J. Domański z "Przeglądu" załamuje ręce, że min. Ćwiąkalski ma tylu wrogów i to nie tylko po stronie polityków potwornego PiS-u, ale, jak się wyraża - "pretorianów PiS z 'Dziennika' i 'Rzeczpospolitej'". Jest to bowiem, wg Domańskiego, "człowiek najzacieklej atakowany".
Pisze, nie kryjąc sarkazmu:
"...jest oczywiste, że premier Tusk musi go odwołać. Tak oczywiste, że nie pytają, czy go odwoła, tylko kiedy? Przebierając nóżkami do wyeliminowania Ćwiąkalskiego, pokazują, jak bardzo ten krakowski profesor ich uwiera i jak bardzo jest niebezpieczny dla kadrowej kamaryli zbudowanej przez Ziobrę. Wiedzą, kogo i dlaczego chcą ochronić. I bardzo się śpieszą, atakując ministra sprawiedliwości non stop i przypisując mu wszystkie grzechy tego świata."
(http://www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=felietony&name=922)
Już widzę tych Wildsteinów, Jankesów, Lichocką czy innych Semków "przebierających nóżkami" (ach ten język, nie ma jak porządne peerelowskie staże po odpowiedniej stronie) "do wyeliminowania" ministra sprawiedliwości. Pomijając kwestie merytoryczne, czyli ewentualne powody ku temu "wyeliminowaniu", zgłaszane przez krytyków Ćwiąkalskiego, chciałbym zwrócić uwagę, że przy najlepszej nawet złej woli takichże krytyków, nie mogą oni "przebierać nóżkami do wyeliminowania", bo to jest niemożliwe. Chociaż, skoro w języku Domańskiego, w końcu naczelnego "Przeglądu", betonowego tygodnika lewicy, takie skrzyżowane frazeologizmy się pojawiają, to może jednak możliwe jest przebieranie nóżkami do wyeliminowania, tylko myśmy o tym dotąd nie wiedzieli.
Ale czepiłem się stylistyki, zamiast brnąć w temat. No to dalej "w tym temacie", jak mawiają urzędnicy najrozmaitszych szczebli i menedżerowie oraz czołowy lingwista polski L. Wałęsa. Domański powiada jeszcze tak:
"Jakżesz musi boleć PiS-owskich zagończyków, że mimo tak wielkich starań i grzebania w życiorysie nic na prof. Ćwiąkalskiego nie mają. A uporczywe zarzucanie mu, że jako adwokat bronił przestępców, ma równie wielki sens jak zarzucanie lekarzowi, że operował gwałciciela."
Takie analogie chyba na każdym mogą robić wrażenie. Abstrahując od kwestii, co ów domniemany gwałciciel miałby operowane, to mimo wszystko po operacji czekałby na niego policyjny patrol, by odeskortować delikwenta do aresztu czy więzienia, co zaś czeka rozmaitych delikwentów, wobec których wspaniałomyślnie Ćwiąkalski umorzył rozmaite postępowania? Chyba tylko wolność. Ale z drugiej strony znana biesiadna piosenka mówi niech żyje wolność, wolność i swoboda, więc może o takie ideały ministrowi sprawiedliwości chodzi, a wtedy należy się cieszyć, a nie wymachiwać szabelką z innymi pretorianami. Wiem, że pretorianie raczej szabelkami nie machali, ale czy ja też nie mogę sobie jakiegoś frazeologizmu wymyśleć?
"Ale nie do takich nonsensów nas PiS-owszczycy przyzwyczaili. Grają ciągle ten sam repertuar, bo innego nie znają. Czas nie jest ich sprzymierzeńcem. Im dłużej opinia publiczna będzie mogła słuchać i porównywać wypowiedzi Ćwiąkalskiego i Ziobry, tym lepiej zobaczymy, jak marny, niedouczony i prymitywny w swoich działaniach był Ziobro. Jak mało wspólnego z prawem i praworządnością miały działania wielu ludzi, którzy awansowali za jego czasów w prokuraturze. Różnica między ministrami sprawiedliwości z PO i PiS jest porażająca."
Pisowszczycy, tys piknie. Coś może, jak lisowczycy, gdyby nie ta końcówka "-szczycy" mająca chyba jakieś konotacje fizjologiczno-ablucyjne, podejrzewam. Takich eufemizmów nie powstydziłby się chyba i J. Urban, nieoceniony w konstruowaniu rozmaitych potworków językowych, jak choćby osławiona na początku l. 90. "piczka" na określenie PC, czyli Porozumienia Centrum. W tym stylu ten felieton jest do końca, więc wytrwałych odsyłam do lektury, gdyż jeszcze sporo rodzynków językowych wynajdą, jak choćby "tornado kadrowe" za Ziobry (vs jakieś zupełnie domniemane, urojone czystki Ćwiąkalskiego). Takie rzeczy warto czytać, by mieć świadomość, że gdyby tacy ludzie stanęli np. na wysokich stanowiskach w jakichś potężnych mediach, to kamień na kamieniu by nie pozostał z jakiejś racjonalnej debaty publicznej, tylko pławilibyśmy się w idiotyzmach na poziomie obecnej "Trybuny":
"Prof. dr bp Pieronek wysyła prof. dr Senyszyn, posłankę, do krów. Skąd u Tadeusza Pieronka taka arogancja ujawniana wobec kobiet? Skąd u hierarchy taka niechęć do pasania, skoro jego religia ma korzenie w wierzeniach bliskowschodnich ludów pasterskich? (Zbigniew D., Sosnowiec)"
oraz:
"Bp Pieronek jedną polewał kwasem solnym, a teraz posłance Senyszyn zaleca dojenie krów. Gdyby się na to zdecydowała, byłoby mleko, jeden z bardziej życiodajnych płynów. Nie wiem, jakie płyny wydziela biskup, ale żółć na pewno. (Stanisława Daniłowska, Lublin)"
(http://www.trybuna.com.pl/n_show.php?code=2008010817)
I to się nadaje do prasy, pretorianie.


Komentarze
Pokaż komentarze (37)