Bezpieka od "bezpieki" różni się tym, że ta pierwsza zajmuje się ochroną zwykłych obywateli, tropiąc prawdziwe zagrożenia dla życia społecznego, zaś ta druga uważa zwykłych obywateli za największe zagrożenie i zajmuje się głównie ich inwigilacją i/lub indoktrynacją. Czym się różni dziennikarstwo śledcze od "dziennikarstwa śledczego"? To pierwsze tropi afery "bez względu na osoby", to drugie zaś tropi afery na zlecenie specsłużb, które nie tylko wskazują, kogo należy "wyśledzić", ale nawet starają się, by tacy śledczy mieli co wyśledzić, czyli, by nie wrócili z pustymi rękami (i np. podrzucają śledczym komprmateriały, by dochodzenie nie trwało zbyt długo).
Okazuje się jednak, że tak zdawałoby się proste sprawy znajdują odmienne ujęcia w zależności od miejsca, gdzie się pracuje. R. Ziemkiewicz, przypominając czytelnikom w swoim felietonie, że afera Watergate była w dużej mierze inspirowana i koordynowana przez M. Felta, wicedyrektora FBI (http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2007/12/18/watergate-falszywy-mit/), wnioskuje, że przyznawanie w Polsce przez SDP nagrody pn. "Watergate" za dziennikarstwo śledcze świadczy albo o podążaniu za stereotypem "afery Watergate", albo o uznaniu prostej prawdy, że polscy dziennikarze śledczy są inspirowani przez "bezpiekę". Nie trzeba było długo czekać, a B. Węglarczyk dał Ziemkiewiczowi odpór na łamach swojego bloga (http://bartoszweglarczyk.blox.pl/2007/12/Co-Rzepa-wie-o-dziennikarstwie-sledczym.html), zarzucając temu ostatniemu arogancję, ignorancję i niezrozumienie specyfiki subtelnych tajników pracy dziennikarzy śledczych:
"Lekceważące opisywanie gigantycznej pracy śledczej, jaką wykonali Woodward, Bernstein, New York Times, Time i wiele innych gazet i mediów w USA, lekceważenie odwagi dziesiątek ludzi, którzy narażając swe kariery rozmawiali z dziennikarzami, jest po prostu bezdennie głupie. Całe szczęście, że nie jestem dziennikarzem Rzepy i nie muszę się wstydzić, że coś takiego się ukazuje w mojej gazecie.
Ciekawy jestem, czy idąc za ciosem Rzepa zakaże teraz swym dziennikarzom wszelkich kontaktów z informatorami ze służb specjalnych i odda połowę nagród za artykuły oparte na takich źródłach?"
Można się cieszyć, że publicyście "GW" kamień spadł z serca, że nie ma nic wspólnego z wredną "Rz", ale czy gromy, jakie rzuca na Ziemkiewicza (proszę poczytać zalinkowany post) dotyczą istoty rzeczy?
Jak to bowiem jest, że obecnie, tj. za rządów PO-PSL-LiD dziennikarstwo śledcze nie tylko nie przeżywa rozkwitu, ale jakiś dziwny regres? Pomijam oczywiście tych funkcjonariuszy, którzy przez całą dobę śledzą o. Rydzyka, bo są chyba dożywotnio "zadaniowani" na niego. Nawet nieprzejednany wróg dawnej Solidarności oraz niedawnego i obecnego PiS-u, tj. J. Urban twierdzi, że coś się nie tak dzieje z dziennikarstwem - jak moglibyśmy powiedzieć - szeroko rozumianych "walterowców":
"Za rządów PiS moi znajomi, a więc albo komuchy, albo co najmniej wykształciuchy, siedzieli przyspawani całym układem do TVN 24 – codziennie, gdzieś od 18.00 do 23.00. Nienasycenie głodni widoku ciskającego się Jarosława i złotoustego Ziobry wytrzymywali nawet telefony skrzeczących emerytek do „Szkła kontaktowego”.Kiedy Platforma wygrała wybory, na znak czego Doda czule przytuliła się do nowego premiera, magia TVN 24 prysła. Wyznawcy poczuli pustkę, życie stało się jałowe, emocje stęchły. Na co teraz patrzeć, czego oczekiwać? Tego, że Frytka zatańczy dla Pawlaka, a Pochanke spije miód z ust Schetyny? Jarosław Kaczyński z magnetyzującego inkwizytora zamienił się nagle w komicznego nieporadnego grubaska. Ziobro zapadł się pod ziemię. Naburmuszony Dorn milczkiem plącze się po korytarzach Sejmu. Mąż Rokiciny klei w domu tapety. Tusk obiecał ludowi swemu normalność, czyli spuszczenie adrenaliny z baku i nudę. Tusk tylko zapowiada na razie chleb, ale widowisko już skasował.Zdobywając władzę Platforma podcięła TVN, wyjałowiła „Gazetę Wyborczą”, zniszczyła emocje, odebrała ludziom całą radość życia przeciw. Przyniosła zaś puste wieczory, rodzinne dyskusje o smaku zupy kartoflanej oraz frontach atmosferycznych z prognozy pogody."(http://www.nie.com.pl/art9914.htm)
Coś więc musi być na rzeczy. Kto jak kto, ale Urban o "bezpiece", komprmateriałach i inspirowaniu rozmaitych kampanii medialnych medialnych co nieco wie. Pytanie zatem, co to się stało? Zapadli się pod ziemie ci wszyscy śledczy, czy zostali na razie postawieni w stan uśpienia?
Najważniejsza jednak kwestia brzmi następująco: kto jest polskim Feltem? Mam na myśli tego, co kręci tyloma "dziennikarzami śledczymi" od tylu lat.


Komentarze
Pokaż komentarze (36)