych niedociągnięć. Ważna jednak jest inna sprawa: czy IPN będzie jeszcze mógł publikować jakieś dokumenty na temat Wałęsy, jeśli wstąpi on w szeregi Mędrców Europy, a nawet Mędrców Świata?
Ha, teraz dopiero widać, że irytacja premiera na wieść, że gówniarze z IPN-u planują jakieś kolejne książki o przeszłości byłego prezydenta, była na miejscu. Z czym do mędrców chce startować jakiś popaprany IPN? Z czym?


Komentarze
Pokaż komentarze (65)