Gdy ogląda się jakieś filmy sensacyjne czy horrory, padają dwie nieśmiertelne kwestie: "Are you OK?" (lub "You OK?") oraz "Everything's gonna be alright". Pierwsza z reguły wypowiadana jest, gdy jeden z bohaterów przeleciał np. koziołkującycm samochodem, wyterepało go na wszystkie strony, auto się zapaliło i wybuchło, ale tenże okrwawiony bohater po wyczołganiu się ze zgliszczy z uśmiechem przytakuje, że oczywiście, nic mu się nie stało. Druga, gdy jeden z bohaterów parokrotnie pchnięty jakimś ostrzem lub postrzelony w kilku miejscach (oczytwiście nadal uporczywie przemieszcza się, uciekając lub walcząc z przeważającym wrogiem) potyka się, upada i już nie może dłużej powstrzymywać krwotoku, zapala więc papierosa i słucha, jak pociesza go partner. Zresztą nieśmiertelne "wszystko będzie dobrze" mówią nam często lekarze, gdy wiele wskazuje na to, że zbierają się nad nami czarne chmury.
Do Polski, polskiej gospodarki i polityki te dwie odzywki pasują idealnie. Oto parę miesięcy temu doszła do władzy koalicja, która zapowiadała przeskok jakościowy w ekonomii oraz polityce, jakiego jeszcze nie było, a tymczasem zapowiadane są podwyżki za podwyżkami (http://www.tvn24.pl/-1,1533955,wiadomosc.html), ba, mówi się nawet, że będzie to "rok wielkich podwyżek". Nic oczywiście tak Polaków nie roztkliwia, jak rosnące nieustannie niemal od 1989 r. koszty życia (o wysokich kosztach pracy nawet nie wspominam), trzeba jednak przyznać, że tym razem podwyżki chyba będą jeszcze bardziej spektakularne aniżeli za legendarnych rządów Millera, za których Polakom także żyło się coraz lepiej, tylko że wciąż i wciąż rosły ceny towarów i usług.
Jakby tego było mało, okazuje się, że gruntowny spadek bezrobocia, to zjawisko niepokojające, a nie uspokajające: "niska stopa bezrobocia, którą politycy tak chętnie nazywają swoim sukcesem, jest wskaźnikiem o coraz trudniejszym do zdefiniowania znaczeniu. Bo gdy ze statystyk znikali bezrobotni, z rynku pracy - za granicę - odpłynęły miliony osób. Ich brak to nie tylko zjawisko demograficzne, ale także poważny cios dla gospodarki." (http://biznes.onet.pl/0,1666064,wiadomosci.html) Wypada więc Polaków zapytać na początku 2008 r. "You OK?"
Ale, jak powiedziałem, "wszystko będzie dobrze". Oto bowiem jedne rzeczy pójdą w górę, ale za to stanieją nieruchomości (http://www.tvn24.pl/-1,1533941,wiadomosc.html). Jest więc się z czego cieszyć, myślę zwł. o tych osobach, które coś dla siebie kupują (lub chcą kupić) np. w Warszawie. Jeśli bowiem za blisko stumetrowe mieszkanie na Ursynowie nie trzeba będzie płacić już 800 tys. złotych tylko nieco mniej, to chyba można już mówić o cudzie gospodarczym przynajmniej na rynku nieruchomości. Jeśli wszak skala patologii jakiegoś zjawiska się zmniejsza, to już są powody do zadowolenia. Powtarzam zatem, "wszystko będzie dobrze".
A potem się zobaczy.


Komentarze
Pokaż komentarze (48)