Na stronach IPN od parunastu dni widnieje oświadczenie mówiące o szykującym się paraliżu działań tej instytucji w związku z niemożliwością pełnej realizacji zobowiązań nałożonych na IPN przez ustawę z października 2006 dot. otwarcia archiwów. Sprawa ta, wydawałoby się alarmująca, nie wywołała szerszego odzewu w polskich mediach, pomijając zapowiadaną przez antykomunistycznych działaczy dawnej opozycji manifestację przed sejmem (http://www.wprost.pl/ar/120431/Znani-opozycjonisci-antykomunistyczni-chca-protestowac-przed-Sejmem/).
Tymczasem ta kwestia z IPN-em idealnie współgra z taktyką przyjętą przez PO od samego początku "sprzątania po PiS-ie" i "czyszczenia" bądź też konsekwentnego utrudniania działań poszczególnym instytucjom, które przez ostatnie dwa lata uznano za największe zagrożenia dla "demokracji". Kiedy toczyły się spory wokół ustawy lustracyjnej, która po raz kolejny, jak wiemy, padła na stole operacyjnym polskich parlamentarzystów (przy skrupulatnym aplauzie środowisk stroniących od jakiegokolwliek prześwietlania ich przeszłości, jak diabeł od święconej wody), PO forsowała między innymi ideę "pełnego otwarcia archiwów" (http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,4125551.html), co poniektórzy (np. Rokita) odczytywali jako jeszcze większy radykalizm aniżeli dekomunizacyjne zaangażowanie PiS-u (http://www.newsweek.pl/artykuly/artykul.asp?Artykul=18652). Głosy sceptyków sugerujących, że to doprowadzi do przeciążenia IPN-u, a nawet do drastycznego spowolnienia jego prac, tonęły w ogólnej wrzawie, która jak zwykle w Polsce służyła jedynie zaciemnieniu sprawy i oddaleniu jej na wieczne nigdy. PiS podchwycił w końcu tę ideę, gdy widać już było wyraźnie, że ustawa lustracyjna ugrzęźnie lada chwila na dobre "w toku prac legislacyjnych", co natychmiast wywołało oczywiście głosy sprzeciwu. M.in. Hołda z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka twierdził, że:
"byłoby "niebezpieczne, żeby każdy dyletant sam czytał te akta i po swojemu je interpretował". Obawia się on, że może się zdarzyć, iż ktoś w złej wierze będzie chciał poznać np. przeszłość swego nielubianego sąsiada i wyciągnie fałszywe wnioski.
W związku z tym lepiej może byłoby, żeby naród poznawał swoją historię za pośrednictwem specjalistów, także dziennikarzy"
(http://wiadomosci.wp.pl/kat,53994,wid,9071613,wiadomosc.html?ticaid=15152)
Doprowadzono więc do przerzucenia odpowiedzialności za lustrowanie poszczególnych osób na IPN, po czym, jak pamiętamy, gdy Kurtyka zapowiedział publikację pierwszych nazwisk z listy, zaczęło się kolejne biadolenie, że IPN wpisuje się w kampanię wyborczą. Kiedy - szczęśliwie dla Partii Okrągłego Stołu - kampania dobiegła końca, zaraz zabrano się za przywoływanie IPN-u do porządku, nie tylko pohukując na Kurtykę, który "minął się z powołaniem", ale i na historyków - nie wiedzieć czemu, naturalnie - grzebiących się w jakichś zamierzchłych papierach dotyczących Wałęsy - co, jak pamiętamy, Tusk w wywiadzie dla jednego z dzienników, obiecywał ukrócić.
Gdy wreszcie w październiku br. Janke wypomniał Komorowskiemu, że kiedyś PO była za pełnym otwarciem archiwów, ten ostatni zaczął wykręcać kota ogonem. Przypomnę cały fragment tej rozmowy (mimo że pisał o niej już Budyń78), żeby ktoś nie mówił, że jestem gołosłowny:
"My proponowaliśmy, proponujemy udostępnienie dokumentów związanych z konkretnymi osobami publicznymi. Uważam, że to się po prostu Polakom należy, aczkolwiek to też może być przedmiotem różnych kombinacji. Tak ma stać sprawa, że to politycy mają ujawniać swoje dokumenty.
Igor Janke: Zaraz, ale byliście za pełnym otwarciem archiwów IPN?
Bronisław Komorowski: Nie, byliśmy za ułatwieniem dostępu do archiwów IPN. To nie chodzi o to, żeby każdy z ulicy mógł pójść do IPN i zajrzeć w cudzą teczkę, tylko chodzi o to, żeby dziennikarz lub historyk mógł mieć ułatwiony pełny dostęp do dokumentów, jeśli zajmuje się jakimiś sprawami, które wymagają zbadania archiwów IPN-u. Tu nie chodzi o to, żeby każdy mógł zajrzeć w cudzą teczkę. To zostawiamy PiS-owi.
Igor Janke: Mam wrażenie, że słyszałem wielokrotnie, że Platforma opowiada się za pełnym otwarciem akt IPN-u.
Bronisław Komorowski: Pełnym udostępnieniem archiwów w celach naukowych i badawczych, także dla dziennikarzy. Nie ma możliwości, ja jestem historykiem z wykształcenia, zajmuję się archiwami od dłuższego czasu
Igor Janke: Nigdy nie mówiliście o pełnym otwarciu?
Bronisław Komorowski: Co to znaczy otwarcie? Właśnie tak jak dzisiaj IPN jest otwarte, tak jak każde inne archiwum publiczne państwowe. Jest otwarte na badania.
Igor Janke: Ale mówiliście inaczej.
Bronisław Komorowski: Nie. Natomiast oczywiście LiD-owi zarzucamy to, że oni są generalnie przeciwnikami lustracji. Platforma Obywatelska uważa, że lustracja jest konieczna i ona jest przeprowadzana. Natomiast bez przegięcia prolustracyjnego, które świat widzi wyłącznie przez pryzmat teczek i przeszłości, my uważamy, że w imię przyszłości musi być pewna jawność życia publicznego, ale publicznego a nie wszystkich w Polsce. Nie zamierzamy poddawać lustracji wszystkich w Polsce tak, jak to proponowali radykałowie z PiS-u.""
Teraz, kiedy ustawowo przewidziano poważną redukcję "kosztów obsługi IPN-u", widać jak na patelni, że PO wpisała się w strategię antylustracyjną z podziwu godną zapobiegawczością. Nic bowiem prostszego jak przenieść procedury lustracyjne do instytucji, która nie jest w stanie tym procedurom finansowo i materialnie podołać. Kolegium IPN zresztą mówi o tym wprost:
"Przewidywane ograniczenie budżetu na rok 2008 znacznie utrudni Instytutowi wykonanie zadań przewidzianych tą ustawą.
Jednocześnie Instytut będzie zmuszony do zmniejszenia zatrudnienia, zamrożenia lub rezygnacji z inwestycji, w tym zwłaszcza projektu digitalizacji zbiorów archiwalnych i scalenia ich centralnego zasobu w jednym magazynie. Istnieje również duże niebezpieczeństwo zahamowania prowadzonych badań naukowych oraz działalności edukacyjnej i wydawniczej."
O to więc chyba chodziło. Pełne otwarcie archiwów, aczkolwiek w rozumieniu chyba takim, jak otwarto w pełni archiwa w 1989 r. i zaczęto robić z nimi porządek, paląc, co się da. Teraz już nawet nie trzeba palić. Wystarczy po prostu wokół tych archiwów zwyczajnie nic nie robić. Ideał taniego państwa, a la PO-PSL-LiD. Najtaniej jednak byłoby rozwalić IPN, co postuluje wielu "czytelników" "Trybuny" (i nie tylko).


Komentarze
Pokaż komentarze (59)